26 kwietnia 2011

Filled Under: , , ,

I`m dreaming of a white kiełba



Pozostając w świątecznym nastroju... tak, tak... zdaję sobie sprawę, że ciężko napisać przepis na grillowaną kiełbasę. To po prostu taki świąteczny post. Tradycyjna, wielkanocna, grillowana kiełbasa... ot co.

Jest to jedna z najłatwiejszych rzeczy. Łatwiejsza niż zagotowanie wody. Chyba, że ktoś ma problem z rozpaleniem brykietu, ale ostatnio Bear Grylls wydał poradnik przetrwania, tam jest wszystko. Tak więc rozpalamy brykiet. On w zasadzie ma się nie tyle palić, co żarzyć. Panuje zasada - nic na pośpiech. Niech on się tam spokojnie wyżarza, a kiełbę można położyć na ruszt, bo kapiący tłuszcz wesprze ten proces.

Pamiętać należy jedynie o przewracaniu jej z boku na bok. Białej nie trzeba jakoś nawet specjalnie nacinać. Raczej przekłuwamy szpikulcem lekko skórkę. Do tego wyśmienicie smakuje grillowany chleb, a jeszcze lepiej grillowany chleb natarty czosnkiem. No i piwo oczywiście. Chyba, że jesteście samochodem. Nie wolno prowadzić po pijaku.

1 komentarze:

  1. Dobry, tytuł, dobry!A białej kiełby z grilla jeszcze nie jadłam.

    OdpowiedzUsuń