29 lipca 2012

, , ,

Sałatka z winogronami, migdałami i serem gorgonzola

sałatka z winogronami, migdałami i serem gorgonzola
Iron Maiden, film Prometeusz, gry z serii Total War, sałatki...   co łączy wymienione rzeczy? Wszyscy je opluwają, mówią, że to nic nie warte badziewie, ale gdy poświęcimy im odrobinę uwagi i wysilimy się na odrobinę obiektywizmu, dystansu i otwarcia, okazuje się, że wcale nie jest to totalne dno. Weźmy takiego Prometeusza - byłem akurat wczoraj w kinie. Bardzo mi się film podobał. Bardzo ładnie zrobiony, bardzo spektakularny. Jedyne, czego potrzeba, aby nie wyjść z kina rozczarowanym, to zdać sobie sprawę, że nie zobaczymy tam ani jednego, cholernego obcego!

Skład:
  • sałata lodowa
  • winogrona
  • migdały
  • ser gorgonzola
  • czosnek
  • jogurt
  • sól, pieprz

Zaczynamy od przygotowania sosu czosnkowego. W tym celu należy wlać do naczynka odrobinę jogurtu. Dobrze, aby to nie był tzw. jogurt grecki (Grecy to bankruci, ich produkty mogą być nieświeże). Do jogurtu wciskamy kilka ząbków czosnku, wsypujemy sól i pieprz wedle uznania i gustu. Ale w dobrym guście jest, aby sos był w miarę ostry.

Do pojemnika wrzucamy porwaną sałatę, przekrojone na pół migdały, winogrona oraz ser gorgonzola pocięty w kostkę. Całość polewamy bogato sosem czosnkowym. Do tego podajemy wino czerwone, półwytawne oraz grzaneczki z masłem ziołowym.

Gwarantuję, że taka sałatka - mimo iż nie posiada mięsa - będzie Wam smakowała.
Long life the allmighty bunghole!

23 lipca 2012

,

Kawa mrożona

kawa mrożona
Widziałem ostatnio w telewizorze, że jakaś gwiazdka próbuje przekonać ludzi, że kawa mrożona to kawa z mlekiem, co jest oczywistą bzdurą. Kawa z mlekiem to co najwyżej sposób, aby nabawić się kamieni kałowych, czyli odwodnionych, zbitych mas kału, powodujących ciężkie zaparcia. Tak, tak moi drodzy - oto czym jest kawa z mlekiem.

Prawdziwa mrożona kawa składa się z:
  • filiżanki espresso
  • tłustych lodów waniliowych z prawdziwą wanilią
  • bitej śmietany (ubitej ze słodkiej śmietanki 36% z odrobinką cukru pudru)

Przyrządzenie takie napoju przypomina nieco pracę na kutrze rybackim - trzeba się dwoić i troić, jedną ręką obsługiwać ekspres, drugą miksować śmietanę a trzecią nakładać lody. Kawa musi być wrząca, lody zamarznięte, a śmietana gęsta i stabilna.

Bita śmietana to temat na osobny post, ale powiem tylko że to, co sprzedają w sklepach to produkt bitośmietanowo-podobny. Ma się to nijak do prawdziwej bitej śmietany, która jest gęsta i stabilna (powtarzam się? Może... to dlatego, że gęstość i stabilność, to dwie najważniejsze cechy prawdziwej, dobrej bitej śmietany). Nie może być też za słodka, bo wtedy będzie mdła, a całość deseru i tak jest już piekielnie słodka. Pamiętacie z jakim fetyszyzmem podszedł Tarantino do bitej śmietany w Bękartach Wojny? Taka ma być bita śmietana!

Lody...  nie mogą one to być pierwsze lepsze. Jak już napisałem - powinny mieć prawdziwą wanilię i być tłuste, przez co rozumiem, że nawet gdy są bardzo zmrożone, da się je nakładać łyżeczką, bo nie są twarde jak beton. Wysoka jakość lodów to drugi po bitej śmietanie, najważniejszy czynnik.

No i kawa. Robienie kawy mrożonej z kawy rozpuszczalnej przypomina trochę fortyfikowanie farmy przed atakiem zombie za pomocą kisielu, papieru toaletowego i zbutwiałej dratwy - po prostu się nie da. W ogóle kawa rozpuszczalna to zbrodnia przeciwko ludzkości (a podana z mlekiem także przeciwko jelitom). Kawa rozpuszczalna do pierwszy krok do grobu - kamienie kałowe, zaparcia, hemoroidy i śmierć. W takiej właśnie kolejności.

Zatem wspomniana gwiazdka nie dożyje pewnie gwiazdki pijąc promowaną przez siebie kawę mrożoną, choć znając życie, gdy tylko wyłączą kamery wypluwa kawę do wiadra lub wręcz spazmatycznie wymiotuje próbując pozbyć się ohydnego smaku syntetycznej kawy.

A kawa mrożona według mojego przepisu to gwarancja dużej potencji i długiego, zdrowego życia. Naturalne składniki i wyrazisty smak to coś, czego warty jest wysiłek niezbędny do przygotowania prawdziwej kawy mrożonej.



21 lipca 2012

, , ,

Paszteciki z ciasta francuskiego

Paszteciki z ciasta francuskiego
Jedną z największych zalet ciasta francuskiego jest to, że kiedy mają przyjść goście, wystarczy wyjąć cokolwiek z lodówki, zmiksować z cebulą i przyprawami, zawinąć w ciasto francuskie i upiec. W 20 minut mamy super danie, które wszyscy będą chwalić. Przykład?

Powszechnie wiadomo, że nikt nie lubi kurczaka z rosołu. Smakuje obrzydliwie. Właściwie jest jak włoszczyzna - wygotować i wyrzucić. Jest ąchły, nie ma przypieczki, nie jest jakoś szczególnie przyprawiony, smakuje raczej tłuszczem.

Wystarczy takiego kurczaka obrać, pokroić, dodać posiekanej cebuli, majeranku, soli i pieprzu, można dać tę rozgotowaną marchew z rosołu i to wszystko zmiksować blenderem. Znają to wszyscy, którzy mają dzieci lub przejmowali się dietą swojego kota, gdy miał dwa miesiące. No... może jeżeli wykluczymy te przyprawy i cebulę. Ani koty, ani niemowlęta nie przepadają za przyprawami i cebulą.

Całość musi być dość gęsta i pozbawiona płynu, żeby nie wypływała z ciasta. Powstaje w ten sposób de facto rodzaj pasztetu drobiowego, z tą różnicą, że możemy powiedzieć, że wiemy, co w nim jest. Tak powstałe paszteciki podajemy z barszczem lub solo, jako przystawkę.

Nie muszę chyba mówić, że na dobrą sprawę można tak załatwić każdy problem - kalafior z obiadu, brokuł, fasolkę szparagową, ziemniaki, groszek, marchewkę, inne mięsa z zup itp. Jeżeli coś się wydaje zbyt kontrowersyjne - przyprawcie mocniej. Najlepiej jakąś egzotyczną przyprawą np. indyjską. Można wtedy wcisnąć gościom jakąś ciemnotę, że to są samosy.



11 lipca 2012

, , , ,

Polish Cooking: krewetki po kajuńsku

krewetki po kajuńsku
polish cooking

Nadszedł czas, aby zasięgnąć do prawdziwej skarbnicy wiedzy. Polish Cooking, bo o niej mowa, to książka, którą znalazłem jakiś czas temu. Napisana przez polonię kanadyjską dla wytęsknionych za ojczyzną serc naszych rodaków zamieszkujących kraj francuzów i kolesi z głowami jak przecięte jajka (widziałem to w south parku...  Kanadyjczycy są naprawdę paskudni, w dodatku oglądają curling i mają pieniądze z eurobiznesu).

Krewetki po kajuńsku to bardzo tradycyjna potrawa przyrządzana na południu kraju. Wiem, że ostatnio pojawiło się sporo kontrowersji na temat tej potrawy, bo przyrządzają je wszyscy i wszędzie, nadużywając nazwy "krewetki po kajuńsku" w odniesieniu do byle krewetki zanurzonej w sosie BBQ. Wiem też, że wkurzeni południowcy mają swoje przepisy, a każdy jeden jest jedynym prawdziwym, świętym i nienaruszalnym. Cóż... sam jestem południowcem, więc cóż mogę rzec jeżeli nie to, że mój przepis na krewetki po kajuńsku jest jedynym prawdziwym i że wkurza mnie to, ale lada moment będzie można kupić McKrewetki po kajuńsku albo kubełek krewetek po kajuńsku nawet na Helu i będzie można przechadzać się z takim kubełkiem w jednej ręce, kubkiem coli w drugiej i dyndającym fiutem po plaży w Chałupach.

Rzeczy, które będziemy potrzebowali to:
  • krewetki (nie te małe obrzydliwe robaki tylko prawdziwe krewetki)
  • cebulę
  • czosnek
  • słodka papryka w proszku
  • pieprz
  • sól
  • ryż lub ziemniaki

Na rozgrzany olej rzucamy pokrojoną w paseczki cebulę i smażymy przez chwilkę. Następnie wsypujemy dużo papryki i pokrojone w plastry czosnki. Nie żałujcie sobie, bo nie będziecie mieli prawdziwych krewetek po kajuńsku. Do tego wrzucamy krewetki i sypiemy sól i pieprz. Dużo pieprzu.

Niektórzy zatwardziali południowcy twierdzą, że może to być tylko i wyłącznie pieprz cayenne, ale prawda jest taka, że to nawet nie jest pieprz. To zasuszona i zmielona ostra papryka. Dajcie pieprzu i nie oszczędzajcie. Ma być ostre ostrością pieprzu.

Kiedy już się nieco przysmaży, zalewamy wodą, żeby trochę się poddusiło i wrzucamy na wpół ugotowany ryż, po czym całość jeszcze trochę dusimy. Ryż spokojnie sobie dojdzie, a całość nabierze formy kajuńskiego risotto z krewetkami.

Wariant z ziemniakami jest taki, że zawartość patelni wylewamy na ziemniaki.
,
Jedząc to danie nie sposób nie myśleć o tych brzozach na polach, o tych zagajnikach, młodnikach pełnych prawdziwków, o sarnach, orłach bielikach i pelikanach latających nad jabłkowymi sadami pełnymi biało-czarnych krów, a w uszach niemalże namacalnie odczujemy Chopina i Pendereckiego...


9 lipca 2012

,

Tarta owocowa z mascarpone

Tarta owocowa z mascarpone
Słuchajcież. Mam niesamowitą wiedzę. Znalazłem ludzi, którzy jedzą owoce. To freeganie - wyjadają różne rzeczy ze śmietników - stare jogurty, przeterminowane rzeczy w słoikach no i między innymi owoce! Pomyślałem sobie, że popaprańcy, bo popaprańcy, ale jednak jedzą więc to chyba nie jest do końca tak, że jak zjesz owoc to zwymiotujesz i dostaniesz krwawej biegunki. Z drugiej strony jeżeli oni jedzą zepsute ogórki kiszone i wylizują brudne opakowania po gyrosie, to chyba muszą mieć nieco bardziej odporne organizmy od ludzi normalnych...

Ja natomiast mam przepis sprawdzony na coś, co zawiera owoce i nie jest w stanie Cię zabić. Jadłem i żyję. Chodzi o tartę z owocami i serkiem mascarpone. To w zasadzie już całość przepisu, bo chyba nie muszę tłumaczyć, gdzie się kupuje gotowe ciasto kruche, mascarpone i owoce. No, może co do owoców - można je zerwać w lesie albo ukraść zwierzętom w zoo. Prawdopodobnie można też kupić od azjatów na straganie - oni jedzą różne ekstrema np. takifugu, od którego też można umrzeć.

Owoce trzeba pokroić jakimś rodzajem brzeszczotu czy siekiery. Na ciasto kruche wykładamy serek mascarpone i rozsypujemy owoce. Nie martwcie się, że to wszystko trafi na śmietnik i że freeganie będą wam miałczeć pod oknami, bo naprawdę jest to bardzo smaczny deser, chociaż nie posiada ani odrobiny czekolady, bitej śmietany ani alkoholu. Całość po prostu zapiekamy w piekarniku jak karkówkę albo schab.

Jak widać czasem kulinarne ekstrema nie prowadzą w linii prostej do chlustających wymiotów i spazmatycznego tarzania się po podłodze z toczącą się z ust pianą. Czasem kulinarne ekstrema mogą prowadzić do czegoś dobrego - nawet jeśli ma to "owoce" w nazwie.

Smacznego!