29 grudnia 2012

, , , , ,

Grillowane krewetki, raki i łosoś z piwem Paulaner

- Artykuł sponsorowany -

Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jak Paulaner odmienił moje zdanie na temat piwa pszenicznego. Od tamtej pory stał się gościem mile widzianym przy stole. Walory smakowe tego jasnego, pszenicznego piwa rodem z Monachium są nie do przecenienia. Postanowiłem zatem przygotować prawdziwy specjalite de la mezą podawany wraz z tym nietuzinkowym trunkiem.

Zacznijmy jednak od noty historycznej...

Piwo pszeniczne to pierwsze piwo, które zaczęli produkować ludzie. Według pewnych teorii naukowych, to właśnie naczynie z pszenicą pozostawione na deszczu, w którym wytworzył się alkohol, stało się przyczyną tego, że ludzie zaczęli wieść osadniczy, rolniczy tryb życia. To dzięki piwu wytworzyła się cywilizacja Sumerów i pismo, stworzone na potrzeby rejestrowania plonów pszenicy.

Jain Gately w swojej książce "Kulturowa historia alkoholu" wspomina, że piwo - zwane wówczas Ale - stanowiło podstawowy trunek nacji barbarzyńskich - Galów, Brytów czy Germanów. Dzięki zawartych w nim substancjom odżywczym, Ale traktowane było nie tylko jako napitek, ale i jako pożywienie (spożywali je wszyscy - łącznie z dziećmi). Spożywanie Ale było wówczas także znacznie bezpieczniejsze niż picie wody.

A teraz do sedna

Piwo pszeniczne w kuchni ma zastosowania podobne do białego wina - pasuje do drobiu, ryb i owoców morza. Mój dzisiejszy przepis dotyczy właśnie tych ostatnich i może się nadawać zarówno na kolację dla dwojga, jak i na większe party - wykorzystuje on bowiem grill, co w oczywisty sposób czyni zeń potrawę społeczną (siedzi się w kółeczku, pije piwko, grilluje etc). A ponieważ jest zima, pozostaje grill elektryczny, raclette (rodzaj grila elektrycznego z podkładkami do topienia sera) lub choćby patelnia grillowa.

Potrzebne składniki:
  • Piwo Paulaner
  • krewetki, raki, łosoś (lub co kto woli)
  • oliwa z oliwek
  • czosnek
  • zioła (co kto lubi)
  • przyprawy do grilla, ostra papryka, sól itp.
  • musztarda
  • majonez
  • śmietana
  • pietruszka
  • tabasco

Dodatkowo przydać się mogą:
  • liście szpinaku
  • ocet winny
  • ciasto francuskie ;)
  • bagieta z masłem czosnkowym 
  • co kto lubi

Generalnie można zrobić naprawdę tłustą biesiadę. Tłustą w cudzysłowiu, bo jednak ryby i owoce morza (i rzeki) są raczej dość chude.

Wszystko zaczyna się od przygotowania marynat. Ja zrobiłem dwie - oliwa z czerwonymi przyprawami (przyprawa do grilla, papryka, coś ostrego) oraz oliwa z czosnkiem i ziołami. Do obu naczyń wrzuciłem dokładnie po połowie "materiału".

Do tychże marynat wrzucamy krewetki, raki i łososia (bądź co kto lubi). Ja użyłem łososia wędzonego, a krewetki i raki już takie wstępnie obgotowane i marynowane w kwasie mlekowym i occie jabłkowym - są wyraziste.  Mrożone wymagają więcej zabawy.

Krewetki tygrysie też byłyby super, ale pamiętajcie, że trzeba się z nimi trochę namęczyć przy jedzeniu. Nie jest to widok estetyczny. Zależy od poziomu zżycia z osobami, które zapraszamy.

Całość może się pomarynować w lodówce nawet kilka godzin.

W tak zwanym "międzyczasie" warto przygotować inne rodzaje przekąsek, które stanowić będą uzupełnienie uczty - bagietki z masłem czosnkowym (można kupić gotowe, mrożone i tylko upiec), słone paluchy z ciasta francuskiego (solimy (oczywiście solą morską ;) ) i posypujemy pokruszonymi płatkami migdałów lub słonecznikiem ciasto francuskie, kroimy na paski i pieczemy) oraz sałatkę ze świeżych liści szpinaku - bombowa sprawa.

Bierzemy liście szpinaku i skrapiamy je octem winnym. Proste, acz nietuzinkowe. A przy tym świetnie pasuje do pozostałych, serwowanych tego wieczora przysmaków.

Do grillowanych dóbr musimy wykonać jeszcze sos składający się ze śmietany (lub jogurtu naturalnego), majonezu, musztardy i tabasco. Proporcje wedle własnego uznania.

Teraz układamy wszystko ładnie na talerzykach - parę liści szpinaku, słone paluchy, trochę bagietki. Rozlewamy boski napój - i tutaj pozwolę sobie wspomnieć o wysokich szklanicach. Tak, to działa. Piwo pite z butelki smakuje inaczej niż z odpowiedniej dla niego szklanicy (podobnie zresztą jest z winem). Do piw pszenicznych zaleca się wysokie, smukłe szklanki.

I rozpoczynamy grillowanie...

Cóż można napisać o grillowaniu - ot proces termiczny. Nic bardziej mylnego - gdyby faktycznie był to tylko proces termiczny, posługiwalibyśmy się kuchenkami mikrofalowymi.

Grillowanie łączy. Zwłaszcza, kiedy w zimowy wieczór popijając złocisty trunek zasiadamy wokół stołu, na którym stoi elektryczny grill, i smażymy wędzonego łososia, krewetki, raki i paprykę. Jest to właśnie kwintesencja tego, jak zdefiniować można by udany wieczór - dobre jedzenie, dobre picie, siedzenie przy stole i rozmowy do późnych godzin nocnych - dolce vita, a grillowane krewetki i raki z marynat są chrupiące, słone, ostre i znakomicie pasują do piwa. 

21 grudnia 2012

, , , ,

Pierogi z kapustą w 10 minut (z ciasta francuskiego ;)

Nie chcę zapeszać, ale mamy 21:44 a tu końca świata ani widu, ani słychu. Wygląda na to, że w tym roku święta jednak się odbędą. Kto nie zrobił zakupów ten trąba :) Chyba, że macie w lodówce ciasto francuskie (zawsze warto mieć z 2-3 paczki) oraz kiszoną kapustę (jest zima - warto mieć 2-3 paczki). Nie muszę chyba tłumaczyć spraw tak elementarnych jak posiadanie w lodówce 2-3 paczek ciasta francuskiego i kiszonej kapusty. Jeżeli ktoś ma wątpliwości odsyłam do lekcji nr. 1 - "co to jest widelec".

Ok, zaczynamy.

Potrzeba:
  • paczka ciasta francuskiego
  • paczka kiszonej kapusty 
  • sól
  • pieprz
  • papryka w proszku
  • cebula

Zaczynamy od drobnego posiekania cebulki i przesmażenia jej. Do gara wkładamy posiekaną kapuchę, którą doprawiamy solą, pieprzem, papryką i czym tam jeszcze kto chce. Na dobrą sprawę kapusta kiszona jest dobra sama w sobie, ale odrobina pieprzu lub nawet większa jego ilość nie zaszkodzi - mamy zimę, a to znaczy, że trzeba jeść jak na zimę przystało - obficie, niczego sobie nie żałować, przypraw dawać bez umiaru, kapusty kiszonej żreć bez umiaru. Tak jadali nasi przodkowie (jeżeli akurat w ogóle mieli jakieś jadło). Potem do gara wrzucamy też przesmażoną cebulę i mamy tzw. farsz.

Ciasto francuskie kroimy na kwadraciki wielkości mniej więcej takiej, żeby była odpowiednia. Nie ma sensu babrać się w jakieś subtelności - fajny duży pieróg to jest to. Ładujemy na to farsz i zlepiamy w trójkąciki. Ma to dość kluczowe znaczenie więc wspomnę - przed nadzianiem farsz powinien nieco przestygnąć, bo się ciasto zmemła.

Sklejone trójkąciki wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy do czasu tuż przed tym jak się przypalą - czyli tak mniej więcej w sam raz.

No i generalnie jak już się upiecze, to trzeba trochę poczekać, bo wszystkie rzeczy z ciasta francuskiego mają to do siebie, że niemiłosiernie parzą papę.

A tak wygląda przekrój poprzeczny:




16 grudnia 2012

, , , , ,

Łazanki - podstawa przetrwania

Dzisiejsze danie jest przaśne, ale nie pozbawione wdzięku. Jest idealne na zimę - rozgrzewające, tłuste i z witaminami. Powitaaaaajmmyyyyyyyyyy! ŁAZAAANKI!!!! Czyli polskie spaghetti ;)

Do przyrządzenia tego genialnego w swej prostocie eintopfu potrzebujemy:
  • kiełbasy
  • parówek
  • boczku
  • innych mięs wedle uznania
  • cebuli
  • makaronu
  • pieprzu i soli
  • kapusty kiszonej
  • kminek
  • inne przyprawy

 Niezbędna będzie także piosenka.

Kapustę kiszoną siekamy drobno i zaczynamy dusić w garze z kminkiem, solą i pieprzem, papryką słodką i innymi przypawami. Na osobnym palniku wstawiamy do gotowania makaron (klasyczne łazanki mają prostokąciki, ale tak naprawdę who cares?).

Teraz bierzemy mięsa i cebulę i siekamy to wszystko w kosteczkę wedle uznania. Zaczynamy od smażenia cebuli, potem mięsa mielonego lub gulaszowego, kiełbasy, boczku i parówek. Generalnie bogactwo tej potrawy opiera się w dużej mierze na zawartości mięsiw różnej maści. Chyba nie chcemy - jak wegetarianie - po przyjściu z mrozu do domu żywić się makaronem i innymi warzywami? Widzieliście kiedyś wegetarianina z brzuszkiem? Ci ludzie wprost uwielbiają cierpieć.

Kiedy już mięsa będą już same w sobie przypominać gotową potrawę, a kapustka nieco zmięknie, dodajemy to wszystko do jednego, wielkiego gara i mieszamy. Powinno się jeszcze trochę przegryźć, makaron powinien naciągnąć płynu i generalnie powinna zadziać się magia...

Tak drodzy czytelnicy - magia. Odczujecie ją w momencie, gdy wrócicie przemarznięci z wielką, dwumetrową choinką, którą tachaliście po schodach na 3 piętro, oblepieni żywicą i igłami, z czerwonymi nosami, stalaktytami gilów i skostniałymi rękami. Wejdziecie do zaparowanej kuchni, siądziecie przy stole przed miską łazanek i zaczniecie pałaszować. Poczujecie ją, gdy kwaśna, gorąca kapusta z mięsem i makaronem, zacznie drążyć Wasz układ pokarmowy napełniając Wasze serca i dusze radością, ciepłem i poczuciem błogiej sytości...  

Kształt makaronu naprawdę nie jest ważny. 



12 grudnia 2012

, ,

Indyk z suszonymi śliwkami

O indyku nadziewanym śliwkami pisałem już 28 lutego 2011 roku. Był to czas błogiego spokoju, kiedy po mieszkaniu nie latał jeszcze w pogoni za kotem mały rozbójnik. Dziś jest rozbójnik i nie ma błogiego spokoju. Co więcej - człowiek coraz bardziej martwi się tym, co je, czyta etykiety, sprawdza listę składników. Weźmy takie wędliny - jest na rynku naprawdę niewiele, które człowiek by dał dziecku bez obaw. Wszystko ma mnóstwo składników o tajemniczo brzmiących nazwach, coraz więcej sztuczności, coraz mniej prawdziwego mięsa...

Dlatego wpadliśmy na pomysł, aby od czasu do czasu robić w ramach wędliny pieczone mięso. Można to zrobić na setki sposobów. Zastanawiamy się np. nad zakupem tzw. "szynkowaru", w którym można pędzić własne szyniny (BTW ma ktoś takie cholerstwo? Jaki kupić? Tak duży wybór i tak mało czasu!). Kupując mięso i robiąc z niego coś do chleba mamy dużo większą kontrolę nad tym, co jemy i co jedzą nasze pociechy (tak, tak... kotu też się dostaje). 

Indyk jest o tyle ciekawym mięsiwem, że jest to drób, ale nie kura. Kurczaki są tanie jak barszcz i wszyscy kupują je na potęgę dlatego producenci starając się nadążyć za popytem próbują wyciągnąć więcej z każdego kurczaka. Robią to szprycując je sterydami, które następnie przenikają do naszych organizmów. Nie, nie... nie wyjdę zaraz na ulicę z transparentami "GMO to nie to!" :) Jem kurkę i jem świnkę. Inaczej nie mógłbym jeść niczego. Ale indyk jest z tego wszystkiego zdecydowanie najzdrowszy. Jego suche, czerstwe mięso ciągle jeszcze cieszy się niewielką popularnością skromnej rzeszy smakoszy. 

Kolejną zaletą indyka jest to, że jak kupujemy pierś z indyka to waży ona kilogram albo i więcej. Jeden kawał mięsa, jedna bryła. Nie jakieś tam mięsne płatki od kurczaka, których nawet nie da się porządnie nafaszerować. Pierś z indyka z łatwością można rozciąć i nafaszerować dowolnym składnikiem. Suszone śliwki są super - słodko-kwaśny smak owoców idealnie współgra z mięsiwem (vide sałatka z kurczaka z ananasem).

Poza tym, że indyk ze śliwką to świetne mięso na obiad, jest też idealne jako wkładka do sandwicha z sałatą na śniadanie, lunch i kolację. Indyk to samo dobro. Indyk na prezydenta!

Na poniższej rycinie Mały Facet w Quchni pałaszuje indyka:



PS: Zdjęcie indyka - z lampą - a jakże?