8 września 2014

, , , , ,

Chili Con Carne


Najlepsza kuchnia na świecie, to oczywiście kuchnia polska. A potem? Potem naturalnie TEX-MEX. A nie można mówić o TEX-MEX, jeżeli pominie się temat tak istotny jak Chili Con Carne. Często popełnia się błąd mówiąc, że to danie meksykańskie, ale to TEX-MEX, czyli kuchnia teksańska z mocnymi wpływami meksykańskimi. Mylić może fakt, że nazwa jest hiszpańska - chili con carne to po prostu chili z mięsem.

Co będziemy potrzebowali?
  • Mięso mielone (najlepiej wołowe)
  • chili (papryczki lub w postaci pieprzu cayenne)
  • cebulę
  • czosnek
  • paprykę
  • kukurydzę
  • fasolę
  • pomidory
  • kumin (kmin rzymski)
  • sól, pieprz, 
  • oregano, 
  • oliwę z oliwek

Faktem jest, że ilu kucharzy, tyle przepisów na chili con carne. I wiem, że ludzie bardzo osobiście podchodzą do tej kwestii rzucając zdania w stylu "ale ohydne chili con carne podają w tej restauracji", i tak dalej.

Osobiście uważam, że to dość duża przesada. Chili con carne może być niedobre, jeżeli jest zrobione z nieświeżych składników. Sadzę, że brak bulionu czy jakiegoś innego składniku, wcale nie oznacza końca świata.

Istotnym elementem kultury TEX-MEX jest to, że kucharz akurat może mieć zły dzień, bo ktoś mu porysował pick`upa, albo zepsuł swój ulubiony karabin automatyczny M4, z którego polował na dzikie świnie, no i zapomniał dodać kostki rosołowej. Takie historie się zdarzają i należy mieć to na uwadze.

Przyrządza się prosto - wrzuca się składniki po kolei, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. 

Chili con carne można podawać z ryżem lub tortillą (wówczas powstaje coś na kształt burrito). Należy też trochę wyluzować na Miłość Boską.



6 września 2014

,

Senojo Vilnaus


Jeżeli mam być szczery, to czuję pewien pociąg do Litwy. I nie wiem sam dlaczego. Litwini mają całkowicie absurdalny język. Ale mają i kwas chlebowy. I chleb litewski. Nie kojarzę akurat teraz jak on smakuje, ale sama nazwa "chleb litewski" powoduje ślinotok. Mają też na pewno mnóstwo innych dobrych rzeczy np. tego gościa, który sam wymierzył sprawiedliwość pedofilom. Ostatecznie zapił się na śmierć, ale Litwini uważają go za bohatera narodowego. I słusznie. Wiem jednak, że są też i jakieś niesnaski między naszymi narodami. Choć dawniej, w przeszłości, razem dokopaliśmy Krzyżakom.

Senojo Vilanus wziąłem z półki nieco na oślep. Naprawdę w tych sklepach jest już taki wybór, że człowiek wpada w stupor i nie jest w stanie się ruszyć. Nim moja świadomość zapadła się totalnie, wziąłem z półki pierwsze, lepsze piwo, którego etykieta wyglądała egzotycznie. I trafiło właśnie na Litwę.

No dobra. Zważyłem, że było ciemne, a to zawsze mam za plus, bom znudzon eurolagerami, a najłatwiej utrafić w coś innego biorąc ciemne właśnie.

I jak myślicie? Co się stało?

Ano piwo to jest ciemne i ma przyprawy. Goździki i takie tam. Smakuje jak grzaniec na zimno. Co osobiście odbieram jako...   dobre. Tak, pozytywnie. Wystarczy czasem otworzyć się na nowe, by dokonać ciekawego odkrycia.

Senojo Vilanus nie jest piwem, które zabrałbym na bezludną wyspę. Ale jest piwem, które pokazuje, że piwa, których nie zabrałbym na bezludną wyspę, mogą także być intrygujące.

Załóżmy oto bowiem, że mamy sobotnie popołudnie. Sobotnie, wrześniowe popołudnie. Na zewnątrz ostatnie podrygi lata, w łazience totalny rozgardiasz...  wiertarka leży samopas, kot leniwie byczy się na drapaku, z głośników sączy się .357 String Band...     czy w tej sytuacji można wyobrazić sobie coś innego niż Senojo Vilanus? Domyślam się, że trzeba mieć cholernie dobrą wyobraźnię, żeby w ogóle skumać, o co mi chodzi. 

Po prostu chcę napisać, że to piwo jest dobre, jak powiew jesiennego powietrza podczas spaceru w parku.