12 maja 2012

Filled Under:

Fotografia kulinarna - ciekawe książki

Założę się, że zadajecie sobie teraz pytanie: "co do diabła ten blog ma wspólnego z fotografią kulinarną ?" (byłby to i tak sukces większy niż, gdybyście pytali "co do diabła ten blog ma wspólnego z kulinariami ?").  Otóż, gdy zakładałem ów blog wiele miesięcy temu, zamysł był taki, aby był to blog kulinarno-fotograficzny tzn. z dobrymi zdjęciami, ale i z fajnymi przepisami. Ponieważ dość ciężko żonglować talerzami z gorącym, parującym jedzeniem, przekładać sobie niemowlaka pod pachą i nie powywracać przy okazji statywów z lampami i nie wrzucić aparatu do zupy, dałem sobie trochę swobody...   co nie znaczy że nie boli mnie jakość zdjęć. Owszem - boli. 

Dwie książki, o których chcę napisać, są już na mojej półce od jakiegoś czasu i sięgam do nich chętnie jako do cennych źródeł inspiracji. Polski rynek w tej materii jest wybrakowany jak volkswagen golf z allegro bowiem tak naprawdę nie znajdziemy absolutnie ani jednego tytułu poświęconego w pełni fotografii kulinarnej. No dobra - "From Snapshots to Great Shots" ma się ukazać w maju po Polsku w Helionie, ale poza tym nic. 

Food Photography - From Shapshots to Great Shots

Książka pióra Nicole S. Young skierowana jest właśnie do blogerów kulinarnych. Zawiera wiele cennych wskazówek typy "jaki wybrać aparat" oraz jak ułożyć potrawę na talerzu. Jest to ścisłe ABC fotografii kulinarnej i nie dziwię się, że Helion zdecydował się na jej wydanie w naszym kraju - wszak będzie miała wzięcie. 


Plate to Pixel - Digital Food Photography & Styling

To już nieco poważniejsza pozycja autorstwa Helene Dujardin. Jest znakomitym rozwinięciem poprzedniego tytułu, w którym autorka obnaża sekrety fachu. Dowiemy się, że są dwa rodzaje fotografii produktowej - fotografia jedzenia, które ma być zjedzone i jedzenia, które nie ma być zjedzone. Czym się różni ? To pierwsze jest naturalne, ale trudniejsze - trzeba zrobić je raz dwa i musi być udane. Drugi typ fotografii ocieka smarami samochodowymi i napakowany jest styropianem (słynne zdjęcia reklamowe jedzenia, które nijak nie przystają do rzeczywistości). Warto poznać obie szkoły i ta książka to zapewnia.


To by było na tyle. Pomyślałem sobie, że może od czasu do czasu napiszę coś o technicznych aspektach fotografii na tym blogu, o moich aparatach, lampach itp. To w gruncie rzeczy jedna, wielka prowizorka, która ubawi Was po pachy :)



2 komentarze:

  1. Lubię ubawić się po pachy, więc czekam z niecierpliwością ;-) Choć coś mi się wydaje, że nie będzie to odbiegać bardzo od mojej prowizorki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że piszesz o tych książkach - u nas rzeczywiście ciężko dostać coś w tym temacie. A jeśli chodzi o techniczne aspekty fotografii - bardzo chętnie poczytam. Wszyscy musimy sobie jakoś radzić, a prowizorki są zazwyczaj najlepsze ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń