5 czerwca 2012

Filled Under:

Fotografia kulinarna - wstęp

Fotografia kulinarna
Zapewne poznaliście mnie już jako osobę upraszczającą, generalizującą i kierującą się wyłącznie własnymi, subiektywnymi opiniami. W moim pobieżnym i niepopartym żadnymi źródłami poradniku o fotografii kulinarnej nie znajdziecie więc dokładnych parametrów, ustawień, schematów i liczb. Według mnie w fotografii kulinarnej chodzi tylko o jedno - o ślinotok.

Fotografią kulinarną zająłem się w momencie, gdy zacząłem prowadzić ten blog (nieco ponad rok temu). Wcześniej robiłem trochę zdjęć produktowych, a w gruncie rzeczy zdjęcia jedzenia i zdjęcia produktów to to samo. Wpada to do wora z napisem "fotografia komercyjna", czyli z założenia nie znajdziemy tam romantycznych landszaftów, artystycznych zdjęć, na których nie wiadomo o co chodzi i gołych dup.

Nigdy nie przywiązywałem zbyt dużej uwagi do całej otoczki polegającej na dopieszczeniu, przestawianiu lamp, psikaniu wodą ze spryskiwacza, symulowania pary dymem papierosowym i innych tego typu spraw z prostej przyczyny, którą za chwilę wyjaśnię. Zdjęcia kulinarne dzielą się na dwie grupy - zdjęcia potraw, które zamierzamy zjeść i zdjęcia potraw, których nie zamierzamy zjeść. Ja zwykle robię te pierwsze, w związku z czym zdjęcia robię szybko, na łapu-capu, najchętniej w oświetleniu zastanym, naturalnym itp.

ABC, czyli czego potrzebujemy

Aparat

Podstawową sprawą jest aparat fotograficzny - bez niego ani rusz. Zapytacie - jaki? Odpowiedź brzmi - jaki bądź. Aparat jest tak dobry jak człowiek, który za nim stoi. Możliwe jest zarówno zrobienie dobrego zdjęcia kompaktem jak i koszmarnej foto-grafomanii Canonem 1D. Dzisiejsze aparaty z reguły potrafią wykonać dobre zdjęcie. Ja zaczynając pisać ten blog korzystałem z lustrzanki cyfrowej Olympus E-420 z kitowym obiektywem Zuiko Digital 14-42 mm, który akurat jest dość dobrym obiektywem. Od września zdjęcia na blogu robię Canonem 550d również z kitowym obiektywem tego samego typu 18-55 mm, ale klatka jest większa więc na to samo wychodzi. Obiektyw kitowy Canona nie jest najwyższych lotów, ale nie chce mi się odkładać na lepszy obiektyw. A lepszy obiektyw do fotografii kulinarnej to 50-200 z opcją macro. Do Canona pewnie Sigma lub Tamron. Nikona nie uznaję :) (choć de facto pierwsze szlify robiłem na kompakcie nikona).


Światło

Światło jest ważniejsze niż aparat, ale celowo dałem jako drugie z prostej przyczyny - nie mając aparatu nie zrobimy zdjęcia. Bez światła zdjęcie zrobimy, ale będzie ciemne. Światło to istota fotografii gdyż to, co widzimy na zdjęciu to światło właśnie. Światło odbija się od wszystkich przedmiotów. Co więcej odbija się w różny sposób, co sprawia że widzimy je w różnych barwach. Chcąc robić zdjęcia jakiekolwiek musimy myśleć o świetle.

Do zdjęć kulinarnych zaleca się światło naturalne tzn. dzienne. Nie wiadomo na ile to czary-mary, na ile tarot i new age a na ile są jakieś faktycznie sensowne argumenty. Jedno jest pewne - jeżeli robimy zdjęcia potraw, które zamierzamy zjeść, światło dzienne działa szybciej niż lampy, statywy, parasolki i blendy. Te wszystkie rzeczy przydają się wtedy, gdy chcemy stworzyć hermetyczny mikro-klimat, w którym mamy kontrolę nad każdym fotonem. Krótko mówiąc - gdy cierpimy na zespół Aspergera. Normalny "foodie" może śmiało cykać przy oknie, chyba że...

No właśnie - chyba że żyjemy w Polsce gdzie jest szaro i ciemno. Widzicie teraz dlaczego mam najwięcej przepisów na obiad ;) Rano bywa zbyt ciemno, wieczorem także. Choć prawda jest taka, że najlepsze oświetlenie dają nam tzw. "złote godziny" czyli gdy słońce jest jeszcze dość nisko i gdy słońce jest już dość nisko. Światło świeci wówczas z boku, ma ciepłą barwę w okolicach 2000-2500 kelwinów i jest miękkie tzn. cienie nie są ostre. Ostatecznie jesteśmy na tyle nisko, że jesteśmy w cieniu a nieb/strop/ściany działają jak wielkie blendy odbijające i rozpraszające światło.

Oczywiście nikt nie je o świcie. Prędzej o zmierzchu.


Gadżety

Jeżeli już koniecznie odczuwamy potrzebę posiadania "zabawek", do tych przydatnych należą:
  • lampy światła stałego lub błyskowe
  • statywy
  • parasolki (tańsze) lub softboxy (lepsze)
  • blendy
  • płyta plexi
  • obrusy
  • deski
  • stare naczynia
  • naczynia designerskie
  • sztućce
  • i co tam jeszcze fantazja podpowie
Sprzęty fotografa kulinarnego dzielą się na dwie grupy: fotograficzne oraz stylizacyjne. Fotograficzne to te wszystkie badziewia, które można kupić na allegro, a stylizacyjne to te, które można kupić w sklepach z porcelaną i na giełdach staroci. Badziew pomaga nam w tworzeniu aranżacji w modelu "asperger-photo".


Tyle tytułem wstępu. W kolejnym odcinku przejdę do rzeczy bardziej praktycznych.


6 komentarze:

  1. Dobry post. Dobry początek cyklu :)
    Nie wiem czy to komplement dla Ciebie, ale Twoje pisanie odrobinę kojarzy mi się z MLH ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś tak mam, że odpadam zarówno od blogów z niechlujnymi fotami zrobionymi starą nokią w obitym garnku i z brudną ścierą w tle, jak i od tych z frymuśnymi, wypieszczonymi arcydziełkami jak z wydawnictw Gordona Ramsaya, po których widać, że autor w dupie miał, co ugotował i jak to smakuje, ważne, żeby wypaśnie wyglądało na foci. Chcę zobaczyć na zdjęciu, że potrawa była dla autora ważna. Wali mnie, czy cień jest ostry, czy łagodny. Zdjęcie powinno się dać zrobić, zanim żarcie wystygnie (czasem przydaje się blenda w rękach cierpliwej żony ;) ). Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. @alucha - MLH powstało w sierpniu 2011, a mój blog bodajże w lutym. To ich twórczość kojarzy Ci się z moim blogiem :)

    @facet z nożem - yep, cierpliwa żona w roli stojaka do blendy jest nieodzowna :) Zgadzam się z Tobą w pełni - Gordon Ramsay to ciapowata klucha.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach no tak, oczywiście ;). To już wiem gdzie wzorzec MLH :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno na swoim blogu pisałam trochę o fotografii kulinarnej widzianej moimi oczyma (też tytułem wstępu) i muszę przyznać, że zgadzam się z Wami w tej kwestii, że najważniejsze jest, aby przekonać odbiorców, że potrawa była smaczna i że warto ją wypróbować, a nie tylko zrobić wymuskane zdjęcie.

    Bo wymuskane zdjęcie to można zrobić nawet najgorszemu świństwu, jeśli ma się ku temu predyspozycje.

    Pozdrawiam,
    Ewa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry wpis, najbardziej utkwiło mi w pamięci: "Badziew pomaga nam w tworzeniu aranżacji" -coś w tym jest jeśli chodzi o fotografię :)

    OdpowiedzUsuń