25 marca 2013

Fast Good

Facet z nożem robi kolejną dobrą akcję na durszlaku. Fast Good to dobry fast food. Zasady są proste:
  • Obowiązuje radość, pasja, staranność w doborze produktów i przygotowaniu. Mile widziane przymrużenie oka i trochę dystansu - to w końcu zabawa. 
  • Zakaz używania gotowców i żywności przetworzonej. Wyjątkiem może być ostatecznie keczup albo sosy-przyprawy w rodzaju sojowego, Worcestershire, tabasco itp. 
  • Postarajmy się, żeby propozycje były w jakichś granicach przyzwoitości zdrowe :) 
  • No i dobrze by było, żeby dało się to zmontować w rozsądnym czasie. W końcu ma być fast.
 Piszę o tym ponieważ zamierzam przygotować coś naprawdę wypasionego.

Akcja rusza 1 kwietnia.

Blogerów zapraszam w imieniu Faceta z nożem, czytelników zachęcam do śledzenia.

24 lutego 2013

Sernik z pierniczkami

Pewnego dnia moja małżonka po powrocie z pracy oznajmiła mi, iż jej koleżanka przyniosła fantastyczny sernik i że kategorycznie mam jej taki zrobić, bo inaczej ujawni tutaj kompromitujący fakt, że większość rzeczy, które zamieszczam na blogu robi ona a nie ja. Cóż miałem począć - powiedziałem: ok, zrobimy ten sernik. No i zrobiła.

Wspominałem już o tym kiedyś i nie ma się czego wstydzić - czasem facet w kuchni jest tym, który pracuje koncepcyjnie, podejmuje decyzje ("co chcesz na obiad?") i tak dalej. Owszem - kiedyś, gdy zaczynaliśmy, osobiście robiłem wiele rzeczy, ale z czasem interes się rozrósł, obowiązków przybyło i trzeba było jakoś to wszystko racjonalizować...    nie zmienia to ani trochę faktu, że to JA tarłem czekoladę.

Potrzebne będzie:
  • kilogram białego sera mielonego 
  • 150 g cukru
  • 4 jajka
  • 2 łyżki budyniu waniliowego lub śmietankowego
  • laska wanilii
  • 50 g masła
  • pierniczki w czekoladzie
  • czekolada gorzka
  • ciastka digestive

Żółtka z cukrem miksujemy do białości i dajemy do tego ser, wanilię, budyń i miksujemy.

Osobno robimy pianę z białek, którą następnie mieszamy - już łyżką, żeby nam się nie ten... - z resztą brei.

Na wysmarowaną margaryną blachę wysypujemy pokruszone ciasteczka digestive (od biedy może być bułka tarta, ale idąc tym tropem - czemu nie zjeść samych pierniczków???) i na to wylewamy ok. połowę masy serowej. Na niej układamy pierniczki w czekoladzie (mogą być z dżemem lub nie) i zalewamy resztą drugą połową masy.

Wstawiamy to wszystko do piekarnika rozgrzanego do temp. ok. 180 stopni na ok. 50 minut do godziny. W międzyczasie trzemy na tarce gorzką czekoladę. Jest to dość istotny punkt. Czekolada musi być utarta drobno i dokładnie. Dobrze, aby to była taka prawdziwa czekolada z dużym procentem kakao.

Roztartą czekoladę można wysypać przed końcem pieczenia (wówczas częściowo się ona rozpuści) lub po zakończeniu (nie rozpuści się).

Sernik najlepiej spożywać kiedy już ostygnie i postoi trochę w lodówce. Pierniczki zmiękną i całość będzie bardzo spójna i logiczna. Natomiast jak zjemy na gorąco - paradoksalnie pierniczki będą twarde i będzie się wyczuwało, że coś jest nie tak.

Enjoy!


17 lutego 2013

, , , ,

DOGZILLA - nadciąga hot dog alfa!

Mówią, że kiedyś spadł z gwiazd wraz z Istotami Starszymi i czekał przez eony, uwięziony w zatopionym mieście R`yleh, aby wrócić, gdy planety znajdą się w odpowiednim układzie. Inni mówią, że był kiedyś zwykłym hot dogiem, który w wyniku prób jądrowych przeprowadzanych na Pacyfiku poddany został wysokiemu promieniowaniu...   NIE WAŻNE! On nadciąga i pragnie zniszczyć Twój głód, rozerwać go na strzępy i wytrzeć sobie o niego buty.

DOGZILLA !!!

Aha...  bodajże wczoraj blog skończył 2 lata. Uznajmy, że to wydarzyło się dziś.

Do przyrządzenia Dogzilli potrzebne będą:
  • bagietka (najzdrowiej pełnoziarnista ;)
  • parówki (jakie? o tym za chwilę)
  • cebula
  • sałata lodowa
  • ogórek kiszony
  • keczup
  • musztarda
  • majonez

Wszystkie powyższe składniki dostaniecie w każdym, normalnym sklepie spożywczym. Chyba, że próbujecie to zrobić w niedzielę wieczorem. Wówczas pozostaje wsiąść w samochód i rozpocząć poszukiwania...

W hot dogu najważniejsza jest parówka. Pisał o tym facet z nożem - organizator zabawy Hot Dog Pride w swoim niedawnym poście. Nie ma sensu, bym to powielał. Dodam tylko od siebie, że dobrą parówkę można poznać po kolorze i po dźwięku, który wydaje spadając na podłogę. Kolor ma być lekko ciemnawy, a dźwięk powinien przypominać grube mlaśnięcie. Wszystkie parówki, które są blade i po ugotowaniu pęcznieją od kartonu wydają cienkie mlaśnięcie. Ja mam sprawdzone parówki - Pikok z Lidla pakowane po 5 i tego się trzymam.

Parówki preferuję gotowane w wodzie - są dużo lepsze niż z mikrofalówki, ale trzeba chwilę zaczekać. 

Bagietka smaczniejsza jest pszenna, ale zdrowsza pełnoziarnista. Ostatecznie jeżeli damy dużo dodatków, będą one w stanie zamaskować smak pełnoziarnistego pieczywa (BTW - w taki sposób da się spożyć także np. warzywa - rozważcie to!).

Dużo pisze się o sposobie przyrządzania bułki do hot doga - parowanie itp. Ja wsadziłem ją do piekarnika, ale tylko z jednego powodu - nie zmieściła się do mikrofalówki. Tylko mikrofalówka jest w stanie zapewnić odpowiednią ciepłotę i wilgotność bez przesadnego wymoczenia pieczywa.

Cebulka - rzecz niezmiernie istotna tzw. złoto hot dogów. Jeżeli jedliście najlepsze na świecie hot dogi tzn. te z Ikea, wiecie jak ważna jest cebulka. I wydaje mi się, że wiem jak ją osiągnąć bez kupowania gotowego produktu, który chyba nie jest zbyt naturalny.

Cebulkę siekamy i smażymy na niewielkiej ilości margaryny. Jak margaryna się wysmaży i cebulka zacznie się lekko przypalać, wrzucamy ją do piekarnika z termoobiegiem na jakieś 100-150 stopni. Ma się wysuszyć i zbrązowić. Mamy zatem jednocześnie i przysmażenie i wysuszenie - tak jak być powinno.

Rozcinamy zatem bagietę wzdłuż, podgrzewamy aby była ciepła (nie chrupiąca i nie zarumieniona tylko ciepła) i wkładamy do niej kolejne składniki - sałatę i ogórka, parówki, sosy i na końcu cebulka. Choć cebulką tak naprawdę można podsypywać każą kolejną warstwę.

A tak wygląda Dogzilla w porównaniu z dorosłą osobą:



Bon Apetite!


7 lutego 2013

,

Faworki, chrusty, smalczuchy...


Dziś święto wszystkich obżartuchów. Również tych na diecie. Dziś mogą napchać się do syta lub zjeść symbolicznie kilkadziesiąt faworków, kilkanaście pączków, trochę oponek, a wszystko zapić majonezem ze śmietaną. No dobra...  zapomnijcie o tym ostatnim.

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowy ponieważ wyjątkowo - to nie ja dziś gotowałem :) Faworki przyrządziła moja niezastąpiona Teściowa według starej receptury przekazywanej od lat z pokolenia na pokolenie. Mój Teść kupił smalec. Prosili mnie, abym nie zapomniał o tym wspomnieć. Prawdopodobnie sprawdzą to.

Po lewej widnieje przepis, ale podam go na potrzeby listonic:
  • 6 jaj (4 żółtka + 2 całe)
  • 25 dkg mąki
  • 1 łyżka śmietany 
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka octu
  • cukier puder do posypania
  • smalec

Nam się ogólnie ta receptura  lekko zmodyfikowała, ale ostatecznie wszyscy wiemy, że proporcje nie mają żadnego znaczenia. Ważne, żeby składniki się mniej więcej zgadzały (choć i to nie jest zasadą, bo my zastąpiliśmy ocet spirytusem).

Wszystkie składniki trzeba zmieszać i ugnieść z nich ciasto (ja gniotłem!). Następnie rozwałkowuje się na okrągłe placki jak na pierogi czy makaron, kroi w paseczki, robi się rozcięcie wzdłuż paska ok. 2 cm i przewleka jedną część przez wcięcie. Brzmi skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest dość proste.

Następnie wrzucamy faworki na wcześniej rozpuszczony smalec, smażymy, wyławiamy i obsypujemy cukrem-pudrem.

Danie proste, szybkie i przyjemne, a smak kojarzący się z dzieciństwem, przestronną i nieco tajemniczą kuchnią babci, gdzie w mrocznych kątach czai się nieznane - niezastąpione!







5 lutego 2013

,

Ciasteczka amerykańskie z kawałkami czekolady

Nie znam osoby, która nie lubiłaby ciasteczek. Są smaczne, zdrowe i stanowią idealne uzupełnienie porannej kawy. Ciasteczka są także źródłem pożywnych węglowodanów i ogólnie są pozbawione wad. No... może niektórzy powiedzą, że tuczą, ale i na to jest odpowiedź - nie ma róży bez kolców. Każda przyjemność ma swą mroczną stronę - to jak jin i jang. Tak jest zbudowany wszechświat na litość boską!

Będzie nam potrzebny zestaw następujących składników:
  • margaryna
  • mąka
  • żółtko
  • cukier (biały, ale lepszy brązowy)
  • sól (łyżeczka)
  • proszek do pieczenia
  • wanilia
  • żurawina
  • mielone orzechy laskowe
  • czekolada mleczna

Sprawa generalnie wygląda tak, że rzucamy wszystko do pojemnika i miksujemy. Wszystko oprócz czekolady i żurawiny. Te rozdrabniamy ręcznie - a ściślej za pomocą noża - i wrzucamy na koniec do składników.

Prawdopodobnie proporcje składników mają znaczenie! Dlatego możecie także zajrzeć na blog Moje Wypieki, z którego zapożyczyłem przepis (naturalnie wykonując go na swój sposób).

Ciasto z początku wydaje się podejrzanie suche i sypkie, ale gdy margaryna pod wpływem ciepła zacznie się topić, będzie przypominało glinę ze żwirem. Trzeba z niego zbrylić takie mniej więcej kulki (w rzeczywistości będzie to coś na kształt pecyny kociego żwiru w kuwecie - jak ktoś ma kota, to wie o czym mówię) i ułożyć na papierze wyścielającym blachę.

Następnie wstawiamy to do rozgrzanego piekarnika i puszczamy ten oto utwór muzyczny:



No i w zasadzie w pewnym momencie sami stwierdzicie, że to już. To się po prostu czuje - jak potrzebę fizjologiczną.

Wyciągamy cookies`y razem z papierem na drewnianą deskę albo inny rodzaj powierzchni płaskiej odpornej na uszkodzenia termiczne i czekamy aż nieco przestygną. Ciepłe ogólnie będą się rozlatywać, a ostygnięte staną się twarde, kruche i chrupiące.

Bon Apetite!


2 lutego 2013

, , ,

Cheeseburger - tym razem prawdziwy, pełnokrwisty

Już kiedyś pisałem o cheeseburgerze w dość - jednak - lekceważącym i żartobliwym tonie i raczej w kontekście dania, które można kupić gotowe, wrzucić do mikroweli i zjeść. Jednakowoż było to świętokradztwo i grzech przeciw dobremu smakowi. I tu muszę dodać - jeżeli czytasz mój blog po raz pierwszy - wiedz, że to są właśnie moje standardy :) Tzn. jak się najeść i za bardzo nie narobić. Albo jak już masz się narobić, to chociaż wyciągnij z tego dodatkowy profit.

Moje spojrzenie na tę kwestię odmieniła postać Żorża Ponimirskiego - człowieka, który ryzykuje własnym życiem dla swoich czytelników - recenzuje fast foody, tzw. "żarcie z budek" itp. i traktuje to BARDZO POWAŻNIE. Słuchajcie - gdybyśmy mieli więcej takich jak on, z pewnością w niedługim czasie z naszych ulic zniknęli by oszuści, którzy dają ludziom nieświeże mięso, gyros z resztek z dnia poprzedniego i takież surówki. Gość nie ma litości. Wpłynął również na mnie - zapomnijcie o tamtym cheeseburgerze i przeczytajcie to:

Niezbędne składniki:
  • mięso wołowe
  • cebula
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz
  • jeszcze więcej cebuli
  • pomidor
  • sałata
  • ser żółty
  • keczup
  • ogórek kiszony lub inny pikiel
  • bułka


W burgerze najważniejszy jest burger czyli kotlet. Niektórzy odpuszczają sobie całą resztę.

Jeżeli chcecie naprawdę dobrego burgera, musicie mieć krowę, która pasie się za stodołą. To raczej niewykonalne. Możecie zatem kupić kawał mięcha w dobrym, starym sklepie mięsnym (takim co baby se go polecają). Wytrawni kuchmistrze mawiają, że jak na tyłach waruje kundelek, to mięso musi być dobre. Brak kundelka - mięso niedobre. W ostateczności może być także mięso wołowe mielone (opcja najgorsza, ale i najtańsza).

Są też różne szkoły jeżeli chodzi o część krowy. Generalnie lepsze będzie mięso, które ma nieco tłuszczu, bo będzie bardziej soczyste (starzy kierowcy tirów mawiają, że po dobrym burgerze powinno się odczuwać lekkie migotanie przegrody w sercu).

Skład burgera powinien być w miarę prosty, bo chodzi o smak mięsa. Ja dałem łyżkę oliwy, nieco poszatkowanej cebuli, odrobinę soli, pieprzu oraz jajo - co by się to wszystko kupy trzymało. Mięso należy mieszać ręcznie, a następnie podzielić na mniejsze części, z których lepimy burgery.

Smażymy na grillu (opcja najlepsza), grillu elektrycznym lub patelni grillowej. Niektórzy zalecają, aby nie używać dodatkowo tłuszczu, bo burger ma być wysmażony z wierzchu i lekko czerwony w środku. Smażymy 10 minut (po 5 na stronę). Grubość burgera nie powinna przekraczać 2 cm, bo będzie zbyt surowy. Nie powinna być też mniejsza niż 1 cm, bo takie jedzą amatorzy, którzy myślą, że burgery sprzedają... wiecie... w tych miejscach.

W międzyczasie podgrzewamy bułę w piekarniku, ale uwaga - podgrzewamy, nie pieczemy. Nie może być sucha, chrupiąca ani zarumieniona. Ma być po prostu ciepła. Buły do burgerów można kupić gotowe, ale zaręczam, że będzie to najbardziej sztuczny element całego przedsięwzięcia.

Do środka kładziemy: burgera właściwego, ser, pomidora, cebulę, sałatę i keczup. To wariant bardzo prosty. Tutaj otwierają się przed Wami wrota burgerlandii - mitycznej krainy, z której płyną dziesiątki fantastycznych receptur. Ignorowanie burgerów to ignorowanie setek lat najlepszych tradycji kulinarnych świata!


24 stycznia 2013

, ,

Murzynek z bitą śmietaną i bananami


Z pewnością każdy, ale to KAŻDY z Was uwielbia zjeść porządny torcik - taki niezbyt słodki, ale o zdecydowanym smaku. Najlepiej, żeby nie miało zbyt wiele owoców, choć jak mówi moja żona - najważniejszą rzeczą w torcie jest dobre nasączanie. Nie będę w to za bardzo wnikał...  Ja nie lubię tzw. tortu węgierskiego. Nie lubię jak jest tzw. "tort ciężki" i wprost NIENAWIDZĘ, jak jest za słodki. 

A teraz do rzeczy.

Do wykonania powyższego tortu potrzebujemy:
  • gotowej mieszanki do wypieku murzynka
  • śmietanki słodkiej i tłustej
  • bananów
  • odrobiny cukru
  • gadżety do zdobienia

Gotową mieszkankę robimy wedle przepisu na opakowaniu. Pieczemy ciasto, rozkrawamy je na plastry nitką i czekamy aż ostygnie.

W tzw."międzyczasie" robimy bitą śmietanę za pomocą miksera, śmietanki słodkiej i tłustej oraz odrobiny cukru (lepszy nawet jest puder). Taka prawdziwa bita śmietana różni się od kupnej przede wszystkim smakiem - jest dobra. Kupna jest słodka i mdła, a dodatkowo sztuczna i po 5 minutach przemienia się w jakiś rodzaj płynu...  prawdziwa bita śmietana jest gęsta i nieco cięższa. Nie osiada, nie rozpuszcza się, trzyma formę i ma boski smak śmietany.


Poprzekrawane ciasto przekładamy śmietaną i pokrojonymi w plastry bananami (to jedyny rozsądny owoc). No i ewentualnie nasączamy (muszę dodać fragment o nasączaniu... sami wiecie). Najprościej nasączyć takim prawdziwym sokiem z owoców, ale można też zrobić rodzaj ponczu z soku i jakiegoś alkoholu.

Gotowy tort obsmarowujemy pozostałą śmietaną z zewnątrz i przyozdabiamy plastrami bananó oraz innymi rzeczami, które można spożyć a wyglądają ciekawie np. kuleczkami czekolady, posypką czy innymi dobrymi rzeczami.

Proste, łatwe i niezwykle smaczne!

Behind the scenes:


12 stycznia 2013

, ,

Szynka z szynkowaru

Witam w Nowym Roku!
Zapewne każdy z Was miał takie chwile, gdy zastanawiał się - czym tak naprawdę jest szynkowar? I do czego służy? I jak się go używa? I w zasadzie po co?

Szynkowar - zgodnie z nazwą - służy do warzenia szynki. Jest to puszka wykonana z aluminium dopuszczonego do kontaktu z żywnością. Wyposażone jest to w pokrywkę zawierającą mechanizm dociskający - sprężynę i kółko o średnicy pasującej do wnętrza puszki.

Sposobów przyrządzenia szynki w szynkowarze jest cała masa. Powiem więcej - można przyrządzić szynkę tzw. "parzoną" także i bez sznkowaru, ale wymaga to innych, specjalistycznych sprzętów. Można robić z wieprza, z kury, indyka czy krowy. Można robić z galaretą i bez, z warzywami i z owocami.

W zasadzie po co? Przyczyn takiego zachowania może być wiele, ale jedną z podstawowych i najbardziej oczywistych jest naturalność. Szynka przyrządzona przez nas w domu jest pozbawiona konserwantów i innych fantazyjnych dodatków, które mają polepszyć smak i żywotność mięsa. A my możemy dowolnie komponować szynkę wedle własnego uznania i własnych upodobań.

Ja zrobiłem tak:
  • 1 kg szynki wieprzowej
  • jałowiec
  • sól peklowa
  • sól morska
  • cukier
  • pieprz
  • oregano

Jagody jałowca rozbiłem w moździerzu. Nie były one do końca suszone więc raczej rozgniotłem. Wrzuciłem do naczynia wraz z 1 g soli peklowej (która de facto jest konserwantem), solą, pieprzem, łyżeczką cukru i oregano.

Szynkę kroi się na niewielką kosteczkę (im mniejsza tym lepiej, choć jest to praca bardzo żmudna), wrzuca do przypraw a następnie trzeba to wszystko dobrze wymieszać. Tak powstałą pulpę ładujemy do szynkowaru wyściełanego workiem (specjalne worki zazwyczaj są w komplecie), zamykamy pokrywkę prasującą i wstawiamy do lodówki na 24h.

Na drugi dzień należy szynkowar wyjąć z lodówki, wstawić do gara, zalać wodą jak najwyżej (w tym celu potrzebny jest bardzo duży gar) i przez dwie godziny parzymy w temperaturze ok. 80-90 stopni C. Woda nie ma się gotować, tylko mają spod szynkowaru wydobywać się pojedyncze bąble od czasu do czasu. Ja dla pewności robiłem to przez 3h.

Po tym czasie wyjmujemy szynkowar i wstawiamy do chłodnej wody, a gdy ostygnie - do lodówki na 8h. Ja dałem po prostu na całą noc na balkon, bo generalnie można przyjąć, że jest zima.

Po tym czasie wydobywamy worek z szynkowaru, odlewamy różne płyny ustrojowe, które się tam zebrały i mamy gotowy produkt.

Wyżej opisana szynka najlepiej smakuje, gdy pokroimy ją w plastry, posolimy, skropimy octem winnym i spożyjemy z pajdą chleba z masłem. Generalnie ja krążyłem pomiędzy kuchnią a salonem powtarzając: "to jest coś, to jest naprawdę coś".

Podsumowawszy szynkowar to:
1. Unikalne receptury
2. Naturalność
3. Niski koszt (za kilo szynki zapłaciłem 16 zł + koszt energii elektrycznej za 3h pichcenia)