27 grudnia 2011

,

Niezły pasztet

Niezły pasztet to efekt uboczny świątecznej galarety mojej małżonki...  no dobra, to chyba wymaga szerszego wyjaśnienia. Będąc na megaścisłej diecie nie może jeść nic oprócz ryżu i gotowanej marchwi. Postanowiła zaszaleć i zrobić na święta galaretę, ale taką, żeby była bez żelatyny. Naładowała cały gar mięs (świnia i kurczak) i marchwi. Rosół gotował się tyle godzin, że zacząłem odczuwać dziwny niepokój. Zredukował się do mniej więcej 5% swojej objętości i momentalnie zastygł. To co wystawało trzeba było jakoś spożytkować. 

Rozebrałem więc części kurczaka i cholera wie co tam jeszcze. Do tego doszła pokrojona, ugotowana marchew. Nie lubię rosołu ani tym bardziej mięsa z rosołu. W ogóle idea zup wydaje mi się chora (wyjąwszy barszcz z uszkami i bogracz). Jak można jeść coś, co normalnie by się piło ? 

No więc trzeba to wszystko rozebrać dokładnie na małe elementy pilnując, aby żadna kostka się nie przedostała. Wrzucamy to do jakiegoś pojemnika i z pomocą blendera robimy tzw. Sajgon. Można przyprawić do smaku (a nawet trzeba, chyba że jest to wersja dla karmiącej matki) i dosypujemy kleik ryżowy w proszku, żeby potrwa była bardziej bizarre. 

Na koniec ładujemy to w takie foremki do muffinek i zapiekamy w piekarniku. Podajemy z chrzanem i świeżutkim pieczywem. 


25 grudnia 2011

, , ,

Świąteczne pierniczki witraże

Hohohomerrychristmas!
Tradycją na wszystkich blogach kulinarnych jest zamieszczanie przepisów świątecznych, ale najbardziej świąteczna potrawa jaką potrafię zrobić to śledzik (gotowy) i barszcz z uszkami (uszka gotowe, barszcz z proszku). A zatem postanowiłem zarzucić standardowym świątecznym tematem - pierniczki witraże.
Do wykonania tych jakże efektownych i równie jadalnych ozdób niezbędne będą:
  • gotowe ciasto na pierniki (można kupić w ikea)
  • landrynki (najzwyklejsze, bez nadzienia)
  • cukier puder
  • odrobina soku z cytryny
  • foremki do wycinania pierniczków
  • cholernie ostry nóż

Gotowe ciasto rozkładamy na stole i wycinamy foremkami kształty np. Wielkiego Cthulhu albo renifera. W kształtach tych należy nożem wyciąć dziury, do których nasypiemy pokruszonych landrynek. 
Znacie kogoś, kogo najchętniej pobilibyście workiem ze zużytymi bateriami lub landrynkami ? Jeśli tak to super, bo teraz należy pokruszyć landrynki, a nic nie nadaje się do tego lepiej niż łepetyna jakiegoś kretyna. Landrynki trzeba poddać segregacji - każdy kolor w innym worku. Już tłumaczę po co - otóż dobrze, aby witraż miał jakiś określony, wyrazisty kolor. Inaczej wszystkie będą brązowe. Landrynki kruszymy wedle kolorystyki i sypiemy do wyciętych w piernikach dziur. 

Następnie wstawiamy wszystko do piekarnika. Na instrukcji ciasta z Ikei napisane było, żeby piec w temperaturze 200 stopni. To na pewno świetny pomysł, ale proponuję piec je w niższej temperaturze. W przeciwnym razie landrynki wykipią i zmienią się w czarną, cuchnącą breję, która zaraz po wyjęciu zastygnie na amen niwecząc wszystkie nasze plany. 



Kolejnym krokiem po upieczeniu jest zdobienie. Bierzemy filiżankę cukru pudru i wkrapiamy tam pół cytryny. Jeżeli podobnie jak ja użyliście do produkcji cukru pudry młynka z resztkami kawy, najprawdopodobniej lukier wyjdzie lekko brunatny.

Lukier ładujemy do woreczka i obcinamy narożnik. W ten sposób powstaje improwizowany pistolet lukrowy, którym możemy rysować szlaczki i wzorki. Dzięki temu nasze pierniczki mogą nabrać naprawdę unikatowych cech, ubarwią nasze święta i uczynią ten czas naprawdę magicznym :)


14 grudnia 2011

, , ,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #5: wątróbka


Oto sięgam do skarbnicy wiedzy tajemnej, aby otrząsnąć się z traumy, zrzucić z siebie szaleńcze brzemię dnia poprzedniego i wyzbyć się tego obrzydliwego smaku zniszczenia i rozkładu, jaki pozostał w mych ustach po zdeformowanych, cuchnących płodach mórz i oceanów...

Sięgam po wątróbkę.

Świeże, ciemno-czerwone wątroby, z których ciągle jeszcze sączy się krew są nam - ludziom, znacznie bliższe niźli paskudztwa z wody. Nawet jeżeli są to tylko wątroby drobiowe. Zawsze będę cenił bardziej najpaskudniejsze nawet ssacze czy ptasie podroby niźli to coś, co nawet nie wiem czym jest (Skorupiak? Pajęczak?). Jeśli bowiem odrzucić podstawowe dary, które dała nam matka natura - cóż nam pozostaje? Robactwo jeno najpodlejsze i ...   rośliny. Żylibyśmy jako te krowy na pastwiskach!

Patelnię wypełniamy do połowy cebulką pokrojoną w półksiężyce i smażymy aż nabierze konsystencji właściwej. Prawie surowa będzie ostrawa, lekko zeszklona trochę słodka. Najlepsza jest jednak taka niemal skwarkowa, która - gdyby nie tłuszcz - byłaby chrupiąca.

Wątroby obsypujemy na talerzu solą (obficie... nie dajmy sobie wcisnąć, że sól to białą śmierć. To danie bez soli zabije nas tak samo szybko!) a następnie mąką, która ostatecznie winna zmienić się w quasi-panierkę. Następnie wrzucamy je do cebuli i zasmażamy tak długo aż przestaną krwawić. Lub prawie przestaną krwawić.

Całość należy podawać z świeżym pieczywem i jakimś przyzwoitym napitkiem.


12 grudnia 2011

, , ,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #4: frutti di mare


Frutti di mare, czyli po naszemu owoce morza, to mieszanka wszelakiego dobra, które morze wyrzuca na brzeg, a nie jest to ryba. Mówimy tutaj o takich stworzeniach jak: małż, kalmar, kałamarnica, przegrzebka, krewetka etc. Frutti di mare w formie głęboko mrożonej paczuszki to idealna potrawa dla młodych ojców, którzy patrzą jak ich żony zajadają się ryżem z marchwią.

Owoce morza głęboko mrożone należy przesmażyć na patelni, na odrobinie oliwy aż odtajają i się zagrzeją. Najlepiej jeżeli są już firmowo przyprawione, bo odpada nam jeden, kluczowy problem - jak to do cholery przyrządzić ? Całość w formie sosu z bliżej nieokreślonymi stworzonkami wylewamy na makaron. Najlepiej tagliatelle ponieważ jest on szeroki i dobrze zbiera sos.

Tu zapewne spodziewamy się rozpływania nad rozkoszami podniebienia rodem z najlepszych kuchni francuskich, opisów powodujących ślinotok do wnętrza klawiatury i barwnych fotografii. No fucking way! Poza barwnymi fotografiami dostajemy tylko twardą, śmierdzącą rybami rzeczywistość.

Kalmar smakuje jak nóżka kurczaka, która leżała w śmietniku na rybich flakach. Tak drodzy czytelnicy. Pisząc o owocach morza nie sposób pominąć bogatych doznań estetycznych towarzyszących spożyciu owego dania. Wachlarz jest szeroki i dotyczy wszystkich zmysłów.

Małże. Gdyby im się nie przyjrzeć wcześniej za dokładnie to smakują jak ślimak, tylko bez masła czosnkowego i ziół. Kiedy przyjrzymy się dokładniej zauważymy, że coś z tym stworzeniem jest nie tak. Żując je i czując jak jego wnętrzności rozlewają nam się w ustach z pewnością przejdzie nam przez głowę myśl o puszczeniu ukradkiem pawia.

W tej całej menażerii osobistości, najzwyklejsza i najbardziej szara wydaje się krewetka. Niezawodnie dobra. Rozgryzienie krewetki owocuje wrażeniem przebicia pęcherza pławnego wypełnionego po brzegi gumową pianką. Krewetki zawsze są dobre (raz tylko zdarzyło nam się kupić krewetki, które w trakcie gotowania cuchnęły tak, jak pawilon gadów w zoo).

Zjedzenie od czasu do czasu obiadu w McDonalds nie jest aż takim tragicznym pomysłem...


20 listopada 2011

, ,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #3: małże św. Jakuba


Małże św. Jakuba (inaczej przegrzebki) wypatrzyła moja małżonka w jednym z popularnych dyskontów spożywczych i rzuciła mi wyzwanie...

I wyzwanie zostało przyjęte.


Będące w sprzedaży małże św. Jakuba są produktem głęboko mrożonym, przyrządzonym w białym winie, koniaku, śmietanie i chyba zawiera to grzyby, ale głowy nie dam.

Zwierząt jest 4 sztuki, zapakowane każdy osobno. W każdej muszli znajduje się kilka małych kawałków małża oraz sos, który można wymiziać bagietką lub paluchem. Sposób przyrządzania sprowadza się do rozgrzania piekarnika do 240 stopni Celsjusza i pieczenie przez - ni mniej ni więcej jak 25 minut.

W tym czasie można przygotować sobie cytrynę i grzanki (lub bagietkę i jakiś alkohol).

Moja blogerska uczciwość każe mi także dodać iż nie jest to żadna rewelacja. Ot ciekawostka kulinarna. Idealny dodatek na "wieczór stalowych jaj" (ludzie próbują różnych dziwnych rzeczy i przegrywa pierwszy, który zwymiotuje lub odmówi konsumpcji)



11 listopada 2011

,

Kurczak curry w mleku kokosowym


Azjaci jako pierwsi udomowili świnię. Jedzą też różne rzeczy wyłowione z mórz i oceanów. Kuchnia azjatycka jest bogata, fascynująca i bardzo różnorodna. Bardzo lubię zupki chińskie (Kim Chi z Tao Tao sieje popłoch!). Nie mogło zatem zabraknąć na tym blogu akcentów nawiązujących do kuchni wschodu.

Potrzebujemy:

  • piersi kurczaka
  • curry w proszku
  • mleko kokosowe
  • imbir (świeży)
  • ryż

Robiąc cokolwiek z curry należy pamiętać, że curry wsypuje się na patelnie jako pierwsze, aby uwolniło pełen wachlarz smakowo-zapachowy. Do curry wrzucamy pokrojonego drobno kurczaka i smażymy aż będzie prawie dobry. Wszystko powinno przybrać ładną, żółtą barwę.

Imbir obieramy, kroimy drobno i wsypujemy do kurczaka. Całość zalewamy mlekiem kokosowym z puszki. Można dodać do tego wiele innych rzeczy, ale jak potrawa ma więcej niż 4-5 składników to jest już trudna.

Potrawę można podawać z ryżem albo z kartoflami, ale w tym drugim wypadku można mówić o "dziwnej międzykulturowej fuzji". W ramach surówki ostre papryczki (ostre na wejściu i na wyjściu).


29 października 2011

,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #2: Kurczak z rożna


To miał być tekst o świni z rożna, ale wiadomo - mało kto ma w domu miejsce na takie imprezy. Kurczak nie jest warzywem ani nabiałem, ale mięsem też nie. Właściwie nie wiadomo czym tak do końca jest. Od biedy można go zjeść, a za największą zaletę kurczaka uważam fakt, że można go nadziać na rożen, upiec bez specjalnych zabiegów i w zasadzie będzie się nadawał do spożycia.

Oczywiście można go też przyprawić. Są specjalne przyprawy, które nazywają się "do kurczaka", no ale to już wymaga podjęcia dodatkowego wysiłku, a czasem nawet nadludzkiego - pójścia do sklepu.

Jak ktoś chce, żeby było bardziej bogato i odżywczo, można do tego ugotować kartofle, ale prawdziwe mistrzostwo w kuchni to prostota. 

iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiihaaaaaaaaa!

16 października 2011

, ,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #1: Ślimaki


Świeżo upieczeni ojcowie to szczególna grupa osób. Ich żony nie mogą jeść nic oprócz ryżu, więc obiady wymagają szczególnych zabiegów (doprawiania, rozdzielania na pół i doprawiania itp.). Nie można zrobić kawała mięcha impregnowanego w wódzie ani otworzyć do kolacji butelki wina. Nie... nie mówię, że cierpimy i nie użalam się nad naszym gatunkiem. Tak musi być i koniec.

No dobra... nie musi tak być. Od czasu do czasu można zjeść coś zupełnie innego np. camembert w panierce albo sajgonki. I wcale nie wymaga to niesamowitych zabiegów, gotowania 2 obiadów, spędzania połowy dnia w kuchni (wiadomo - karmiąca żona nie spędza w kuchni dłużej niż 30 minut). Rozwiązaniem są produkty głęboko mrożone!


Głęboko mrożone ślimaki, wyfajdane i przyprawione można kupić w wielu sklepach. Jedyne czego wymagają, to wstawienia do rozgrzanego piekarnika na ok. 10 minut. No i wszamania oczywiście. Ich niecodzienna konsystencja w połączeniu z przepysznym sosikiem z masła, czosnku i ziół spływają w gardle niczym czosnkowa guma do żucia. Doprawdy niecodzienne wrażenie warte każdej złotówki.

15 października 2011

Kukurydza

Przyznaję się - ostatnio zaniedbałem bloga. Powiększenie rodziny, rosnąca ilość obowiązków w życiu i w pracy oraz chęć obejrzenia wszystkich odcinków Famili Guy sprawiły, że zaniedbałem swoją kuchenną pasję. Znużony opieką nad dzieckiem i jesienną słotą postanowiłem odświeżyć letnie wspomnienia o kukurydzy...

Potrzebne są:
  • Kukurydza
  • sól
  • masło (prawdziwe)


To jeden z najprostszych przepisów na świecie.

Kukurydzę należy umyć (najlepsza kukurydza jest z bazaru, a wiadomo - ludzie macają brudnymi łapskami) a następnie włożyć do garnka z wodą (wody tyle, żeby ledwie zasłaniała) i przykryć. Gotujemy tak naprawdę aż zmięknie, czyli nie wiem... 20-30 minut ?

Potem kukurydzę solimy i omaszczamy masłem. I w zasadzie gotowe.

28 sierpnia 2011

,

Koreczki balkonowe



To właściwie nie tle przepis co inspiracja. "Balkonowe" ponieważ z pomidorków, które wyhodowałem na balkonie. Przynajmniej jedna dobra strona posiadania balkonu na nasłonecznionej stronie... kto wie? Może kiedyś spróbuję hodować winorośl?

Pomidory... a właściwie pomidorki, to obecnie jedna z moich kluczowych upraw (obok rozmarynu). Hodowałem jeszcze miętę, ale ma ona liche zastosowania kulinarne. Głównie jako listek do herbaty. Kiedyś zrobiłem nalewkę miętową, ale była dość... hmm... ale jak to mówią - jak człowieka wychłodzi i wymoczy to wszystko wypije.

To może chociaż powiem jak zrobić dobrą kanapkę - bułka z masłem, sałata lodowa, salami, parmezan, oliwki. Jeżeli spożywamy w domu to jeszcze pomidorka można dać. Najlepiej z własnej hodowli.

26 sierpnia 2011

, , ,

Placki ziemniaczane



Placki ziemniaczane to rzecz tak podstawowa jak pieczywo, mleko czy piwo. Trudno wyobrazić sobie dom, w którym nie smaży się placków ziemniaczanych. Jednak ja zrobić placki ziemniaczane, aby były one smaczne ?

Potrzebujemy:
  • ziemniaki
  • mąka
  • jajka
  • cebula
  • płatki owsiane
  • marchew
  • koperek


Do zrobienia placków niezbędny jest malakser czyli urządzenie, które zrobi z ziemniaków papkę. Surowe ziemniary, marchewkę i cebulę wrzucamy do malaksera i miksujemy. Do tego ze dwa jajka, trochę mąki (na oko, żeby nie było zbyt mączyste). Łyżka płatków owsianych nie zaszkodzi. Podobnie garść koperku.

Zmielona papka powinna być w miarę gęsta, ale też bez przesady, bo placki staną się - jakby to napisał Pratchett - obronno-zaczepne. Miarą właściwej konsystencji jest brak efektu rozpadania na patelni a jednocześnie łatwość przeżuwania.

Placki smażymy, polewamy śmietaną i solimy. Smacznego!


4 sierpnia 2011

, , , ,

Ścieranka - zupa mleczna inaczej



Kiedy chodziłem do przedszkola nienawidziłem zup mlecznych. Dziś nie pogardzę płatkami. Ścieranka to coś, czego spróbowałem całkiem niedawno ale od razu wiedziałem, że to trzeba zamieścić na tym blogu.

Potrzebne będzie:
  • Ziemniaki
  • Mąka pszenna
  • Woda
  • Sól
  • Mleko


Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy w wodzie (ok. 3-4 cm więcej wody niż ziemniaków). W międzyczasie robimy ciasto z mąki i wody (proporcje takie, żeby ciasto się nie lepiło ani nie było twarde). Z ciasta robimy kluseczki (im mniejsze tym lepsze- ciasto można rwać na "strzępki", albo rolować na wałeczki czy kuleczki- pełna dowolność stylu:). Kluseczki podsypujemy mąką, żeby się nie sklejały.

Kiedy ziemniaki są już prawie miękkie, wrzucamy omączone kluski i gotujemy jeszcze przez kilka minut. Całość należy dosolić do smaku. Nie odcedzamy płynu!

Tak przygotowaną podstawę zupy wlewamy gorącą do miski i uzupełniamy mlekiem. I to właściwie wszystko. Proste, smaczne i bardzo śniadaniowo-odżywcze.

31 lipca 2011

Szynka w sosie z kluskami śląskimi



Kilka ostatnich wpisów było dość "lajtowych". W sensie - jak na ten blog. W końcu to blog o męskiej kuchni. Powziąłem zatem dwie decyzje - wkrótce zaczynam cykl potraw i zakąsek związanych z różnego rodzaju alkoholami, a po drugie - pół kilo szynki. Tak drodzy czytelnicy - PÓŁ KILO SZYNKI.

Skład:
  • Szynka ze świni
  • Marynata (dużo składników, opiszę niżej)
  • Śmietana
  • Mąka


Skład klusek śląskich:
  • Ziemniaczki
  • Mąka ziemniaczana


Uwaga, bo nie będę powtarzał, a przepis nie jest prosty.

Marynata i marynowanie

Marynowanie to - mówiąc prostym językiem - mumifikacja. Dzień przed przyrządzeniem mięcha wkładamy je (surowe) do głębokiego naczynia i zalewamy marynatą, w skład której wchodzą takie rzeczy jak: oliwa z oliwek, ocet balsamiczny lub winny, woda, sos sojowy, drobno pokrojony czosnek, rozmaryn, oregano, majeranek, sól, pieprz i inne przyprawy wedle gustu. Mięcho pozostawione w marynacie na minimum 24 godziny zamknie swoje pory, dzięki czemu podczas procesu przyrządzania nie utraci swej soczystości. A po drugie nabierze aromatu.


Smażenie i gotowanie

Zamarynowane mięcho rzucamy do głębokiego gara na rozgrzany olej. Ma się dobrze obsmażyć z każdej strony tak, aby na jego powierzchni powstało coś na kształt... skórki. To kolejna kwestia, która decyduje o tym, że podczas dalszej obróbki termicznej soki nie opuszczą mięsa i będzie ono delikatne i kruche.

Następnie zalewamy całość częścią marynaty oraz wodą i dusimy przez kilka długich godzin.


Kluski śląskie

W międzyczasie możemy ugotować ziemniaki na kluski śląskie. Gdy już będą ugotowane i ostudzone miażdżymy je drewnianym przyrządem do miażdżenia ziemniaków. Tak powstałe pure wyrównujemy i wyciągamy 1/4 ziemniaków. Powstałą tak dziurę wypełniamy mąką ziemniaczaną (to sprawdzony sposób na dobre proporcje). Wyrabiamy ciasto, rolujemy kluchy i w zasadzie gotowe. Trzeba je teraz ugotować w osolonej wodzie z odrobiną oliwy.


Sos

Gotowe mięso wyciągamy i kroimy na plastry. Sos należy zmiksować blenderem i zagęścić. Aby to zrobić, należy rozrobić odrobinę mąki ze śmietaną i zahartować (wlać trochę gorącego sosu i wymieszać). Następnie wlewamy zagęszczacz do sosu, blendujemy aż będzie gładkie i aksamitne.

I to w zasadzie gotowe - polewamy kluski sosem, kładziemy porcję mięsa i można wcinać.


30 lipca 2011

, ,

Omlet z marmoladą



Weekend to idealna okazja, nie tylko do tego, żeby pospać dłużej, ale także do zjedzenia dobrego śniadania. Nie trzeba się zrywać o 6:00 i jeść byle czego. Można spokojnie zrobić grzanki lub coś lekkiego i wartościowego. Z jajkami i węglowodanami. Na przykład... omlet z marmoladą.

W piątkowy wieczór należy kupić:
  • Jajka
  • Odrobina soli
  • Mąka
  • Margaryna
  • Marmolada


Dzielimy jajka na białko i żółtko. Do białka dajemy odrobinę soli i miksujemy aż uzyskamy pianę, co po obróceniu do góry nogami nie spada. Do tego dajemy mąkę - im mniej tym lepiej, bo omlet będzie bardziej delikatny i puszysty. Później dorzucamy żółtka i miksujemy dalej.

Ciasto wlewamy na odrobinę rozpuszczonej margaryny i smażymy najpierw z jednej, a potem z drugiej strony. I to w zasadzie wszystko. Taki usmażony omlet ma smak neutralny więc można go zjeść z różnymi dodatkami, ale najprościej dać po prostu marmoladę. Wszak śniadanie to jedna z niewielu okazji, kiedy dobry węglowodan nie jest zły.








24 lipca 2011

, , , ,

Sernik na zimno



Kiedy 5,5 lat temu starałem się o względy mojej małżonki nie było jeszcze takich wynalazków, jak błyskawiczny sernik na zimno z torebki. A przynajmniej nie tak błyskawiczne i proste jak teraz. Dziś technologia ułatwia nam życie na wszelkie sposoby, co powinno ucieszyć facetów chcących uwieść babkę.

Potrzeba:
  • 600 ml schłodzonego mleka
  • sernik na zimno w proszku (na rynku jest kilka)
  • biszkopty
  • owoce


Od razu wyjaśnię o co chodzi z tymi owocami. Z jakiegoś powodu babeczki lubią owoce. W nas - facetach - owoce budzą obrzydzenie, ponieważ nie są z mięsa, ale jak mawiał generał Sun Tzu: "Gdy chcesz atakować armię, oblegać miasto lub zabić kogoś, musisz najpierw zdobyć wiedzę o broniących generałach, ich gościach, strażnikach ich bram i ich sługach. Niech zajmą się tym twoi szpiedzy.".

Na zdjęciu widzimy sernik z borówkami amerykańskimi. Świetnie w tej roli sprawdzą się także: banany, brzoskwinie, maliny, jagody, czy truskawki.

A zatem: wsypujemy proszek do mleka i miksujemy przez jakieś 5 minut. Do formy, w której będziemy robić sernik, wykładamy biszkopty (można też użyć inne rodzaje ciastek - digestive, herbatniki, kakaowe itp.). Jeżeli korzystamy z owoców z puszki, można użyć soku do nasączenia biszkoptów. Myślę, że można spróbować też wymieszać ten sok z alkoholem (rum, whisky, grappa jeżeli sernik będzie z winogronami).

Na biszkopty wylewamy cienką warstwę sernika i wykładamy owoce. Następnie druga warstwa sernika, żeby przykryć owoce, górę wyrównać i ładujemy do lodówki na min. godzinę (jak dłużej postoi, to lepiej się będzie wyciągał z formy, bo będzie bardziej zwarty).

A zatem, jak mówi Sun Tzu:
"Zwycięski generał prowadzi swych ludzi do bitwy, jakby kierował wielką powódź do głębokiego wąwozu."

17 lipca 2011

, , ,

Naleśniki ze szpinakiem



Naleśniki ze szpinakiem to takie danie, że niektórzy mogą myśleć, że go nie lubią, ale gdy spróbują, okazuje się, że jest pyszne. To pewnie zasługa kucharek z przedszkola, które w latach 80-tych rozgotowywały szpinak na brązową, nieapetyczną papkę. Prawidłowo przyrządzony szpinak MUSI być zielony.

Jedno jest pewne - kiedy robimy naleśniki ze szpinakiem, moja teściowa wywąchuje to z drugiego końca osiedla i już stoi u drzwi.

Sładniki:
  • Naleśniki (patrz przepis)
  • Szpinak świeży lub mrożony
  • Czosnek
  • Ser żółty lub feta


Wiem, że niektórzy oburzają się, gdy piszę "ser żółty" więc niech będzie gouda.

Szpinak - jeżeli jest mrożony - wrzucamy na patelnię, przykrywamy i dusimy aż się rozmrozi. Jeżeli jest świeży - kroimy i obsmażamy na masełku (ale nie oszukujmy się - który facet kupi świeży, skoro można mrożony?). Potem należy posolić i wcisnąć kilka ząbków czosnku. Wedle gustu.

Szpinak zawijamy w naleśniki w tzw. "trójkąciki" :) [pliki AutoCAD ze schematem wrzucę później] tzn. na pół i jeszcze raz na pół. Do środka dajemy pokrojoną w plastry goudę i całość obsmażamy.

I to tyle. Pożywny i sycący obiad gotowy. Jeżeli uważacie, że jestem niekonsekwentny, bo szpinak to warzywo - ma bardzo dużo żelaza. A żelazo to metal. A metal lubimy!

A oto, jak powinien wyglądać prawidłowo przyrządzony szpinak:

14 lipca 2011

Trójkąciki po francusku



Dziś taki prosty i szybki sposób na coś słodkiego i domowego - ciastka z ciasta francuskiego w kształcie trójkątów.

Potrzeba:
  • Ciasto francuskie
  • Marmolada
  • Cukier puder


Ciasto francuskie kroimy na niewielkie prostokąciki (jak się da to na kwadraty), smarujemy marmoladą i sklejamy zawijając jedną połówkę po przekątnej tak, aby dwa przeciwległe narożniki się ze sobą zetknęły... ufff... gdyby to był babski blog, pewnie byłoby to wyjaśnione jakoś mniej zawile, ale nie zapominajmy, że to męski blog. Wkrótce wrzucę schematy w AutoCAD :)

Gotowe trójkąciki pieczemy dość krótko. Właściwie aż urosną i nabiorą ładnego koloru. Potem wyjmujemy, czekamy aż trochę przestygnie i posypujemy cukrem pudrem.

Dlaczego marmolada a nie dżem? Bo dżem wycieka.

9 lipca 2011

, ,

Sałatka z gorgonzolą



Mimo tego iż - jak każdy wie - warzywa są trujące, dość często jadamy sałatki. Standardowa sałatka to oliwa, pomidory i mozzarella lub feta. Jest jednak wiele innych rodzajów sera, które znakomicie pasują do sałatek. Jednym z nich jest trochę upiorny ser Gorgonzola (na południu Włoch matki straszą dzieci, że jeśli nie położą się spać, przyjdzie Gorgonzola i je zje).

Składniki (baza jest standardowa):
  • Sałata lodowa
  • Zielony ogórek
  • Pomidor
  • Oliwki
  • Ser gorgonzola
  • Oliwa z oliwek
  • Ocet balsamiczny (lub winny)
  • Prażone płatki migdałów (lub orzechy włoskie, piniowe)
  • Gotowa mieszanka przypraw do sałatek


Jeśli ktoś lubi, można wzbogacić sałatkę rukolą.

Wszystkie składniki kroimy na kawałki o odpowiadającej nam wielkości i wrzucamy do michy. Ser gorgonzola warto pokroić wcześniej i zostawić, żeby "pooddychał" (można czymś przykryć, żeby nie uciekł). Dzięki temu nie będzie mazisty i klejący tylko bardziej kremowy.

Wcześniej warto przygotować także dressing składający się z oliwy z oliwek, octu winnego bądź balsamicznego i mieszanki przypraw do sałatek. Obecnie na rynku są mieszanki kilku firm. Są lepsze i gorsze. To już kwestia gustu.

Płatki migdałów, orzechy lub słonecznik praży się na patelni (bez tłuszczu) tak długo aż się zarumienią i zaczną wydzielać intensywny, orzechowy zapach.

Na składniki wylewamy dressing i całość obsypujemy prażonymi orzechami/migdałami/słonecznikiem (niepotrzebne skreślić).

Do sałatki można podać grzanki natarte czosnkiem, grzanki pesto lub świeżą bagietkę. Nie obejdzie się też bez dobrego wina.

Aha... Dla tych, którzy boją się gorgonzoli - w tej formie jest ona niesamowicie delikatna i kremowa.

23 czerwca 2011

, ,

Minisy - małe naleśniki z serem



Dlaczego minisy ? - zapytacie. Cała historia wzięła się z tego, że średnia patelnia chyba się psuje. Naleśniki przywierały. Wymyśliliśmy zatem, że zrobimy je na małej patelni, która ma zaledwie 14 cm średnicy. Robota była żmudna, ale efekt był zaskakujący - naleśniki okazały się małe!

Do wykonania małych naleśników z serem potrzebne są:
  • mleko
  • mąka
  • jajka
  • szczypta soli
  • prawdziwy, biały twaróg
  • serek homogenizowany waniliowy lub jakiś inny
  • trochę cukru


Przyznam się, że nigdy nie robiłem naleśników. W sensie, że placków. Zdarzyło mi się robić tortille, ale nie naleśniki. Dlatego proces ich powstawania jest dla mnie owiany tajemnicą. Prawdopodobnie należy wymieszać w odpowiednich cztery pierwsze składniki z powyższej listy. W każdym razie smaży się je najpierw z jednej strony, potem zawija usmażoną stroną do wewnątrz i potem obsmaża się jeszcze raz na zewnątrz. Najlepiej smażyć na margarynie.

Farsz to duże pole do popisu. Tradycyjnie robi się go z twarogu, cukru waniliowego i jajek. Ale to wariant dla osób, którym się nudzi. Przyjmujemy, że nam się nie nudzi, wręcz brakuje nam czasu. Miksujemy twaróg z serkiem homogenizowanym waniliowym bądź jakimkolwiek innym - truskawkowym, bananowym, hawajskim, biszkoptowym czy jakimkolwiek innym. Dodatkowo można dosypać do tego rodzynek, wiórków kokosowych czy czego tam dusza zapragnie... myślę sobie, że można by nawet dać startą na tarce czekoladę i wyjdą naleśniki straciatella.

Gotowe naleśniki posypujemy cukrem, ale nie pudrem, tylko takim co zgrzyta w zębach. Można dać kleks śmietany lub bitą śmietanę, truskawki zmiksowane, jogurt zmiksowany z bananem, rozpuszczoną czekoladę... wszystko zależy od stopnia łakomstwa.

Smacznego!

21 czerwca 2011

Chleb cebulowy



Dawno, dawno temu w odległej galaktyce jadłem taki chleb z cebulą. Cebula była w chlebie już zapieczona dzięki czemu kanapki miały niepowtarzalny smak. Dziś, kiedy w supermarkecie można kupić gotową mieszankę zawierającą mąkę, drożdże i inne goodsy można zrobić taki chleb samemu.

Potrzebujemy:
  • mieszankę na chleb
  • woda
  • oliwa z oliwek
  • cebula


Cebulę wcześniej należy drobno posiekać i obsmażyć. Odstawiamy to na jakiś czas w pozycji skośnej, żeby niedobre tłuszcze nasycone spłynęły na jedną część patelni, a cebula obeschła po drugiej.

W międzyczasie robimy ciasto na chleb. Do 0,38 L letniej wody wsypujemy 0,5 kg gotowego produktu do wypieku chleba (Na cebulaka dobra jest ciabata) i wlewamy odrobinę oliwy z oliwek. Całość mieszamy i na koniec wrzucamy ostudzoną cebulkę. Generalnie te mieszanki chlebowe są różne, więc najlepiej postępować zgodnie z instrukcją na opakowaniu.

Całość odstawia się najpierw pod przykryciem na 20 minut, żeby nieco urosło. Potem wstawiamy do foremki na kolejne 40 minut, żeby jeszcze bardziej urosło, a następnie wstawiamy no rozgrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy ok. 1 godziny.

Wrażenia niepowtarzalne.

18 czerwca 2011

,

Ciasteczka owsiane



Ostatnio mój znajomy zwany Cichym poinformował mnie, że mój blog jest ok, tylko on to by tak potrzebował bardzo precyzyjnych informacji dotyczących ilości składników i czasu. Kłóci się to z ideą mojego bloga, ale niech mu będzie...

Oto czego potrzebujemy:
  • kostka margaryny
  • 0,5 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki mąki
  • 2-2,5 szklanki płatków owsianych, musli, bakalii i innych rzeczy, które chcemy
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia


Jeżeli chodzi o właściwą treść, czyli to, co nada ciastkom smak. Mogą to być same płatki owsiane, może być musli, orzechy (włoskie, laskowe, brazylijskie, nerkowca - te większe pokrojone drobno), suszone owoce (rodzynki, żurawina, pokrojone morele itp.), ziarna (słonecznik, dynia, sezam) oraz jeżeli ktoś lubi - pokruszone kawałki czekolady (najlepiej gorzkiej) lub lentilki. Jeżeli kupiliście musli, które zawiera cukier (bo są takie), trzeba dać mniej cukru. Optymalnie jest dać 1,5 szklanki płatków owsianych i 1 szklankę innych dodatków.

Sposób robienia jest dość nieskomplikowany. Wszystkie składniki należy wrzucić do miski tudzież pojemnika, w którym można je ugnieść, a następnie... ugnieść. Potem lepimy ciastka (zbić mocno w kulkę i spłaszczyć) i rozkładamy je na papierze zachowując niewielkie odstępy (Cichy: ok. 1,2-1,5 centymetrów!), bo mogą trochę urosnąć.

Należy je piec przez ok. 20-30 minut w temperaturze ok. 200 stopni Celsjusza. Muszą się delikatnie zezłocić, a brzegi powinny być zarumienione. Zaraz po upieczeniu ciastka będą miekkie i łamliwe, a z czasem twardnieją. Lepiej odczekać aż ostygną, bo rozbolą Was brzuchy.

12 czerwca 2011

, ,

Łosoś zapiekany z rozmarynem



Odkąd rozmaryn stał się jedną z moich ulubionych przypraw, staram się mieć krzaczek na balkonie i dawać do czego się da. Oto poniżej przedstawiam przepis na łosoia z rozmarynem.

Co potrzeba:
  • dzwonka z łososia
  • rozmaryn świeży
  • lub suszony jak nie ma świeżego
  • przyprawa do ryb
  • oliwa z oliwek
  • cytryna


Naczynie żaroodporne wykłada się folią i polewa oliwą z oliwek ("must have" każdej kuchni). Na to kładziemy zamrożone jeszcze dzwonka łososia, posypujemy przyprawą do ryb i hojnie okładamy gałązkami świeżo zerwanego rozmarynu.

Całość pieczemy aż będzie dobre po czym wyjmujemy łososia (wcześniej spróbowawszy czy aby jest już ścięty), skrapiamy obficie sokiem z cytryny i wcinamy. Nie trzeba nic więcej. Łosoś jest bardzo sycący.
, ,

Piknik na skraju drogi - pasta dr. Budwig

Przypomnijmy... ostatnio postanowiłem wprowadzić do swojej diety trochę lżejszej i zdrowszej kuchni, która pomoże mi zrzucić parę kilogramów. Wątek ten znajdziecie tutaj. Zarówno tam jak i tu możecie dopisywać swoje pomysły na ciekawe, dietetyczne dania a ja będę realizował najciekawsze z nich.

Jako posiadacz grupy krwi oznaczonej literką A, postanowiłem zrealizować propozycję Aluchy prowadzącej blog nie-ład mAlutki na pastę dr. Budwig czyli twarożek + olej lniany + dodatki.

Aha... żeby było fajniej - śniadanko spożyliśmy z małżonką i synkiem (w brzuchu) w okolicznościach natury, który to sposób polecam wszystkim jako przełamanie codziennej rutyny.



Do przyrządzenia tego jakże apetycznego dania potrzebujemy:
  • twarożek chudy
  • olej lniany
  • kefir lub jogurt naturalny
  • rzodkiewka
  • szczypiorek
  • bułka z masłem


Jedziemy:

Twarożek wrzucamy do jakiegoś pojemniczka, w którym będzie nam wygodnie go rozciapciać widelcem. Aby było łatwiej dodajemy odrobinę kefiru lub jogurtu naturalnego oraz nieco oleju lnianego. Podobno daje to bardzo zdrowe połączenie polecane w szczególności cukrzykom i generalnie ludkom z zaburzeniami cukrowymi.

Do tak utworzonej pasty można dać dodatki tj. warzywa. Ogórek odpada :) My daliśmy rzodkiewkę startą w malakserze na drobno oraz szczypiorek. Spakowaliśmy wszystko w zamykane pojemniki, nalaliśmy herbaty do termosu, zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy w naturę.

Zupełnie nie wiem, jak to się stało, że pojechała z nami paczka ciastek oreo :)

5 czerwca 2011

, , , ,

Dietetyczna jajecznica z nutką orientu

Przypomnijmy... ostatnio postanowiłem wprowadzić do swojej diety trochę lżejszej i zdrowszej kuchni, która pomoże mi zrzucić parę kilogramów. Wątek ten znajdziecie tutaj. Zarówno tam jak i tu możecie dopisywać swoje pomysły na ciekawe, dietetyczne dania a ja będę realizował najciekawsze z nich.

Dziś pomysł Karoliny prowadzącej blog zmyslywkuchni.blogspot.com na jajkownicę z nutką orientu.



Założenie jest takie - jajka są bardzo odżywcze. Robimy jajecznicę z dużej ilości jajek i rezygnujemy z chleba, który jest zapychaczem.

Niestety nie wiele mi to pomoże, bo zjadłem dziś już parę ptasich mleczek, lody i trzy ciastka oreo :)

Potrzebujemy:
  • jajka
  • pomidor
  • oliwa z oliwek
  • cebula
  • szczypiorek
  • pieczarki
  • przyprawy


Ja nie dałem cebuli i pieczarek, bo akurat nie miałem pod ręką.

Pomidora sparzyłem, obrałem i posiekałem dość drobno. Na patelni zagrzałem odrobinę oliwy z oliwek (jest dużo zdrowsza niż margaryna). Do pojemnika wbiłem 5 jaj i wrzuciłem posiekany szczypiorek. Wsypałem tam też sól, pieprz i jakieś niepodpisane przyprawy.

Teraz chwila wyjaśnienia - we Wrocławiu na Wita Stwosza jest taki sklep z dobrej jakości przyprawami na wagę. Trzymamy je w nieopisanych słoiczkach. Wiem, że są tam przyprawy o barwnych nazwach "chińska ostra", "żądło skorpiona" i "indyjska ostra". Dodałem każdej po trochu.

Jajka z przyprawami rozbełtałem, żeby były jednolite i dolałem do pomidorów, które lekko podsmażyłem na oliwie. Całość smażyłem jeszcze przez chwilkę mieszając. Podane bez chleba.

Rzecz bardzo łatwa i szybka w przygotowaniu, a jednocześnie smaczna i egzotyczna. Jeżeli nie wierzycie, że w azji naprawdę się to je, oglądajcie Bobby`ego Chinna. Oni robią z tego nawet kanapki i sprzedają na ulicy jako fast food.

28 maja 2011

Dieta ?

Przykra sprawa... z trwogą odnotowałem ostatnio iż moja waga osiągnęła prawdopodobnie 90 kg.

To nie wszystko.

Kierowany dziwnym przeczuciem rzuciłem przysłowiowym okiem na kalendarz. Od dziś już tylko 100 dni do Mistrzostw Polski w Nordic Walking, na które jestem zapisany jako zawodnik wrocławskiego FAN.

Koniec z pizzą. Koniec ze smażeniną. Trzeba coś zrobić. Ogłaszam dietetyczną zabawę - podajecie przepisy/sugestie/pomysły na dania w komentarzach (bez rejestracji można komentować wybierając z listy "anonimowy"). Najlepsze propozycje będę realizował, opisywał, fotografował i podawał autora.

Co mnie interesuje?

A) Bogate i odżywcze śniadanie

B) Średnio-kaloryczny obiad lub nawet obiadokolacja

C) Zdrowe i niskokaloryczne przekąski.

Przy podawaniu przepisu proszę o podanie kategorii (A, B lub C).

Nie dajmy się ponieść skłonnościom fundamentalnym. Dobry węglowodan nie jest zły. Zwłaszcza rano. Może jakieś ciekawe koktajle białkowe ? Stawiam na Waszą kreatywność.

24 maja 2011

, , ,

Ratatouille



Dziś będzie ultra-krótko. Ratatouille to pokrojona cukinia, pomidor, bakłażan i pewnie jeszcze parę innych rzeczy. Nie do końca odpowiada standardom męskiej kuchni, bo... wiadomo... zatrucie warzywne. Ale z drugiej strony wrzuca się to na patelnie, podgrzewa i gotowe. Do tego ryż (w wersji Chrisa McCandlessa sam ryż bez warzyw). Można także wkroić parówkę, żeby było bardziej odżywcze.

Za co najbardziej kochamy ratatouille?

1. Za bajkę o szczurku.
2. Za szybkość i prostotę.
3. Za to, że występuje w formie zapuszkowanej dzięki czemu można kupić większy zapas i zjadać stopniowo.



19 maja 2011

Pizza na cieście drożdżowym


Parę lat temu, kiedy zaczynałem prowadzić tego bloga :) podawałem przepis na szybką pizzę z wykorzystaniem gotowego ciasta z Lidla. Niestety od jakiegoś czasu ciasta już nie ma w sprzedaży nad czym ubolewam. Zakamuflowania opcja niemiecka wycofała. Nie oburzajmy się... jak się okazało w naszym kraju można bezkarnie używać sformułowania "zakamuflowana opcja niemiecka". Zresztą nie ma co się dziwić - w USA Stroskanowi za temperament grozi 25 lat więzienia a w Polsce za zamordowanie foki grożą 2 lata. Ale dosyć tej polityki.

Pizza na zdjęciu powyżej ma tę przewagę, że ciasto zostało przeze mnie zrobione. I sos również. Jeżeli pamiętacie, w tamtym sławetnym wpisie sprzed lat jako sosu użyłem pomidorów z puszki. Tym razem pomidory wraz z listkami świeżego rozmarynu, oregano, solą i pieprzem zmiksowałem blenderem i tak powstał sos. Warto zrobić go wcześniej, bo po zmiksowaniu jest bardzo rzadki, a po jakimś czasie gęstnieje. Ta pora roku jest ku temu niezła, bo jest w sklepach mnóstwo dobrych pomidorów. Najlepsze są te wyrwane wraz z kawałkiem krzaka.

Ciasto do pizzy robi się z wody, mąki, drożdży, oleju (a najlepiej oliwy) soli i cukru. Woda musi być lekko ciepła. Przepis znajdziecie wpisując w google "ciasto do pizzy". Najważniejsze "issues" to: mieć krzaczek świeżego rozmarynu ZAWSZE i mieć oliwę z oliwek.

Pizza z takiego ciasta charakteryzuje się tym, że ciasto jest puszyste i aromatyczne, a nie twarde i chrupiące.

BTW jak byłem we włochach, to najlepszą pizzę robił taki jeden turek.

11 maja 2011

,

Kurczak z pieczarkami w sosie sojowym z ryżem podany



Wiem... wiem! To niespodziewana i olśniewająca hojność! Czwarty wpis w ciągu tygodnia! Pomyślicie pewnie, że nie mam co robić albo coś w tym stylu. A w gruncie rzeczy powiem że mam. I to coraz więcej. Coraz mniej czasu na pichcenie, kręcenie filmów i pisanie o gotowaniu. W tym wpisie nie ma nawet wypasionej fotki ostatecznego wyglądu dania, bo zostanie ono nałożone i spożyte za kilka godzin. Skoro mniej czasu to dlaczego więcej wpisów ? Ostatnie 3 wpisy nie były stricte przepisami na konkretne dania, ale ten jest. To danie, które zrodziło się z braku czasu. Wykonuje się je bardzo prosto i bardzo szybko. Jest też bardzo smaczne.

Potrzebujemy:
  • Piersi kurczaka
  • Pieczarki
  • sos sojowy
  • ryż
  • Porządna, ostra, chińska przyprawa (we Wro do dodstania na Wita Stwosza)
  • Płyty Primusa "Antipop"


Na rozgrzany olej rzucamy pokrojone piersi kurczaka. Dobrze, żeby się ścięły, ale wiecie... to jest przepis na szybkie danie więc tak naprawdę szkoda czasu. Wrzucamy pieczarki i zalewamy to wszystko sosem sojowym. Jednak warto, aby mięso nie było surowe więc niech to sobie bulgocze parę minut.

W osobnym naczyniu typu "garnek" gotujemy wodę, wrzucamy ryż, przykrywamy i czekamy. Kurczaka przyprawiamy chińską ostrą. Generalnie będzie bardzo smaczne, słone, pieczarkowe i ostre. A ryż sprawi, że będzie bogate w wartości odżywcze i że się tym napchamy.

10 maja 2011

, ,

Grzanki - podstawa udanego śniadania



Z niepokojem stwierdziłem, że większość moich przepisów i "pomysłów na..." ;) to obiady. Zupełnie jakbyśmy nie jadali śniadań i kolacji. A przecież takie na przykład śniadanie to podstawa udanego dnia... a podstawą udanego śniadania są? Grzanki!

Grzanki to utostowany chleb. Jest chrupiący, aromatyczny i powstaje z czerstwego chleba, który zwykli śmiertelnicy wyrzucają, ale nie my! Nie... my robimy grzanki. A sposobów na uzyskanie grzanki z czerstwego chleba jest kilka: piekarnik, toster, drugi toster...

Grzanka z guacamole


Guacamole to w dużym skrócie pasta z awokado. Trzeba kupić awokado i poczekać aż zmięknie (jak kupimy miękkie nie mamy gwarancji, że nie jest zgniłe). Potem obieramy je, kroimy na kawałki, skrapiamy obficie sokiem z cytryny, dosypujemy soli, pieprzu, świeżych listków rozmarynu i miksujemy.

Do pasty dodajemy drobno posiekaną cebulkę i pokrojonego pomidora. Można zrobić wariant full mix, ale z elementami chrupiącymi wygląda schludniej. Smarujemy obficie na grzankę nie stosując masła - awokado samo w sobie jest tłuste, ale to te najlepsze z możliwych tłuszcze dlatego tak cenne jest na śniadanie. Na czczo najlepiej przyswaja się cenne substancje.

Grzanka pułapka


Zdjęcie na samej górze tekstu przedstawia grzankę pułapkę. Dlaczego? Ano dlatego, że możemy wmówić komuś, że to grzanka z rzodkiewką i nikt nie zorientuje się, że pod spodem mamy solidną porcję pasztetu wielkanocnego!

Ten rodzaj grzanki polecam właśnie panom, którzy jak ja obawiają się zatrucia warzywnego. Pamiętajcie - odrobina startej rzodkwii na wierzchu a pod spodem wszystko czego zapragniecie - baleron, boczek, smalec i inne smakołyki, które za dziesięć lat doprowadzą wasze arterie do zaczopowania.

A więc sporządźcie plany pogrzebowe i smacznego!

8 maja 2011

,

II Festiwal Dobrego Piwa 2011 - Wrocław Piwem Płynący

Tak, wiem... "Co? Jaki festiwal piwa?", "gdzie ?". Też jestem zbulwersowany słabą promocją tego wydarzenia. Codziennie do naszych skrzynek pocztowych i elektronicznych trafiają gigabajty spamu i reklam supermarketów z elektroniką użytkową, a gdy zdarza się coś tak ważnego jak festiwal piwa człowiek dowiaduje się po fakcie. Kto zajmował się marketingiem ????

Ok, uspokójmy emocje. Skoro to II edycja, to będzie i III więc na przyszły rok będziemy wiedzieli. Chociaż biorąc pod uwagę ile ludzi było i jak wielkie problemy komunikacyjne wystąpiły na trasie Wrocław-Leśnica, to za rok będzie tu prawdziwy Oktober Fest i trzeba będzie tam wynajmować nocleg i tak dalej... Przejdźmy zatem do meritum.

Najważniejsze były stoiska lokalnych browarów z Polski i Czech, stoiska z żarciem itp. Było nawet stoisko codopiwa.pl, ale mieli tam głównie suszone owoce morza. Jadłem kiedyś te rybki i moim zdaniem są słabe. Zdecydowanie za lepszą przekąskę do piwa uznaję suszoną skórę wieprzową, która bywa w Lidlu w tygodniu skandynawskim.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to najlepszy był moim zdaniem grillowany oscypek z żurawiną. Rewelacja. Kij z tym czy oscypek skrzypiał w zębach czy nie, czy był z mleka owczego, krowiego czy ptasiego. Oscypek grillowany jest sto razy lepszy niż surowy. Ma chrupiącą skórkę a w połączeniu z żurawiną stanowi idealną kombinację spływającą rozkosznie po języku.

Za numer dwa uznałbym pajdę chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym. To trochę klimat wrocławskiego Spiżu tylko ten chleb był pyszny i smalec też rewelacyjny. I ogórek... nie jakiś tam kupny ze słoika tylko najprawdziwszy, naturalny ogór kiszony.

Potrawą numer trzy, której skosztowałem była bułka z parówką. Nie hot-dog tylko bułka upieczona z parówką w środku. Bardzo znakomita rzecz do piwa, ale jeżeli miałbym wybierać, wybrałbym hot-doga ze sklepu z kraju, z którym współpracujemy od 50 lat ;) Stoisko z bułkami z parówką oferowało także precle pączkowe, które zachwyciły moją małżonkę (która zresztą skupiła się na stronie jedzeniowej imprezy).

Jeżeli chodzi o piwo, zacznę od mankamentu: nie wszyscy wystawcy oferowali małe piwa 0,2L. Wiadomo, że my - faceci - nie pijemy piw 0,2L, ale na logikę - jeżeli jest to festiwal, gdzie wystawia się kilkudziesięciu browarników, a każdy ma po kilka gatunków piwa, to jeżeli spróbuje się więcej to kupi się więcej do domu. A jeżeli spróbuje się mniej gatunków, ale w półlitrowych kuflach, to będziemy mieli problem z pęcherzem jadąc autobusem do Wrocławia właściwego. Ponadto grozi nam upicie.

Spróbowałem zatem 3 rodzajów ciemnego piwa. Jasne zupełnie sobie odpuściłem. Były to: czeski Kozel, Czarna Dziura (warzone specjalnie na festiwal) oraz dziesięcioprocentowy Bernard. Najwyżej z tych trzech oceniam Kozel, który w czechach dostępny jest w supermarketach (nawet w plastikowych butelczynach ;). Czarna Dziura była bardziej wytrawna i mocniej ekstraktywna. Miała zdecydowanie więcej goryczki. Bernard był również dobry, ale ponieważ zawierał dużo alkoholu miał lekką nutę słodyczy, która w moim mniemaniu stanowiła słabą stronę tego piwa.

Ogólnie rzecz biorąc impreza była przednia. Myślę, że kolejna edycja będzie jeszcze większa i być może organizatorzy pokuszą się o lepszą lokalizację (większą i bliższą centrum) oraz lepszą reklamę. Owszem - zainteresowanie było duże, ale mogło być większe.

A kto nie był ten trąba.

7 maja 2011

, , ,

Barszcz ukraiński

Barszcz ukraiński należy do dań, które określiłbym mianem "niewydumane", "proste" i "bezpretensjonalne". Jest to coś, co jadałem w dzieciństwie i jak nienawidzę zup, tak ta mi smakuje.

Aby przyrządzić barszcz ukraiński, niezbędne będą następujące przedmioty:
  • Buraki (takie surowe)
  • Ziemniaki (też surowe)
  • Fasola czerwona (dla wygodnickich z puszki... dla facetów też z puszki)
  • Śmietana
  • Rosół (dla facetów kostka rosołowa)
  • pieprz, sól, liść laurowy, zielenina


Wersja bardziej pracochłonna zakłada ugotowanie bulionu z marchewką, pietruszką i mięsem (np. żeberkiem od świni). Jednak łatwiej jest użyć kostkę rosołową.

I teraz tak: buraki należy ugotować w całości bez obierania. Można dzień wcześniej. Nie mogą być obrane, bo cały zabarw upłynie. Ugotowane buraki obieramy i siekamy na bardzo drobne kawałki. Ale jak to mówią - można słuchać Slipknota cicho, ale po co ? Wrzucamy wszystko do malaksera i jest miazga.

Do gara wrzucamy pokrojone, surowe ziemniaki, kostkę rosołową, wodę, listek laurowy oraz ziele angielskie. Moja żona podpowiada, że można też wrzucić marchewkę, ale my tego nie zrobiliśmy, żeby nie dostać szoku warzywnego :) Kiedy ziemniaki będą miękkie wrzucamy te zmielone buraki i fasolkę z puszki (jeśli będzie surowa, to przesrane... kupcie w puszcze).

Na koniec należy wszystko doprawić solą i pieprzem i zabielamy śmietaną. Ale żeby nie porobiły się kluchy śmietanę trzeba hartować w kubeczku dolewając odrobinę gorącej zupy i mieszając energicznie. Dopiero potem wlewamy śmietanę do zupy. Nie dostanie szoku termicznego i nie powstanie obrzydliwy ser.

W moim rodzinnym domu robiono jeszcze inny motyw. Ziemniaki nie były w barszczu tylko ugotowane osobno i polane tłuszczem z przysmażoną cebulką. Brało się na łyżkę tych ziemniaków z cebulką i podtapiało w barszczu jak zaknedlowanego dłużnika. To było bardzo pyszne. Ale bardziej czasochłonne.

1 maja 2011

Intryga w Zdroju


- Lubię jeździć na południe - powiedziałem mojej żonie.
Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Zmierzaliśmy ku nieuchronnym ramionom przeznaczenia nie przeczuwając nawet na jak krętą drogę poprowadzi nas los...

***


Droga E67. Południe Polski. Mała, uzdrowiskowa miejscowość, pogrążona w swoich codziennych sprawach. Na parkingu wita nas starszy mężczyzna.
- Japończyk ? - Zapytał.
Zdezorientowani i zaskoczeni nie odpowiadamy.
- Teraz same węgry jeżdżą.
W mojej głowie zaczyna świtać. Chodzi mu o nasz samochód.
- Mój to japończyk. Ma podgrzewane fotele i przyciski opuszczania szyb na drzwiach - kontynuuje stary.
- Nasz był składany na Węgrzech - odpowiadam.
Nie podoba mi się. Coś knuje. Później dowiadujemy się, że jest malarzem. Nigdy nie ufałem malarzom, a ten wyglądał szczególnie podejrzanie.

***


Obudził mnie dźwięk starych okiennic kołyszących się na wietrze. Chłodny poranek dostał się do naszego pokoju i zbudził mnie jak zwykle o 6:00. Nie budząc żony, wypiłem kubek podłej kawy, którą zalałem wrzątkiem. W tym miejscu nie było takich luksusów jak ekspres. Wyjrzałem na korytarz. Wszystko wskazywało na to, że mieszkaliśmy z podejrzanym malarzem drzwi w drzwi.

***


Na śniadanie zjedliśmy kanapki z mielonką. Napisali, że to szynka delikatesowa, ale miała konsystencję galaretki. Z łatwością rozsmarowała się na chlebie i smakowała podobnie jak wyglądała.
- Co myślisz o tym człowieku ? - Zapytała żona.
- Sam nie wiem - myślałem głośno - jest w nim coś niepokojącego. Podobnie jak w tej mielonce...

***


Obiad postanowiliśmy zjeść w "smażalni". Była to metalowa buda stojąca od lat przy szosie E67. Poszliśmy tam na piechotę drogą prowadzącą przez pola rzepaku. Zaglądali tam tylko tubylcy, kierowcy ciężarówek i podejrzane typy zmierzające ku południowej granicy.

Zamówiliśmy smażone pstrągi. Mając w pamięci moje niedawne doświadczenia z patroszeniem tych ryb, chciałem zobaczyć jak robi się to w tych stronach. Pstrąg był usmażony w panierce. Był pozbawiony oczu i wnętrzności. W środku wypełniony był masłem czosnkowym i ziołami. Podano do tego także kawałek cytryny. I frytki.

- To cholernie dobry pstrąg - pomyślałem.

Ech... gdybym tak umiał tak usmażyć pstrąga...


C.D.N.

26 kwietnia 2011

, , ,

I`m dreaming of a white kiełba



Pozostając w świątecznym nastroju... tak, tak... zdaję sobie sprawę, że ciężko napisać przepis na grillowaną kiełbasę. To po prostu taki świąteczny post. Tradycyjna, wielkanocna, grillowana kiełbasa... ot co.

Jest to jedna z najłatwiejszych rzeczy. Łatwiejsza niż zagotowanie wody. Chyba, że ktoś ma problem z rozpaleniem brykietu, ale ostatnio Bear Grylls wydał poradnik przetrwania, tam jest wszystko. Tak więc rozpalamy brykiet. On w zasadzie ma się nie tyle palić, co żarzyć. Panuje zasada - nic na pośpiech. Niech on się tam spokojnie wyżarza, a kiełbę można położyć na ruszt, bo kapiący tłuszcz wesprze ten proces.

Pamiętać należy jedynie o przewracaniu jej z boku na bok. Białej nie trzeba jakoś nawet specjalnie nacinać. Raczej przekłuwamy szpikulcem lekko skórkę. Do tego wyśmienicie smakuje grillowany chleb, a jeszcze lepiej grillowany chleb natarty czosnkiem. No i piwo oczywiście. Chyba, że jesteście samochodem. Nie wolno prowadzić po pijaku.