28 kwietnia 2012

Sushi z wędzonym łososiem

Mówi się, że jeśli nie widzisz wody, z której wyłowiono rybę - nie jedz jej. Jeżeli mielibyśmy się tego trzymać, powinniśmy jeść ryby z Odry. Jedno jest pewne - nie odważę się jeść sushi z surową rybą w Polsce. Nie ma praktycznie ŻADNEJ możliwości, ani jednego procenta szans, że po zjedzeniu surowej ryby nie dostanę pasożytów mózgu i nie umrę! Don`t even try! Jedyne rozsądne sushi robi się z wędzonego łososia, a Bear Grylls pewnie zjada więcej prochów na odrobaczanie niż czempionka wystaw kotów rasowych Pusia Pampusia. Widziałem na discovery tak kasus, że gościa bolała głowa, otworzyli mu ją a z wnętrza wypełzł żywy, pełzający splot robali, które wyżerały mu mózg... 

Tym oto barwnym i sympatycznym wstępem zaczynamy przygodę z sushi. 

Niezbędne elementa układanki:
  • łosoś wędzony
  • suszone glony (nori)
  • ryż do sushi (specjalny!)
  • ocet ryżowy
  • awokado
  • ogórek
  • serek mascarpone
  • sos sojowy
  • chrzan wasabi
  • imbir marynowany

Słuchajcie uważnie. Sprawy mają się tak:
Najpierw należy ugotować ryż. Specjalny ryż do sushi charakteryzuje się tym, że po ugotowaniu bardzo się lepi. Po ugotowaniu i ostudzeniu dajemy do niego 3 łyżki octu ryżowego. Ni mniej ni więcej - trzy.

Przygotowanie sushi


Na macie bambusowej (tak... konieczna jest mata bambusowa) rozkładamy nori czyli suszone glony z rodziny krasnorostów. Na te glony walimy solidną łychę ryżu i rozprowadzamy go po znacznej części powierzchni. Sprawę ułatwia moczenie rąk w miseczce z wodą (ryż jest bardzo kleisty). Na ryż dajemy serek mascarpone, a na to kolejno pokrojone w paseczki: łososia, awokado i ogórek. Jeszcze tylko wasabi i można zwijać.

Zwijanie jest szalenie trudne i skomplikowane. Ogólnie w sushi oprócz walorów smakowych liczą się walory estetyczne. Jak zwiniecie kiepsko to lepiej popełnijcie seppuku miast serwować takie sushi krewnym i znajomym. By zmyć hańbę!

Umiejętne zwinięcie to nie wszystko. Teraz należy pociąć. Bez ostrego jak brzytwa noża nie podchodź (chociaż zakładam, że masz taki nóż na wypadek seppuku). Tępym nożem można co najwyżej czosnek rozgniatać. Bez ostrego noża sushi się nie uda i skończy się na seppuku.


Podawanie sushi

Aby uniknąć kolejnych sposobności zmuszających do zakończenia żywota, pamiętać należy o następujących rzeczach:

1) Pałeczki - są one niezbędne, ale lepiej jeść paluchami niż sprowokować ujmę na honorze swoich przyjaciół, co jak wiadomo prowadzi do śmierci poprzez seppuku.

2) Sos sojowy i wasabi - to nieodzowne dodatki. Każdy biesiadnik powinien mieć przy swojej deseczce (chyba nie zamierzaliście powodować ujmy na honorze podając sushi na talerzu?) miseczkę z sosem sojowym, do którego wciska się wasabi. Całość miesza się do uzyskania jednolitego sosu, w którym macza się sushi.

3) Imbir marynowany - każdy biesiadnik powinien mieć także drugą miseczkę - z imbirem marynowanym. Imbir marynowany przegryza się po każdym kawałku sushi, aby odświeżyć smak. Zapomnieć o imbirze marynowanym to jak użyć obelgi wobec czyjejś matki.

A zatem każdy biesiadnik powinien mieć deseczkę oraz dwa pojemniczki: z sosem sojowym i imbirem. Powinien mieć pałeczki, ale i widelec, gdyby nie był w stanie zapanować nad swoimi odruchami. Szacunek dla tradycji jest niezwykle istotny, a kpienie z niego kończy się zazwyczaj ujmą na honorze i seppuku.

Stosowanie łososia wędzonego ocali Was przed pasożytami mózgu i niechybną śmiercią.

Smacznego!



26 kwietnia 2012

,

Makaron sojowy

Ostatnio robię kwas chlebowy. Wiecie - ten pyszny napój podobny do coli, tylko bardzo zdrowy i taki etniczny, tradycyjny, robią go na Litwie. W związku z powyższym naszedł mnie pomysł na nową etykietę dla przepisów: "jak do tego doszło", "tragedia" lub "do not try this at home". Do kwasu chlebowego wrócim za 2-3 dni (jak przeżyjem). Tymczasem...

Makaron sojowy

Zapewne potraficie dodać dwa do dwóch i skoro zacząłem od przypowieści o tym jak niebezpieczne i szkodliwe potrafią być eksperymenty powodowane lekkomyślnością oraz ignorancją, to teraz zacznie się prawdziwy horror...  tak, wiem - spodziewacie się wymiocin i potraw o aromacie dworcowej toalety (jadłem takie w jednej chińskiej knajpie we Wrocławiu... nazwy nie podam). Ale nie uprzedzajmy faktów.

Składniki:
  • makaron sojowy
  • imbir
  • bambus
  • sos sojowy
  • sos rybny
  • ostra przyprawa
  • czosnek

Na dźwięk tych składników z pewnością włos się Wam jeży na plecach! O ile czosnek i ostra przyprawa to dość normalna sprawa to... sos rybny - ekstrakt z sardeli, czyli anchois! Jedliście kiedyś sardele? Można się porzygać od samego wąchania. Cuchną jak ekstrakt z ryb i owoców morza. A ekstrakt z sardeli troli jak podłoga wc w portowym klopie w XIX w., mega wygar! NA BOGA!

Makaron sojowy wydaje się być tylko z pozoru normalnym. Nie jest to bowiem makaron ani nie jest zrobiony z soi. Są to twarde, niemożliwe do przecięcia, przekrojenia czy przełamania włókna wykonane z fasoli mung. Podkreślę słowa "wykonane" i "włókna", aby wzbudzić w Was skojarzenia takie jak "włókno szklane", "laminat", "jacht", "przemysł metalurgiczny", "stalowy drut" oraz "wiertła". Makaronu tego nijak nie da się przeciąć narzędziami wytworzonymi przez ludzką technologię. Można go jedynie rwać i szarpać jak zwierzę rozszarpując sobie skórę jak na drucie kolczastym... jedyne, co może nam pomóc to grube, kewlarowe rękawice oraz maska, bo podejrzewam, że podobnie jak w przypadku szlifowania włókna szklanego, powietrze wokół nas przesycone jest mikroskopijnymi drobinkami fasoli, które wchłaniane przez drogi oddechowe tną nasz organizm od wewnątrz wywołując groźne krwotoki i prowadząc do ciężkich chorób i śmierci...

Co dziwne - wystarczy zalać go wrzątkiem a momentalnie zmienia się w kleisty, obrzydliwy glut.

I kiedy wreszcie uporamy się z tym całym bajzlem, z tymi odpadami przemysłowymi, cuchnącymi substancjami i cieczami niewiadomego pochodzenia (sos rybny ponoć powstaje latami w beczkach leżakujących pod gołym niebem... szczają do niego lisy i rzygają szczury), po przełamaniu wszelakich barier dobrego smaku oraz własnych psychicznych oporów przed skrajnym obrzydzeniem i kiedy usmażymy to, wymieszamy wszystkie ingrediencje okazuje się...

... że w sumie to nawet jest zjadliwe. Naprawdę. Całkiem niezłe.


18 kwietnia 2012

Mojito

Przepisów na "naprawdę dobre mojito" jest setki.  Mój przepis jest o tyle dobry, że jest mój i przyrządzone według niego mojito smakuje mi. Byłoby niezwykłym, gdybym mógł zaserwować moje mojito Hemingway`owi i gdyby on powiedział, że mu smakuje, ale nie da rady...

Potrzebne są:
  • biały rum bacardi
  • cukier trzcinowy
  • mięta
  • limonka
  • lód
  • woda
Ja robię to tak:
Do szklanki ok. 200 ml wsypuję ok. 1,5 łyżeczki cukru trzcinowego i zalewam go odrobiną wrzątku (w zimnej słabo się rozpuszcza) nucąc "Chan Chan" z repertuaru Buena Vista Social Club. Tego wrzątku to tak niewiele, żeby tylko się cukier rozpuścił. A on twardy jest, nie buraczany.

Do tego wrzucam liście mięty. Na zdjęciu nie widać, ale dość sporo. Tak, powiedzmy garść. Wkrajam lub wciskam limonkę. Starą limonkę lepiej wcisnąć, chociaż w sumie to może bez różnicy. Chojnie tak tej limonki.

Następnie wrzucam lodu tak gdzieś do ok. 1/2 szklanki i zalewam resztę rumem (chojnie). Całość należy dobrze przemieszać, usiąść wygodnie na kanapie, podłożyć pod nogi podnóżek, pod plecy poduszkę i sączyć powoli. Można umilić sobie jakimś zacnym filmem albo muzyczką.

Drink zapewnia dobry sen.


15 kwietnia 2012

,

Chleb litewski na zakwasie

Zgodnie z nazwą, chleb litewski jest tradycyjnym rodzajem wypieku na Litwie. Charakteryzuje się tym, że jest ciemny i ma kminek. Uchodzi za jeden z trudniejszych do uzyskania (ma kminek!). Przez chwilę brzmiało to trochę jak wyzwanie więc od kilku godzin opychamy się chlebem z powidłami śliwkowymi...

Potrzeba:
  • zakwas pszenno-żytni
  • mieszanka "chleb litewski" z chlebpolski.pl 
  • ciepła woda
  • cierpliwość

Jeżeli chodzi o zakwas pszenno-żytni, o jego przygotowaniu pisałem w poprzednim poście. Jako ciekawostkę dodam, że jedziemy na tym samym zakwasie od początku kwietnia w zasadzie, bo ten zakwas działa jak chiński rosół - zostawia się trochę i z tego robi się kolejną porcję (można uśpić lub podkarmiać dalej... my podkarmiamy no bo w końcu co tydzień się ten chlebek robi).

Mieszanka "chleb litewski" od Mistrza Andrzeja (jak głosi story na opakowaniu) to owszem - produkt gotowy i pójście na łatwiznę, ale użyję mojej ulubionej ostatnio wymówki na wszystko - mamy małe dziecko :) A tak na serio - pójściem na łatwiznę jest dodanie drożdży i wody albo kupienie świeżych bułeczek w piekarni. To jest walka o ciasto! O każdy cal jego pulchności. I o temperaturę. 

Mieszanka zawiera mąkę pszenną typ 750, mąkę żytnią typ 2000 oraz słód jęczmienny barwiący, kminek, kwas cytrynowy, cukier i sól. Nie podano proporcji wymieszania obu mąk, ale całość wydaje się dość ciężka i nie urosła nam zbyt spektakularnie. Tu już trzeba grać proporcjami. Ja bym się nawet pokusił o dodatek drobnej mąki pszennej, marketowej, dzięki której całość byłaby nieco lżejsza, lub dodanie odrobiny drożdży (mamy małe dziecko). 

Ostatecznie chleb wyrośnięty czy nie, i tak jest pyszny. Nie jest też tak, że żaden z trzech chlebów na zakwasie nam nie wyrósł. Drugi wyrósł, ale akurat nie zrobiłem zdjęcia. Tamten to wyrósł...  część się wylała i spaliła na blasze. To akurat było na święta i rodzina nam zeżarła, ale wyrósł jak cholera! 

1 kwietnia 2012

, , ,

Sztuka przetrwania dla młodych ojców #6: Chleb na zakwasie pszenno żytni

Kilka miesięcy temu pisałem o wypieku chleba cebulowego z gotowej mieszanki "wszystko w jednym". Oczywiście bardzo fajnie upiec sobie samemu chleb z gotowej mieszanki, bo jest to bardzo proste i trwa ok. 2 godzin, ale jeszcze lepiej jest upiec chleb samemu od poziomu mąki.

Z ekonomicznego punktu widzenia zrobienie własnego chleba jest droższe niż zakup gotowego produktu, chyba że zaopatrzymy się w mąkę bezpośrednio w młynie (mówiąc bezpośrednio, mam na myśli młyn w odległości 10-500 m od miejsca zamieszkania), gdzie cena kilograma dobrej jakościowo mąki razowej to ok. 2-3 zł.

Do upieczenia chleba potrzebne jest:
  • mąka żytnia pełnoziarnista przemiał 2000
  • mąka pszenno-żytnia przemiał 500-700 
  • woda
  • dużo czasu

Mówiąc "dużo czasu" mam na myśli ok. tydzień, ponieważ tyle mniej więcej potrzeba na przygotowanie zakwasu.

Bierzemy zatem słoik, wsypujemy 100 gram mąki żytniej pełnoziarnistej przemiał 2000 (gruba, z kawałkami kłosów, kamieni, krów i ciągników) i dolewamy do tego odrobinę ciepłej wody niechlorowanej (można przegotować np. źródlaną i ostudzić do temperatury pozwalającej na bardzo swobodne mieszanie palcem). Wody dajemy tyle, aby konsystencja przypominała ciasto na placki ziemniaczane.

Słoik stawiamy w ciepłym miejscu (25 stopni C) i nie zakręcamy, tylko przykrywamy ściereczką (najlepiej w miarę czystą). Mieszamy co 12 godzin, a co 24 dodajemy 2 łychy mąki i nieco wody (zachowując konsystencję). 

Podobno wytworzenie zakwasu to część najtrudniejsza, bo wszelkie odstępstwa od normy koloru czy zapachu dyskwalifikują... tę substancję. A po czym mamy poznać, że kolor i zapach są właściwe skoro zakwas śmierdzi i wygląda jak wymiociny ? Jest taki stary wiejski sposób, że przykłada się kota do słoika. Jak się wyrywa i ucieka, to znaczy że zakwas się zepsuł. Jak się wyrywa i ucieka bardziej spokojnie, to znaczy że zakwas jest dobry.

Po mniej więcej tygodniu wlewamy ok. pół litra zakwasu do miski, dosypujemy 500 g mąki pszenno-żytniej o mniejszym przemiale i dolewamy ciepłej wody. Konsystencja ciasta powinna być taka, że się je miesza łyżką a nie ugniata. Zauważcie, że chleby razowe zawsze są z formy, a pszenne są lepione w kształt bochna. Pieczywo żytnie potrzebuje więcej wody więc ciasto nie trzyma formy i trzeba je piec w foremce. Dodajemy także sól.

Ciasto wlewamy do formy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na jakieś 6 godzin. Rośnie ono znacznie wolniej niż na drożdżach i nieco mniej (nasz chleb na zdjęciu miał mąkę pszenno-żytnią także z grubego przemiału więc był ciężki i urósł nieco za mało (co nie znaczy że wcale)).

Pieczenie również nie jest sprawą prostą. Należy nagrzać piekarnik do 220 stopni, następnie wstawić chleb i piec go w tej temperaturze ok. 20 minut. Później zmniejszyć do 200 stopni i piec jeszcze 20-30 minut smarując od czasu do czasu skórkę wodą za pomocą pędzelka silikonowego (bez tego skórka może zrobić się piekielnie twarda). Po tym czasie chleb można wyjąć z formy i wstawić jeszcze na trochę bezpośrednio na blachę.

Chleba świeżego nie należy kroić ponieważ póki jest gorący, ma konsystencję lekko błotnistą i będzie bardzo brudził nóż. Chociaż po co ja to piszę... jak poczujecie jego zapach i tak zjecie pół od razu z samym masłem :)

Pozostałą część zakwasu można "uśpić" lub dokarmiać dalej, na kolejną porcję chleba.



Chleba nie upieklibyśy gdyby nie strona http://www.chleb.info.pl/ - mega kopalnia wiedzy! Zachęcam do zapoznania się przed rozpoczęciem wyrobu własnego.