31 marca 2012

Jaką kawę pijesz najczęściej - omówienie ankiety

Kilka postów temu porównywałem kawę kupioną w Polsce, z taką samą kawą kupioną we Włoszech. Przy tej okazji wrzuciłem też ankietę dotyczącą najczęściej pitej kawy. Ankieta "wisiała" na blogu przez dwa tygodnie i dziś właśnie zakończyła się.

Przypomnijmy - pytanie brzmiało "jaką kawę pijesz najczęściej?". Możliwe odpowiedzi to: czarną, czarną z cukrem, z mlekiem i cukrem oraz dziewczęcą latte :) W ankiecie wzięło udział 16 respondentów (w tym ja).

Jaką kawę pije polskie społeczeństwo ? 


Wyniki są dość zaskakujące: NIKT nie pije kawy z samym cukrem. Albo pijemy czarną albo z mlekiem i cukrem lub latte. Nikt natomiast nie pije czarnej z cukrem.

43,75 % społeczeństwa polskiego pije kawę czarną bez żadnych dodatków. To BARDZO zaskakujący wynik. Z pewnością częściowo zadecydował tu czynnik ekonomiczny - cukier w Polsce jest produktem luksusowym. Częściowo jest to także kwestia smaku - kawa bez żadnych dodatków, w swej naturalnej formie, pozwala poczuć jej prawdziwy smak.

W opozycji do naturalnego, prawdziwego smaku kawy oraz rozsądku w wydawaniu pieniędzy stoi część "mleczarska" - nazwijmy ich "trzy w jednym".  25 % pije kawę (zapewne rozpuszczalną) z mlekiem i cukrem (mając za nic groźby powstania w jelitach kamieni kałowych), a nieco więcej bo 31,25% to burżuazja posiadająca wielkie ekspresy do kawy z programem latte (bądź pracujący w office`ach wyposażonych w taki ekspres).

Moje badania pokazują jednoznacznie, że większa część polskiego społeczeństwa ceni sobie dobrą kawę i jej prawdziwy, naturalny smak.




25 marca 2012

, , , , , , ,

Krewetki tygrysie na modłę orientalną

Przyrządzić na modłę orientalną można bardzo wiele rzeczy w bardzo prosty sposób. Krewetki jest przyrządzić na modłę orientalną szczególnie łatwo ponieważ są one niezwykle popularne właśnie w kuchniach orientalnych. Zasugerowawszy się książką niejakiej Ching-He Huang stwierdziłem, że łamanie zasad i improwizowanie jest dużo ciekawsze niż tradycja i kanon. Poza tym można w ten sposób świetnie wytłumaczyć lenistwo i niedbalstwo...

Potrzebne będą:
  • krewetki tygrysie
  • oliwa z oliwek
  • czosnek
  • imbir w proszku 
  • sos sojowy
  • cytryna
Gdybyśmy chcieli zrobić to zgodnie z tradycją, należałoby zastosować olej sezamowy i imbir świeżo starty, a całość usmażyć w tysiącletnim, żeliwnym woku przy akompaniamencie wygrywanym na pinyin przez jednookiego, brodatego wędrowca o tajemniczej historii zahaczającej o klasztor Shaolin.

My natomiast mamy telefony komórkowe, laptopy, szczoteczki do zębów i papier toaletowy więc śmiało możemy skorzystać z kuchenki elektrycznej, patelni z teflonem, oliwy z oliwek oraz imbiru w proszku.

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy drobno pokrojony czosnek i wsypujemy imbir. Tak właśnie się robi w kuchniach wschodu - wsypuje się najpierw przyprawy, żeby uwolnić ich aromat. Żeby nie przypalić czosnku, po jakimś czasie wlewamy sosu sojowego, co powinno utworzyć nam taki wrzący, lekko śmierdzący sosik.

Do tego wrzucamy krewetki tygrysie podgotowane niemrożone (można takie kupić). Dzięki temu, że są niemrożone i podgotowane, wystarczy trochę zamieszać, żeby się podgrzały i oblepiły sosem i w zasadzie można wcinać. Na talerzu jeszcze skrapiamy obficie sokiem z cytryny lub limonki.

I teraz najważniejsze - zapytacie pewnie po co to wszystko, skoro krewetki i tak mają pancerzyk, który trzeba zdjąć. No to już tłumaczę - należy jeść paluchami i owszem - zdzieramy pancerzyk, ale ostro-słony smak zostaje nam na palcach więc jemy krewetkę jednocześnie zgarniając smak z palców (Zaleca się przed jedzeniem dokładne umycie rąk - zwłaszcza po skorzystaniu z toalety).

Krewetki tygrysie są dużo większe niż zwykłe i smakują ogólnie rzecz biorąc lepiej. Kiedyś kupiliśmy takie małe, mrożone i podczas gotowania uwalniał się smród jak z pawilonu krokodyli w zoo :) Ciężko o dobre krewetki.





22 marca 2012

, ,

Pstrąg tęczowy smażony

Pstrąg tęczowy różni się od zwyczajnego pstrąga źródlanego rozmiarem oraz kolorem i strukturą mięsa. Przypomina bardziej łososia niż pstrąga serwowanego nam w górskich smażalniach z frytkami i piwem. Określiłbym go jako "rybę z nieco wyższej półki niż paluszki rybne, raczej bardzo smaczną". Ciekawostki historycznej tym razem nie będzie. Dodam tylko, że pierwotnie ryba występowała w USA, aby później rozpanoszyć się po całym świecie (do Polski trafiła w XIX w.).

Do przyrządzenia pstrąga tęczowego z patelni potrzebne będą:
  • pstrąg tęczowy w dzwonkach
  • oliwa z oliwek
  • przyprawy
  • mąka
  • patelnia
  • cytryna

Dzwonka obsypujemy przyprawami wedle uznania. No i tutaj zasugerować mogę sól, rozmaryn, mieszankę przypraw do ryb itp. Następnie obsypujemy mąką aby ta po usmażeniu ustanowiła przepyszną chrupiącą panierkę (tak zawsze piszą na blogach kulinarnych... "przepyszną, chrupiącą panierkę", a wychodzi nam rozmokły, sypiący się w rękach flak z bułki tartej albo mąki, który przy pierwszej próbie ukrojenia odpada od ryby/mięsa...  to jak porównać burgera prawdziwego z burgerem na reklamie).

Rybę wrzucamy na dobrze rozgrzaną oliwę i obsmażamy dobrze z każdej strony, a potem jeszcze trochę, żeby mięso się ścięło. Na koniec można wrzucić jeszcze pokrojony czosnek i jeszcze trochę posmażyć (krążą opinie, że czosnek smażony zbyt długo robi się gorzki... sprawdzę to przy najbliższej okazji).

Całość podajemy skropione sokiem z cytryny, podobnie jak większość rzeczy wyłowionych z wody. Można spożywać z kotem.


17 marca 2012

,

Lavazza vs. lavazza - kawa kupiona w Polsce i Italii

Ostatnio przeczytałem, że nasz naród jest bardzo wymagający względem kawy. A ściśle rzecz biorąc jesteśmy bardziej wymagający niż Włosi, Francuzi i Austriacy razem wzięci. A to dlatego, że u nas w kawiarence kawa w stosunku do średnich zarobków jest koszmarnie droga a w wyżej wymienionych krajach dużo tańsza. Włosi czy Austriacy piją kilka kaw dziennie i to zazwyczaj poza domem. Kawa serwowana w polskich kawiarniach ma zatem najwyższą jakość.

Tak przynajmniej tłumaczą właściciele kawiarni. 

Powszechnie znana opinia mówi coś zupełnie innego. Podobno ta sama kawa kupiona w Polsce jest gorsza od kupionej np. we Włoszech ponieważ na nasz rynek trafiają gorsze gatunki, odpady i inne zamieciny po tym, co szło na zachód :), do krajów, gdzie kawa ma dużo większe znaczenie kulturowe (Włochy, Austria).

Również wszyscy, którzy wrócili właśnie z Włoch opowiadają jaką tam mają pyszną kawę. Chociaż osobiście zwalam to na karb "magii okoliczności". Sam zachwycałem się smakiem grappy sączonej na balkonie z widokiem na przełęcz San Pellegrino po całym dniu górskiego marszu. Ta sama grappa po powrocie do domu okazała się być dość podła.

A zatem - albo ktoś szerzy złośliwe plotki, albo właściciele kawiarni zaopatrują się tylko i wyłącznie za granicą, co tłumaczyłoby koszmarne ceny kawy w kawiarniach. Jak jest naprawdę ? Postanowiłem sprawdzić to porównując kawę Lavazza zakupioną u nas oraz w słonecznej Italii.

Czy jesteśmy narodem barbarzyńców niepotrafiących odróżnić kawy od zamiecionych resztek kawy z kurzem ?

Do przeprowadzenia testu przygotowałem w miarę podobne warunki, nasypałem zbliżoną ilość kawy, ubiłem z podobną siłą i nalałem podobną ilość. Na zdjęciu na samej górze widać, że w obu nie utworzyła się zbyt duża crema ponieważ nalałem pojedyncze espresso, a mój ekspres robi zadowalającą cremę dopiero przy podwójnym. 

Od razu mówię, że nie uważam się za wielkiego znawcę i konesera, ale nie hańbię się piciem dziewczęcej latte. Nie dodaję nawet mleka i cukru (od których - jak powszechnie wiadomo - tworzą się w jelitach kamienie kałowe). Kawa ma być czarna i gorzka - choć Włosi na przykład słodzą i to dużo.

A teraz wnioski:

Obie kawy smakowały bardzo podobnie tzn. miały podobną moc, kwaskowość i gorycz.

Minimalnie włoska była bardziej aromatyczna, ale była świeżo otwarta w przeciwieństwie do tej kupionej w Polsce. Zaznaczę jednak, że staram się przechowywać kawę w warunkach pozwalających zachować aromat (metalowa puszka).

Na mój gust - owszem, włoska smakowała nieco lepiej, ale nieznacznie. Nie na tyle, aby opłacało się specjalnie ją tam kupować i przywozić (choć chyba jest tam nieco tańsza). Myślę, że Lavazza kupiona w Polsce, w ziarnach, zmielona przed przyrządzeniem, to bardzo dobra kawa.

Wynikiem jest zatem remis 1:1.

Jedyny sposób, aby kawa smakowała lepiej to zamieszkać w Italii i wieść dolce vita. Tam nikt nie nazwie alkoholikiem emeryta, który przychodzi o 9:00 do kawiarenki żeby wypić na śniadanie kieliszek wina i podszczypać w tyłek kelnerkę.Tam kawa na pewno smakuje lepiej niż pita z niemytego tygodniami kubka przy komputerze, w klimatyzowanym open space ze szczelnie pozamykanymi oknami.  Magia okoliczności...

14 marca 2012

, , , , ,

Krem z brokułów

Wedle wikipedii brokuł, czyli Brassica oleracea, pochodzi z Cypru. Uprawiany był już w starożytnej Grecji i Rzymie, co czyni zeń roślinę niezwykle szlachetną, czcigodną i tradycyjną jak łaźnie, wino, gaje oliwne, walki gladiatorów oraz krzyżowanie. Napisane jest także, że znany jest tylko z uprawy i nie występuje w naturze... ciekawe zatem skąd wziął się pierwszy brokuł? PRA-BROKUŁ!

Tym krótkim, acz sympatycznym i porażającym erudycją wstępem, chciałbym zaprezentować krem z brokułów (OLE!). Krem z brokułów, to zupa z brokułów, tylko że nazywa się krem. Brzmi to apetyczniej. Ktoś pyta "co na obiad?" a Ty odpowiadasz - "krem z brokułów" i od razu jakoś tak sympatyczniej i czcigodniej... chciałoby się założyć tunikę, zjeść winogrono i odbyć orgię.

Do przyrządzenia kremu z brokułów potrzebujemy tak naprawdę trzech rzeczy:
  • woda
  • brokuł
  • przyprawy
(w podanej kolejności)

Brokuł(y) oczyszczamy ze zbędnych liści, jeśli trzeba - kroimy, wrzucamy do gara i zalewamy wodą w taki sposób, aby nie były całkowicie przykryte. Dzięki temu część ugotuje się na parze i zachowa resztki cennych soli mineralnych i witamin, a my będziemy silni jak Spartakus.

Brokuł(y) gotuje się do momentu, aż staną się miękkie, a następnie miksujemy blenderem na krem (stąd nazwa). Wszystko, co należy zrobić, aby danie było gotowe, to przyprawić wedle gustu - sól, pieprz, jakieś zioła, może coś ostrzejszego. Można także dodać kwaśną śmietanę lub ser żółty. Jeżeli ma być bardziej na rzymsko, to może kmin rzymski ;) a jeśli na grecko to feta.

Bon Jovi! (łac. Na dobrego Jowisza!)



9 marca 2012

, , , , , , ,

Sałatka włoska


Będąc na świeżo po lekturze "Jak dobrze wyglądać po czterdziestce" Krzysztofa Ibisza...  :) No dobra, zacznijmy jeszcze raz. Choć faktycznie przeczytałem tę książkę, ale dosyć kompromitujących faktów. Wiadomo, że czasem trzeba sięgnąć po różne drastyczne środki jak dieta, żeby zrzucić parę kilo. Zwłaszcza kiedy ważąc się zaczynamy nabierać wątpliwości czy aby waga się nie zepsuła. Albo kiedy po dwóch miesiącach zaczynamy być niemal pewni, że jednak nie... 

Potrzebne będą:
  • Sałata (może być rukola)
  • Pomidory
  • Mozzarella
  • Oliwki
  • Oliwa z oliwek
I to niestety wszystko.

Kroimy to sobie wedle gustu i polewamy oliwą. 

Istotne jest, aby składniki były w miarę dobrej jakości. No bo skoro już jemy byle co, to niech to przynajmniej będzie dobrej jakości, prawda? 

Oliwy sobie nie żałować. Raz, że dobrej jakości oliwa jest pyszna (choć gorzka), a dwa - tłuszcz roślinny spożywany na zimno (nie smażony) jest bardzo zdrowy, a jeżeli spożywamy go z warzywami to mamy dodatkowy bonus, bo w tłuszczach rozpuszczają się witaminy. A zatem można przyjąć iż jest to bardzo wartościowy posiłek, choć wydaje się, że to takie nic. 

Celowo w liście składników pominąłem sól. Krzysztof nie spożywa soli więc i ja postanowiłem ograniczyć :) Sól zatrzymuje wodę i mogą być takie różne... osmozy.