27 czerwca 2014

, ,

Shepherd Neame - Bishops Fingers


Nie mogę znaleźć scyzoryka. Aaaa... otworzę łyżeczką, co się będę bawił. Otwieram i z butelki wydostaje się mocny aromat. Podoba mi się, że butelka jest niska i pękata. Zupełnie jak biskup. Trzymając ją w dłoni ma się wrażenie, że trzyma się coś znacznie bardziej nobliwego niźli tylko piwo. Chyba jest bardziej nobliwe niż inne piwa, bo podobno browar, z którego pochodzi jest najstarszym w Anglii, istniejącym do dziś (Shepeherd Neame, 1698).

Nalewam do niewielkiej, przeźroczystej szklaneczki, z której ostatnio pijam piwo. Ma niezwykły kolor, który budzi skojarzenia raczej z whisky.


Muszę powiedzieć, że nawet lubię anglików. Wielu ludzi ich nie lubi. Przeszkadza im ich śmieszna mowa albo to, że byli kolonialistami. Albo wojna o Falklandy.

Ale Brytyjczycy dali nam też dużo dobrego: Monty Pythona, Top Gear, Jamesa Bonda, Sherlocka Holmesa, J.K. Rowling, gin, a ponadto oczywiście The Rolling Stones, Led Zeppelin, The Who, Davida Bowiego, Erica Claptona i Pink Floyd.

Spice Girls musiało powstać przez pomyłkę.



Tak sobie sączę i myślę, że Anglia miała też ciekawą historię. Celtowie walczyli z Rzymianami, wybudowano mur Hadriana, najazd Normanów, Wyprawy Krzyżowe, Robin Hood, Winston Churchill...

Czy wiecie, że w średniowieczu piwo było powszechnym napojem używanym chętniej niż woda? Było wtedy oczywiście nieco słabsze i pijały je także dzieci. Picie piwa chroniło przed zapadaniem na choroby, które zawierała sama, niezbyt czysta woda. Ponadto piwo traktowane było jako napój i posiłek. Jego wartości odżywcze są dziś przyczyną piwnych brzuchów, ale wówczas, gdy otyłością grzeszyli tylko bogaci możnowładcy, dodatkowe kalorie były na wagę złota.

I oto zbliża się dno butelki. Jakoś tak ten czas szybko mija, gdy człowiek siedzi tak i duma o przeszłości, o historii i o kulturze. A jak właściwie to piwo smakuje?

Bishops Fingers jest bardzo bitter. Powiedziałbym, że to męskie piwo, nie dla lalusiów. Raczej dla gości, którzy wpadają do pubu po pracy, by wychylić kilka kufelków, dać komuś w mordę i pójść do domu, gdzie czeka gromada umorusanych urwisów (w sensie, że czuć w tym wszystkim chuć i heteroseksualność).

Podoba mi się zatem bardzo to piwo zwłaszcza teraz, gdy z telewizji gwałci mnie wszechobecna inwazja piw smakowych, jabłowych, malinowych, a kolesie z agencji reklamowych bezczelnie próbują mnie przekonać, że to jest ok, że facet pije piwo owocowe. W takiej sytuacji mogę tylko pokazać im fingera.

I jeszcze sesja z głównym bohaterem:



17 czerwca 2014

, , , ,

Ciastko z ciasta francuskiego


Zawsze warto mieć w domu dwie paczki ciasta francuskiego. Co? Chyba nie myśleliście, że będę tu pisał o robieniu ciasta francuskiego? To podobno mega-rzeź. Nikt nie chce tego robić. Kupcie gotowe, wsadźcie do lodówki i jak nadejdzie czas, wystarczy je pokroić i położyć coś na nie. Jakiś owoc, zmielone mięso, warzywa, kawałek węża czy krokodyla, pieczemy i mamy gotową przekąskę.

Nie ma łatwiejszego sposobu, żeby nabrać kogoś, że umiemy coś przyrządzić. 

Na zdjęciu widać ciastko z połówki brzoskwini czy jakiegoś tam innego owocu. Całość posypana cukrem. No doprawdy... 


16 czerwca 2014

, ,

Chang - piwo z Tajlandii


My, Europejczycy, lubimy myśleć, że mamy najlepsze piwa na świecie. I dzięki Bogu mamy rację. Mamy całą masę najlepszego piwa na świecie. Mamy takie kraje jak Belgia, które służą nam w zasadzie tylko do produkcji piwa. Sąsiadujemy z Czechami, którzy warzą dobre piwo. Mamy długie tradycje i tak dalej.

Dlaczego więc ściągamy do naszych sklepów piwa z Tajlandii? Chyba tylko po to, by skosztować ich i stwierdzić z satysfakcją... "he he he, mamy najlepsze piwa na świecie".

Ale oto piwo Chang stanowi dla mnie miłe zaskoczenie. Jest to niby najzwyklejsze piwo na świecie. W jego smaku nie wyczuwam ulgi przynoszonej przez nieco chłodniejszy powiew w upalne noce podczas imprezy w Bangkoku. To, co mi się naprawdę w nim podoba to prawdziwa goryczka z charakterem, taka jak w wielu naszych piwach. Gdzieś tam pod koniec pojawia się jeszcze coś, ale za cholerę nie mogę powiedzieć, co.

Kiedyś mój znajomy przywiózł wódkę z Chin. I tę wódkę można było pić bez zagrychy, bo była taka smukła. I właśnie mam wrażenie, że i tu wyczuwam to, choć w znacznie mniejszym stężeniu. A niestety skład jest napisany jedynie w jakiś nieludzkich, starożytnych runach... może ryż? Może kukurydza?

To piwo wprowadziło mnie w dobry nastrój i przywołało miłe wspomnienia. Do diabła ze składem czy krajem produkcji. W dobrym piwie właśnie to jest najważniejsze - dobre samopoczucie (choć pytanie na ile to zasługa piwa a na ile fakt, że kończy się ten długi i męczący dzień... ).

Chciałem objechać kolejny fancy browar, ale tym razem to się nie uda. Już szukam dla was jakiegoś dobrego country. WhiskeyDick.


14 czerwca 2014

, , ,

Gnocchi ze szpinakiem


Kluski śląskie mają jedną wadę - trzeba do nich coś jeszcze zrobić. Gdyby nie to byłoby to danie idealne. Tuż obok barszczu z uszkami. Jednak zamiast klusek śląskich, równie łatwo i szybko można zrobić gnocchi szpinakowe. Wystarczy, że dodamy do nich szpinaku. 

Wiem, że robienie klusek śląskich to niemal rocket science. Trzeba rysować w ziemniakach różne figury geometryczne, wycinać jakieś elementy, by zachować proporcje. I jeszcze trzeba stosować odpowiednią mąkę, bo jak nie będzie ziemniaczana, to będzie kicha. Rocket science. Mój przepis można zatem uznać za niezbyt precyzyjny:  

Gotujemy ziemniory a potem miksujemy je ze szpinakiem i mąką. Potem formujemy pecyny i gotujemy jeszcze raz.

Całość podajemy polane roztopionym masłem, oraz (uwaga, uwaga) ze śmietaną. Nie wiem, co w tym jest, ale śmietana nadaje temu daniu drugie dno. Zupełnie tajemnicza sprawa. 

I na koniec trochę dobrej, redneckiej muzy, żeby odreagować włoskie nazwy. 


13 czerwca 2014

, , , , , ,

Chłodnik litewski


Nie lubię owijać w bawełnę i nie będę tego robił. Gdy pierwszy raz usłyszałem o zimnej zupie z buraków, treść żołądka podeszła mi do gardła. Gdy drugi raz usłyszałem o zimnej zupie z buraków, znów treść żołądka podeszłą mi do gardła. I był tak również i każdym, następnym razem. Na pewno macie tak samo. Wyobrażacie sobie zimną zupę z zakrzepniętym tłuszczem, istny horror...  ale nie!

O dziwo - chłodnik litewski jest dobry.

Być może ma to związek z tym, że w ostatnich latach stałem się wielkim miłośnikiem buraków. Zupełnie nie rozumiem, jak do tego doszło. Od dziecka nienawidziłem buraków. Od biedy jadłem ćwikłę z chrzanem...  no i uwielbiam barszcz z uszkami. W ostatnich latach uwielbiam barszcz ukraiński, a nawet buraczki tarte.

A chłodnik jest przepyszny, choć nie wiem do końca, co zawiera. Żona zrobiła. Poniżej daję link do przepisu, ale nawet nie raczyłem przeczytać:
http://ugotuj.to/ugotuj/-19685535/chlodnik+litewski/p/

Idealny na upalne dni.

I coś pod ten chłodnik:


7 czerwca 2014

, ,

Asahi - piwo z kraju kwitnącej wiśni i knedli


Przed konsumpcją

Japońskie piwo Asahi jest pędzone w Czechach. Może to i dobrze. Kiedyś jeździliśmy Suzuki produkowanym na Węgrzech i nie narzekaliśmy. Poza tym, że oprócz paliwa trzeba było do niego lać leczo i bogracz. A jak stawaliśmy na światłach to on wykrzykiwał coś w rodzaju "Gyerünk! menj! Nem úgy, mintha te egy európai országban!". Czy piwo Asaha podczas konsumpcji będzie ciągle wypominać rok 1968? Przekonam się o tym dziś wieczorem.

To, że najpopularniejsze piwo w Japonii produkowane jest na drugim końcu świata, pokrywa się z utartymi w mojej głowie stereotypami o Japończykach. Oni wszystko mają na odwrót. 


I jedziemy z koksem

Jest prawie 21:42. Dzieciaki śpią. W sztucznym świetle ciężko ocenić kolor, ale piwo wydaje mi się dość jasne i słomkowe. Przeczytałem wcześniej na blogach kilku piwoszy, że jest niezłe, i że kukurydza i ryż nadały mu niezwykłego smaku. Japończycy słyną też z wyrobu całkiem niezłej whisky. I elektroniki. Piłem kiedyś Sake i pomysł pędzenia alkoholu na ryżu uważam za godny uwagi. 

Z każdym kolejnym łykiem dochodzę do wniosku, że tak powinny smakować różne polskie piwa. To smak piwa. Nie ma w tym żadnych fikuśnych dodatków. Jest może ciut za delikatne (choć niektórzy pisali, że jest mocno goryczkowe). Powiedziałbym, że blisko mu do zwyczajowego bronksa, którego trzaskało się niegdyś z kumplami w letnie wieczory. Nie przywodzi na myśl ani roku 1968, ani też smaku krwi zlizywanej z katany. To bardzo europejskie piwo i zastanawiam się czy subtelny dodatek ryżu i egzotyczna historyjka nie są tylko chwytem marketingowym przedsiębiorczego Czecha lub Japończyka robiącego interesy w europie. 

Nic w tym złego. Mógłbym pijać takie piwo. Ale gdyby to był zwykły bronks po 2,50 za pół litra. Atutem tego piwa jest puszka 0,33l. Wiadomo, że 0,5l są lepsze, a 1l najlepsze (np. Faxe czerwony ;), ale w pewnym wieku człowiek docenia już puszki 0,33l. 

I jeszcze niezły kawałek. Równie japoński jak to piwo.