31 marca 2011

, ,

Kurze serca



Jak mawia Andrew Zimmern nie ma to jak podroby. A zwłaszcza danie z kurzych serc.

Potrzebne będą:
  • Kurze serca
  • sól
  • pieprz
  • majeranek
  • woda
  • śmietana
  • mąka


Kurze serca wysypujemy na deskę i odcinamy tłuszcz wieńcowy. Nie jest to zajęcie dla osób wyjątkowo delikatnych ponieważ z serc jeszcze wylewają się resztki krwi. Po oczyszczeniu z tłuszczu wrzucamy serca do gara, solimy, pieprzymy, obsypujemy majerankiem, zalewamy wodą i gotujemy.

Kiedy już serca będą ugotowane a woda nabierze apetycznego, brunatnego zabarwu, należy zagęścić sos. Technika zagęszczania jest dość skomplikowana. Wymaga kubka i łyżki. Do pół kubka śmietany dodajemy kilka łyżek mąki i mieszamy. Tylko dokładnie, coby nie było glutów. Potem trzeba hartować. Łyżeczką bierzemy odrobinę płynu z serc i wlewamy do śmietany z mąką energicznie mieszając. Potem następna porcja gorącego i następna. Dzięki temu śmietana się nie zetnie i nie powstaną pecyny, a sos będzie gładki i aksamitny.

Danie podajemy do rozgniecionych ziemniaczków z jakąś wyrazistą surówką np. kapustą kiszoną lub ogórkami kiszonymi.

28 marca 2011

,

Lasagne



Kolejna rzecz, równie włoska jak makaron i espresso - lasagne. A wiadomo - Polak, Włoch to dwa bratanki. W końcu też pijemy kawę i też produkowaliśmy fiaty. Czymże zatem byłby typowy, polski, niedzielny obiad bez lasagne ?

Do zrealizowania tego przepisu niezbędne będą:
  • Makaron lasagne
  • mięso mielone (najlepsze jest wołowe)
  • pieczarki
  • pomidory w puszce
  • mleko
  • masło
  • mąka
  • gałka muszkatołowa
  • ser żółty
  • przyprawy


Sprawa wygląda następująco:

Na patelnię wrzucamy mięso i pieczarki. Musi się to wszystko ładnie ściąć, obsmażyć i generalnie nabrać cech zdatności do spożycia. Potem wrzucamy rzeczy takie jak rozmaryn, oregano, sól i pieprz oraz pomidory z puszki. Fajnie jeśli są już pokrojone. Można także zastąpić prawdziwymi pomidorami, ale kto teraz widział prawdziwe pomidory? Tak przygotowany farsz odstawiamy na bok i zajmujemy się...

...beszamelem. Zwykle robi go moja żona więc nie powiem jak zrobić, żeby nie spaprać, ale wiem, że przydatny do tego jest blender. Rozpuszczamy w garnku masło (dość sporo) a potem rzucamy na to mąkę. Jak to się wszystko zmieni w papkę zalewamy mlekiem i czekamy aż się zagotuje mieszając. Warto też potraktować blenderem, żeby nie było żadnych przykrych grudek. Do tego rzucamy dość sporo świeżo startej gałki muszkatołowej. To wszak jest istotą beszamelu jak i lasagne.

Do naczynia żaroodpornego kładziemy warstwę makaronu lasagne. I teraz uwaga - dawniej taki makaron wstępnie rzucaliśmy do wrzątku, żeby zmiękł i nie wysechł na wiór, ale jeżeli mięso będzie miało trochę własnego sosiku, a beszamelu będzie dużo powinno się udać bez tego. No więc kładziemy warstwę makaronu, warstwę mięsa, warstwę makaronu, warstwę mięsa, warstwę makaronu i zalewamy wszystko beszamelem. Na samą górę też możemy dać makaron. Wrzucamy do pieca na jakiś czas.

Kiedy już wszystko będzie wyglądało w miarę ok, wrzucamy na wierzch ser żółty. Dość szybko się stopi, więc będzie gotowe. I teraz najważniejsze - jeżeli chcecie zjeść to od razu to no problem. Ale jeżeli to ma być na jakąś wystawną kolację czy obiad, gdzie macie gości, to jest to jedna z nielicznych potraw, które lepiej wyglądają po odgrzaniu. Warto więc przygotować taką lasagne rano a potem tylko wykroić i podgrzać w mikrofalówce. Dlatego, że świeżo po wyjęciu z piekarnika nie ma możliwości wyjęcia ładnego kawałka. To się wszystko rozleci. A jak ostygnie i "zwiąże" to można wykroić ładny, estetyczny kawałek jak na zdjęciu powyżej.

Smacznego!

26 marca 2011

, ,

Le Zupa groszkowa



Z reguły zupy są dla mnie mało atrakcyjne. Jako dziecię nie znosiłem zup. Do dziś toleruję niewiele z nich, choć jak pisał Pilch - zupa jest najważniejsza, zupa tworzy dom. Zupa groszkowa nie jest moją najulubieńszą. Najulubieńszą jest barszcz z uszkami, w stosunku do którego jestem tak bezkrytyczny, że wciągam z ochotą barszcz instant i uszka mrożone ze sklepu. Zupa groszkowa jest moim numerem dwa.

Do wykonania wyżej wymienionej niezbędne są:
  • Worek mrożonego, zielonego groszku
  • Kostka rosołowa
  • woda
  • sól, pieprz
  • olej
  • chleb, który może być czerstwy


Już spieszę z wyjaśnieniami. Chleb jest niezbędny do zrobienia grzanek. Zupa groszkowa jest bowiem zupą z rodziny miksowanych i jako jednolita, homogenizowana ciecz wymaga obecności czegoś chrupiącego. Można stosować groszek ptysiowy, ale grzanki z czerstwego chleba będą ukoronowaniem tego wspaniałego dzieła.

Zaczynamy od wrzucenia groszku i kostki rosołowej do garnka i zalania wodą. Trzeba to wszystko gotować tak długo, aż groszek zmięknie. Następnie miksujemy całość blenderem i przyprawiamy zgodnie z upodobaniami. Do tej zupy dość dobrze pasuje także czosnek więc jak ktoś nie ma w planie wizyty u znajomych wieczorem, to śmiało można wcisnąć 2-3 ząbki.

Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy chleb pokrojony w małe kostki. Tego typu chrupiące grzanki są świetnym dodatkiem do wielu zup dlatego warto nie wyrzucać czerstwego chleba. Przynajmniej dopóki da się go jeszcze jakoś ukroić. Pod wpływem oleju i smażenia stanie się i tak chrupiący i pyszny. Ze świeżego chleba takie grzanki nie wyjdą.

I to tyle. Proste, prawda? Jeśli ktoś lubi, można wrzucić do miseczki z zupą jeszcze plaster sera żółtego. Roztopi się w gorącej zupie i stanowić będzie ciągnącą niespodziankę.

Oczywiście nie muszę mówić jak zdrowa jest ta zupa i ile ma witamin? I że jedząc zupę groszkową raz w miesiącu odczuwamy wyraźną poprawę samopoczucia? I że znikają bóle w kręgosłupie, przemęczenie, senność i możemy dłużej zachować koncentrację, co polepsza naszą efektywność i pozytywnie wpływa na postrzeganie nas przez nasze środowisko? A w konsekwencji standard życia ni stąd ni zowąd podnosi się... a wszystko to dzięki tej magicznej zupie!

22 marca 2011

, , ,

Pierogi leniwe są sexy



To wspaniale, że ktoś wymyślił różne dania, do których można dodać słowo "leniwe". Na przykład ostatnio jadłem gołąbki... "leniwe". Co znaczy, że do ich wykonania potrzebne były takie same składniki jak do zwykłych, ale zamiast lepić misterne zawiniątka wrzucało się to wszystko w wirujące ostrza miksera i włala! Zaletą pierogów leniwych jest jednak to, że smakują o niebo lepiej niż nieleniwe...

Co jest potrzebne do wykonania pierogów leniwych?
  • Ser biały (dwie paczki)
  • Ze dwa jaja
  • Trochę mąki
  • Cukier
  • Bułka tarta
  • Margaryna


Wygląda to mniej więcej tak, że do michy wrzucamy sery i rozcieramy widelcem na papkę. Do tego wrzucamy żółtka od jajek. Białka wrzucamy do osobnego pojemnika, solimy i ubijamy aż będzie piana, co będąc do góry nogami nadal się trzymie pojemnika. Pianę wrzucamy do miski z serem, podsypujemy mąką i mieszamy aż będzie tzw. "ciasto".

Jak to jest z tą mąką? Otóż im mniej, tym pierogi będą smaczniejsze. Ale bez mąki nie będziemy w stanie uformować idealnych kulek bo wszystko będzie się nam lepiło do łap a co gorsza w garnku może się rozwalić. Tak więc trzeba wyczuć tzw. złoty środek. W przypadku klusek śląskich wszystko jest jasne. Tutaj nie.

Kiedy już uzyskamy konsystencję bliską ideałowi, robimy ruloniki, kroimy na fragmenty z których lepimy kuleczki. No i tu zdradzę Wam sekret - ja daję dość mało mąki. Ciasto się lepi, ale ja mączę deskę, talerz i ręce. Dzięki temu mąka jest na zewnątrz pieroga, a w środku jakby mniej. Wychodzą wtedy znacznie bardziej delikatne.

Gotuje się je stosunkowo krótko, bo nie ma tam nic, co by mogło nam zaszkodzić oprócz surowego jaja i mąki. Pierogi takie koniecznie muszą być polane bułką tartą podsmażoną z margaryną i pocukrowane. Aha... do ciasta też trzeba było dać trochę cukru. Napisałem to ?

Smacznego i delektujcie się tym sexy video. Powinienem zostać modelem dłoni, nieprawdaż ?

18 marca 2011

,

Risotto z indykiem i grzybami


Ten wpis jest w pewnym sensie wyjątkowy z dwóch przyczyn. Bazuje on na tym, co pozostało z poprzedniego dania (bulion warzywny po sajgonkach) a zdjęcie po raz pierwszy zrobiłem aparatem kompaktowym a nie lustrzanką. Pewnie zapytacie - co z tego? No niby nic, ale ciekawe jest to, że piszę dokładnie w tej chwili dwa posty na raz. Ten i na blogu kompaktem.blogspot.com.

Uff... ciężko pisać na dwóch blogach naraz. Ok. w przepisie na sajgonki pisałem, aby nie wylewać bulionu spod warzyw. Przyda się dziś.

Składniki:
  • bulion spod warzyw (patrz sajgonki)
  • ryż
  • pieczarki
  • mięso
  • sos sojowy
  • sos słodko-pikantny

Po tym, jak z garnka został wydobyty farsz do sajgonek został nam bulion. Należy wsypać do niego ryż, przykryć i pogotować jeszcze chwilkę. Ryż powinien wypić cały bulion będący esencją smakową kapusty, marchwi, grzybów, kiełków i przypraw. Jest zatem bardzo pyszny.

Ale samym risotto nikt się jeszcze nie najadł. Na rozgrzany tłuszcz rzucamy pieczarki i smażymy aż wypiją tłuszcz i puszczą wodę. Potem dorzucamy pokrojonego indyka (może być kura, świnia lub po burżujsku - wołowina). Całość podlewamy lekko sosem sojowym i przyprawiamy wedle gustu (czyli na ostro).

Mięso z grzybami rzucamy na ryż i polewamy sosem słodko-pikantnym. Można także zrobić to jako drugie danie do sajgonek, ale samymi sajgonkami można się nieźle najeść.

17 marca 2011

, , , ,

Sajgonki (wersja wegetariańska)


W naszej sondzie (którą przeniosłem trochę niżej...) kuchnia azjatycka jest tuż za kuchnią włoską. A ponieważ od paru dni chodzą za mną sajgonki, to włala. Oto są.

Potrzebne są:
  • Kapusta pekińska
  • Marchew
  • Cebula
  • Pieczarki (lub grzyby mun)
  • Kiełki fasoli mung
  • Papier ryżowy
  • Sos sojowy
  • Sól, pieprz, przyprawa chińska, 5 smaków... kto co lubi
  • Sos słodko-ostry do polania

Kroimy na drobno cebulę, pieczarki, marchew (można zetrzeć w malakserze... kto by tam marchew kroił) oraz kapustę pekińską. Na dobrze rozgrzany olej rzucamy posiekaną cebulę i pieczarki. Potem marchewkę i kapustę. W międzyczasie trzeba podlać sosem sojowym, przyprawić, dolać wody i podusić (nie za długo, żeby nie wyszła ciapa). Na sam koniec idą kiełki (ale naprawdę na sam koniec. Żeby nie sflaczały). Wszystko przyprawiamy wedle gustu (najlepiej na ostro). Tak przygotowany farsz studzimy w jakiejś misce, a do pozostałego bulionu warzywnego można wrzucić ryż i zrobić chińskie risotto na drugi dzień (do kurczaka).

W drugim etapie potrzebny będzie papier ryżowy. Trzeba nalać trochę ciepłej wody na płaski talerz. Moczymy każdy pergamin z dwóch stron (bardzo krótko... zamoczyć i wyjąć) i kładziemy na deskę. Na to rzucamy trochę farszu, z którego formujemy wałek. Farszu trzeba dać nie za dużo, bo się sajgonki rozlecą albo nie będą chrupiące. Zwijamy, zaginamy boki (jak krokiety) i odkładamy na talerz. Muszą teraz chwilkę leżakować, żeby papier obsechł, bo inaczej wrzący tłuszcz pryśnie nam w oko i oślepi nas do końca życia...

Na rozgrzany tłuszcz rzucamy sajgonki, obsmażamy z dwóch stron aż będą rumiane i chrupiące i w zasadzie gotowe. Polać troszkę sosu słodko-pikantnego i można jeść.

Wersja z mięsem jest podobna, tylko potrzeba jednego nie za dużego ratlera ;)

13 marca 2011

, ,

Dobry początek dnia


Nie od dziś wiadomo, że aby dobrze zacząć dzień, należy zjeść śniadanie. A cóż może być bardziej śniadaniowego niż pyszny, odżywczy, zdrowy koktajl ?

Aby dobrze zacząć dzień, w lodówce powinny znaleźć się:
  • Jogurt naturalny
  • Banan
  • Masło orzechowe

Wiem, że taka mieszanka wywołuje u niektórych odruch sięgnięcia po papier toaletowy i ucieczki, ale zapewniam Was. Pijam takie koktajle od czasu do czasu i wszystko jest ok. Ba... w pewnym wieku ludzie cieszą się jak coś ich dogłębnie poruszy.

Wrzucamy zatem wszystkie składniki do jakiegoś pojemnika i korzystając z blendera zmieniamy to wszystko w przepyszny dekokt podobny do tego na zdjęciu powyżej. Zaznaczyć muszę iż ilość masła orzechowego powinna być dopasowana do własnego widzimisię, ale ja osobiście lubię dużo. Nadaje koktajlowi specyficzny, niepowtarzalny smak i stanowi o wartości kalorycznej napoju (jeżeli na przykład zamierzamy cały dzień biegać po kanałach ze szpadlem w pogoni za mutantami, to wyższa wartość kaloryczna jest wskazana).

Jednym słowem - warto. Naprawdę. Nie ma co się obawiać, blokować psychicznie. Ja wiem, że nie jest łatwo się przełamać, ale czasem trzeba. Zresztą spójrzcie na godzinę publikacji tego posta... jest 6:52 a ja już od dwóch godzin na nogach. W dodatku dziś chyba jest niedziela...

11 marca 2011

,

Zapiekanka z brokuła


Ustalmy jedno - to zapiekanka. Nigdy nie wygra konkursu piękności. Nie dlatego, że nikt nie organizuje konkursów piękności dla zapiekanek, ale dlatego, że zapiekanka ma przede wszystkim smakować. A ta smakuje wyśmienicie...


Pisałem o tym ostatnio - w kuchni trzeba mieć co najmniej jedno naczynie żaroodporne. Do pieczenia... a jakże! Ewentualnie można wykorzystać jako tarczę czyszcząc korytarze kosmicznej bazy od obcych miotaczem płomienia.

Potrzebne będzie:
  • brokuł
  • makaron
  • jogurt naturalny
  • czosnek
  • sól
  • pieprz
  • ser żółty
  • jakaś wędlina


Bierzemy naczynie żaroodporne i wykładamy makaron. Polewamy sosem...

Zapomniałem wspomnieć o sosie ? Ok, bierzemy jogurt naturalny, sypiemy sól i pieprz, wciskamy czosnek wg. uznania, mieszamy i jest sos.

... a więc polewamy sosem (ale nie wszystkim), posypujemy skrojoną wędliną, kładziemy warstwę brokuła, jeszcze raz sos i wrzucamy do piekarnika. Po jakimś czasie otwieramy, rozkładamy warstwę sera żółtego i zamykamy na jeszcze trochę.

Nie ma to jak precyzja.

Jakby ktoś nie załapał załączam jak zwykle rzetelny i szczegółowy film:

8 marca 2011

, , ,

Pomidor z mozzarellą...


Pomidor i mozzarella. Proste, a jakże harmonijne połączenie. I jeszcze szczypta oregano, która przypieczętowuje tę znakomitą harmonię... gdzieś tam w dali majaczą nuggetsy w złotej, chrupiącej panierce...

Dziś pozwoliłem sobie na lekki, wiosenny każual. Pomidor z mozzarellą to po pierwsze prosta sałatka, którą można podawać zarówno jako dodatek do obiadu, jak i autonomiczne danie. Może stanowić także przekąskę np. na film, zamiast popcornu.

Niestety z pomidorami to jest tak, że bardzo ciężko dostać smaczne. Zwłaszcza zimą półki dyskontowe uginają się od pięknych, mięsistych pomidorów, które nie mają smaku. Czasem mają też konsystencję jabłka. To straszne... pamiętam pomidory z dzieciństwa, z działki. Były paskudne z wyglądu, ale miały niesamowicie intensywny smak, w którym wyczuwało się ten charakterystyczny, gorzki zapach szypułki...

A mozzarella swoją drogą... ten, kto wymyślił mozzarellę powinien mieć nazwaną swoim imieniem ulicę w każdym dużym, europejskim mieście. Nie wyobrażam sobie świata bez mozzarelli.

6 marca 2011

, , ,

Magia ciasta francuskiego

ciasto francuskie

Ciasto francuskie mimo swej gejowskiej nazwy wnosi niesamowity wkład w kuchnię. Zwłaszcza kupne ciasto francuskie, które jednym, wprawnym ruchem można rzucić na blachę do pieczenia, upstrzyć dodatkami i upiec...

Cecha, którą jest neutralny smak, umożliwia wykorzystanie ciasta francuskiego na miliony sposobów - na słodko, z owocami, dżemem, kostkami czekolady lub zupełnie nie na słodko - z pesto i pomidorami, jako mini-pizze czy ze szpinakiem...

Ciasto francuskie ze szpinakiem

Ciasto tniemy na kwadraty ok 15x15 cm i lepimy z nich małe kopertki (zginamy na pół, sklejamy boczne ścianki i zostawiamy u góry dziurę). Do środka walimy wcześniej przygotowany farsz ze szpinaku.

Farsz składa się z mrożonego szpinaku, który trzeba trochę podusić na patelni. Konieczne jest także wciśnięcie paru ząbków wiecie czego (tych, którzy pierwszy raz czytają blog, odsyłam do przepisu na spaghetti z ananasem) oraz fetę, którą widelcem rozciapciujemy, aby wraz ze szpinakiem utworzyły apetyczną, grudowatą, zieloną breję...

Tak przygotowany farsz ładujemy do kopertek z ciasta, które następnie sklejamy, układamy na blasze i wrzucamy do piekarnika na tak długo aż będą dobre (nie trwa to zbyt długo).

UWAGA! Po wyciągnięciu poczekać aż ostygnie. Wbrew zewnętrznej temperaturze ciasta farsz w środku jest bliski wrzenia. Przegryzienie takiego pierożka to pewna śmierć...


Ciasto francuskie z pieczarkami

Ciasto kroimy na niewielkie prostokąciki, których brzegi lekko zaginamy do środka, aby utworzyć mini rynienki. Ma to umożliwić pozostanie zawartości w obrębie prostokąciku.

Zawartość stanowią drobno pokrojone pieczarki, drobno pokrojone salami, podsmażone na patelni oraz ser żółty. Pieczarki można oczywiście podsmażyć także z cebulką lub innymi ingrediencjami. Można też po prostu wysmarować prostokącik zielonym pesto i położyć połówkę pomidorka koktajlowego.

Ciasteczka pieczarkowe stanowią idealne uzupełnienie dla piw jasnych goryczkowych (np. Pilsner Urquell). Zwłaszcza wersja z pieczarkami i salami, które po upieczeniu staje się chrupiące niczym prażone świńskie skórki.

Odwiedź także mój nowy blog: facetwquchni.be

Sprzęt cz. 2: patelnie, garnki, naczynia żaroodporne...

Wiem, że to straaaaasznie nudny temat... postaram się w kilku zdaniach napisać, co moim zdaniem jest istotne i możemy wracać do mordowania utopców w Wiedźminie.

Patelnia
Zapewne wiecie, że cygańskie patelnie są najlepsze. Nie mam pojęcia, bo nigdy nie miałem takiej patelni. Warto natomiast mieć kilka patelni w różnych rozmiarach:
miseczka A - do rozpuszczania masła na popcorn
miseczka b - jajecznica dla jednej osoby
miseczka c - jajecznica dla dwóch osób
miseczka d - sos do spaghetti
miseczka e - kotlety, placki ziemniaczane itp.

Z teflonem czy bez? W zasadzie to bez różnicy. Jak ma przywrzeć, to przywrze. Zresztą to bardziej kwestia zastosowania odpowiedniego tłuszczu i rozgrzania go do odpowiedniej temperatury. Polecam natomiast drewniane mieszadło. Jest trochę nieporęczne, ale nie nagrzewa się więc nie da się nim poparzyć, nie rysuje teflonu i w przeciwieństwie do chińskich, plastikowych mieszadeł - nie powoduje raka.

Garnki
Z garnkami jest podobnie jak z patelniami, ale rozróżniam tylko 3 wielkości:
miseczka a - niewielki, ale dość wysoki - do gotowania spaghetti jak również innych rodzajów makaronu, ziemniaków, ryżu i jajek
miseczka b - garnek średni (ale taki średni spory... a nawet duży) - do gotowania zup i gulaszy
miseczka c - wielki gar - do gotowania bograczu

Niektóre rzeczy mogły zabrzmieć enigmatycznie, ale w swoim czasie wszystko się wyjaśni.

Naczynia żaroodporne
Tego typu naczynia są bardzo przydatne do przygotowania dań pieczonych w piekarniku np. ryba, różnego rodzaju zapiekanki, czy pieczone mięsa. Warto mieć co najmniej jedno naczynie zamykane (do duszenia) i jedną, otwartą kamionkę, w której można zrobić np. lasagne.

Właśnie uświadomiłem sobie ile jeszcze przepisów do napisania i dań do sfotografowania przede mną ;)

3 marca 2011

, , ,

Tagliatelle z łososiem


Kuchnia włoska jest bajecznie prosta, a żeby udowodnić to tym, którzy w to wątpią przedstawiam dziś przepis najłatwiejszy, a zarazem niezwykle wykwintny: tagliatelle z łososiem. Nawet największe beztalencia kulinarne dadzą radę. Daję głowę. Aaaaale... dla pewności załączam film instruktażowy.

Potrzebny będzie wędzony łosoś, ser gorgonzola, koperek i makaron tagliatelle. Spytacie co to jest makaron tagliatelle ? To zapewne kolejny wymysł włochów, żeby mogli w restauracji z wyższością i pogardą patrzeć na klientów, którzy zamawiają spaghetti albo po prostu makaron. Co do łososia wędzonego - z tym osobnikiem trzeba się zaprzyjaźnić. Zwłaszcza jeżeli chcecie wykonać sushi, które za jakiś czas zaprezentuję, a nie chcecie żeby zalęgły się wam robaki w mózgu od surowej ryby.

Makaron wrzucamy do gotującej się wody. W międzyczasie na patelnie wlewamy odrobinę wody (tak ok. 7,5-7,8 mm) i rzucamy na to pokrojoną gorgonzolę (można dać jakiś inny ser pleśniowy, ale "Big G" ma moc!). Ser musi się rozpuścić w wodzie więc mieszamy. Jestem zwolennikiem drewnianych łyżek, bo nie rysują teflonu i nie nagrzewają się, więc nawet totalny lamer się nie poparzy.

Tutaj mały spoiler: dlaczego dajemy najpierw ser, a potem rybę? Bo skórka sera słabo się roztapia. Trzeba dobrze roztopić skórkę, bo w przeciwnym razie skórka i łosoś skleją się w pecyny. Będzie to wyglądało nieestetycznie, a co gorsza łosoś nie będzie rozprowadzony sprawiedliwie.

Po rozrobieniu sera rzucamy pokrojony drobno łosoś (nożem szefa kuchni ofkz) oraz posiekany koperek. Dużo posiekanego koperku.

I to w zasadzie wszystko. Jeżeli makaron jest ready, to można polewać i żreć.