28 maja 2011

Dieta ?

Przykra sprawa... z trwogą odnotowałem ostatnio iż moja waga osiągnęła prawdopodobnie 90 kg.

To nie wszystko.

Kierowany dziwnym przeczuciem rzuciłem przysłowiowym okiem na kalendarz. Od dziś już tylko 100 dni do Mistrzostw Polski w Nordic Walking, na które jestem zapisany jako zawodnik wrocławskiego FAN.

Koniec z pizzą. Koniec ze smażeniną. Trzeba coś zrobić. Ogłaszam dietetyczną zabawę - podajecie przepisy/sugestie/pomysły na dania w komentarzach (bez rejestracji można komentować wybierając z listy "anonimowy"). Najlepsze propozycje będę realizował, opisywał, fotografował i podawał autora.

Co mnie interesuje?

A) Bogate i odżywcze śniadanie

B) Średnio-kaloryczny obiad lub nawet obiadokolacja

C) Zdrowe i niskokaloryczne przekąski.

Przy podawaniu przepisu proszę o podanie kategorii (A, B lub C).

Nie dajmy się ponieść skłonnościom fundamentalnym. Dobry węglowodan nie jest zły. Zwłaszcza rano. Może jakieś ciekawe koktajle białkowe ? Stawiam na Waszą kreatywność.

24 maja 2011

, , ,

Ratatouille



Dziś będzie ultra-krótko. Ratatouille to pokrojona cukinia, pomidor, bakłażan i pewnie jeszcze parę innych rzeczy. Nie do końca odpowiada standardom męskiej kuchni, bo... wiadomo... zatrucie warzywne. Ale z drugiej strony wrzuca się to na patelnie, podgrzewa i gotowe. Do tego ryż (w wersji Chrisa McCandlessa sam ryż bez warzyw). Można także wkroić parówkę, żeby było bardziej odżywcze.

Za co najbardziej kochamy ratatouille?

1. Za bajkę o szczurku.
2. Za szybkość i prostotę.
3. Za to, że występuje w formie zapuszkowanej dzięki czemu można kupić większy zapas i zjadać stopniowo.



19 maja 2011

Pizza na cieście drożdżowym


Parę lat temu, kiedy zaczynałem prowadzić tego bloga :) podawałem przepis na szybką pizzę z wykorzystaniem gotowego ciasta z Lidla. Niestety od jakiegoś czasu ciasta już nie ma w sprzedaży nad czym ubolewam. Zakamuflowania opcja niemiecka wycofała. Nie oburzajmy się... jak się okazało w naszym kraju można bezkarnie używać sformułowania "zakamuflowana opcja niemiecka". Zresztą nie ma co się dziwić - w USA Stroskanowi za temperament grozi 25 lat więzienia a w Polsce za zamordowanie foki grożą 2 lata. Ale dosyć tej polityki.

Pizza na zdjęciu powyżej ma tę przewagę, że ciasto zostało przeze mnie zrobione. I sos również. Jeżeli pamiętacie, w tamtym sławetnym wpisie sprzed lat jako sosu użyłem pomidorów z puszki. Tym razem pomidory wraz z listkami świeżego rozmarynu, oregano, solą i pieprzem zmiksowałem blenderem i tak powstał sos. Warto zrobić go wcześniej, bo po zmiksowaniu jest bardzo rzadki, a po jakimś czasie gęstnieje. Ta pora roku jest ku temu niezła, bo jest w sklepach mnóstwo dobrych pomidorów. Najlepsze są te wyrwane wraz z kawałkiem krzaka.

Ciasto do pizzy robi się z wody, mąki, drożdży, oleju (a najlepiej oliwy) soli i cukru. Woda musi być lekko ciepła. Przepis znajdziecie wpisując w google "ciasto do pizzy". Najważniejsze "issues" to: mieć krzaczek świeżego rozmarynu ZAWSZE i mieć oliwę z oliwek.

Pizza z takiego ciasta charakteryzuje się tym, że ciasto jest puszyste i aromatyczne, a nie twarde i chrupiące.

BTW jak byłem we włochach, to najlepszą pizzę robił taki jeden turek.

11 maja 2011

,

Kurczak z pieczarkami w sosie sojowym z ryżem podany



Wiem... wiem! To niespodziewana i olśniewająca hojność! Czwarty wpis w ciągu tygodnia! Pomyślicie pewnie, że nie mam co robić albo coś w tym stylu. A w gruncie rzeczy powiem że mam. I to coraz więcej. Coraz mniej czasu na pichcenie, kręcenie filmów i pisanie o gotowaniu. W tym wpisie nie ma nawet wypasionej fotki ostatecznego wyglądu dania, bo zostanie ono nałożone i spożyte za kilka godzin. Skoro mniej czasu to dlaczego więcej wpisów ? Ostatnie 3 wpisy nie były stricte przepisami na konkretne dania, ale ten jest. To danie, które zrodziło się z braku czasu. Wykonuje się je bardzo prosto i bardzo szybko. Jest też bardzo smaczne.

Potrzebujemy:
  • Piersi kurczaka
  • Pieczarki
  • sos sojowy
  • ryż
  • Porządna, ostra, chińska przyprawa (we Wro do dodstania na Wita Stwosza)
  • Płyty Primusa "Antipop"


Na rozgrzany olej rzucamy pokrojone piersi kurczaka. Dobrze, żeby się ścięły, ale wiecie... to jest przepis na szybkie danie więc tak naprawdę szkoda czasu. Wrzucamy pieczarki i zalewamy to wszystko sosem sojowym. Jednak warto, aby mięso nie było surowe więc niech to sobie bulgocze parę minut.

W osobnym naczyniu typu "garnek" gotujemy wodę, wrzucamy ryż, przykrywamy i czekamy. Kurczaka przyprawiamy chińską ostrą. Generalnie będzie bardzo smaczne, słone, pieczarkowe i ostre. A ryż sprawi, że będzie bogate w wartości odżywcze i że się tym napchamy.

10 maja 2011

, ,

Grzanki - podstawa udanego śniadania



Z niepokojem stwierdziłem, że większość moich przepisów i "pomysłów na..." ;) to obiady. Zupełnie jakbyśmy nie jadali śniadań i kolacji. A przecież takie na przykład śniadanie to podstawa udanego dnia... a podstawą udanego śniadania są? Grzanki!

Grzanki to utostowany chleb. Jest chrupiący, aromatyczny i powstaje z czerstwego chleba, który zwykli śmiertelnicy wyrzucają, ale nie my! Nie... my robimy grzanki. A sposobów na uzyskanie grzanki z czerstwego chleba jest kilka: piekarnik, toster, drugi toster...

Grzanka z guacamole


Guacamole to w dużym skrócie pasta z awokado. Trzeba kupić awokado i poczekać aż zmięknie (jak kupimy miękkie nie mamy gwarancji, że nie jest zgniłe). Potem obieramy je, kroimy na kawałki, skrapiamy obficie sokiem z cytryny, dosypujemy soli, pieprzu, świeżych listków rozmarynu i miksujemy.

Do pasty dodajemy drobno posiekaną cebulkę i pokrojonego pomidora. Można zrobić wariant full mix, ale z elementami chrupiącymi wygląda schludniej. Smarujemy obficie na grzankę nie stosując masła - awokado samo w sobie jest tłuste, ale to te najlepsze z możliwych tłuszcze dlatego tak cenne jest na śniadanie. Na czczo najlepiej przyswaja się cenne substancje.

Grzanka pułapka


Zdjęcie na samej górze tekstu przedstawia grzankę pułapkę. Dlaczego? Ano dlatego, że możemy wmówić komuś, że to grzanka z rzodkiewką i nikt nie zorientuje się, że pod spodem mamy solidną porcję pasztetu wielkanocnego!

Ten rodzaj grzanki polecam właśnie panom, którzy jak ja obawiają się zatrucia warzywnego. Pamiętajcie - odrobina startej rzodkwii na wierzchu a pod spodem wszystko czego zapragniecie - baleron, boczek, smalec i inne smakołyki, które za dziesięć lat doprowadzą wasze arterie do zaczopowania.

A więc sporządźcie plany pogrzebowe i smacznego!

8 maja 2011

,

II Festiwal Dobrego Piwa 2011 - Wrocław Piwem Płynący

Tak, wiem... "Co? Jaki festiwal piwa?", "gdzie ?". Też jestem zbulwersowany słabą promocją tego wydarzenia. Codziennie do naszych skrzynek pocztowych i elektronicznych trafiają gigabajty spamu i reklam supermarketów z elektroniką użytkową, a gdy zdarza się coś tak ważnego jak festiwal piwa człowiek dowiaduje się po fakcie. Kto zajmował się marketingiem ????

Ok, uspokójmy emocje. Skoro to II edycja, to będzie i III więc na przyszły rok będziemy wiedzieli. Chociaż biorąc pod uwagę ile ludzi było i jak wielkie problemy komunikacyjne wystąpiły na trasie Wrocław-Leśnica, to za rok będzie tu prawdziwy Oktober Fest i trzeba będzie tam wynajmować nocleg i tak dalej... Przejdźmy zatem do meritum.

Najważniejsze były stoiska lokalnych browarów z Polski i Czech, stoiska z żarciem itp. Było nawet stoisko codopiwa.pl, ale mieli tam głównie suszone owoce morza. Jadłem kiedyś te rybki i moim zdaniem są słabe. Zdecydowanie za lepszą przekąskę do piwa uznaję suszoną skórę wieprzową, która bywa w Lidlu w tygodniu skandynawskim.

Jeżeli chodzi o jedzenie, to najlepszy był moim zdaniem grillowany oscypek z żurawiną. Rewelacja. Kij z tym czy oscypek skrzypiał w zębach czy nie, czy był z mleka owczego, krowiego czy ptasiego. Oscypek grillowany jest sto razy lepszy niż surowy. Ma chrupiącą skórkę a w połączeniu z żurawiną stanowi idealną kombinację spływającą rozkosznie po języku.

Za numer dwa uznałbym pajdę chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym. To trochę klimat wrocławskiego Spiżu tylko ten chleb był pyszny i smalec też rewelacyjny. I ogórek... nie jakiś tam kupny ze słoika tylko najprawdziwszy, naturalny ogór kiszony.

Potrawą numer trzy, której skosztowałem była bułka z parówką. Nie hot-dog tylko bułka upieczona z parówką w środku. Bardzo znakomita rzecz do piwa, ale jeżeli miałbym wybierać, wybrałbym hot-doga ze sklepu z kraju, z którym współpracujemy od 50 lat ;) Stoisko z bułkami z parówką oferowało także precle pączkowe, które zachwyciły moją małżonkę (która zresztą skupiła się na stronie jedzeniowej imprezy).

Jeżeli chodzi o piwo, zacznę od mankamentu: nie wszyscy wystawcy oferowali małe piwa 0,2L. Wiadomo, że my - faceci - nie pijemy piw 0,2L, ale na logikę - jeżeli jest to festiwal, gdzie wystawia się kilkudziesięciu browarników, a każdy ma po kilka gatunków piwa, to jeżeli spróbuje się więcej to kupi się więcej do domu. A jeżeli spróbuje się mniej gatunków, ale w półlitrowych kuflach, to będziemy mieli problem z pęcherzem jadąc autobusem do Wrocławia właściwego. Ponadto grozi nam upicie.

Spróbowałem zatem 3 rodzajów ciemnego piwa. Jasne zupełnie sobie odpuściłem. Były to: czeski Kozel, Czarna Dziura (warzone specjalnie na festiwal) oraz dziesięcioprocentowy Bernard. Najwyżej z tych trzech oceniam Kozel, który w czechach dostępny jest w supermarketach (nawet w plastikowych butelczynach ;). Czarna Dziura była bardziej wytrawna i mocniej ekstraktywna. Miała zdecydowanie więcej goryczki. Bernard był również dobry, ale ponieważ zawierał dużo alkoholu miał lekką nutę słodyczy, która w moim mniemaniu stanowiła słabą stronę tego piwa.

Ogólnie rzecz biorąc impreza była przednia. Myślę, że kolejna edycja będzie jeszcze większa i być może organizatorzy pokuszą się o lepszą lokalizację (większą i bliższą centrum) oraz lepszą reklamę. Owszem - zainteresowanie było duże, ale mogło być większe.

A kto nie był ten trąba.

7 maja 2011

, , ,

Barszcz ukraiński

Barszcz ukraiński należy do dań, które określiłbym mianem "niewydumane", "proste" i "bezpretensjonalne". Jest to coś, co jadałem w dzieciństwie i jak nienawidzę zup, tak ta mi smakuje.

Aby przyrządzić barszcz ukraiński, niezbędne będą następujące przedmioty:
  • Buraki (takie surowe)
  • Ziemniaki (też surowe)
  • Fasola czerwona (dla wygodnickich z puszki... dla facetów też z puszki)
  • Śmietana
  • Rosół (dla facetów kostka rosołowa)
  • pieprz, sól, liść laurowy, zielenina


Wersja bardziej pracochłonna zakłada ugotowanie bulionu z marchewką, pietruszką i mięsem (np. żeberkiem od świni). Jednak łatwiej jest użyć kostkę rosołową.

I teraz tak: buraki należy ugotować w całości bez obierania. Można dzień wcześniej. Nie mogą być obrane, bo cały zabarw upłynie. Ugotowane buraki obieramy i siekamy na bardzo drobne kawałki. Ale jak to mówią - można słuchać Slipknota cicho, ale po co ? Wrzucamy wszystko do malaksera i jest miazga.

Do gara wrzucamy pokrojone, surowe ziemniaki, kostkę rosołową, wodę, listek laurowy oraz ziele angielskie. Moja żona podpowiada, że można też wrzucić marchewkę, ale my tego nie zrobiliśmy, żeby nie dostać szoku warzywnego :) Kiedy ziemniaki będą miękkie wrzucamy te zmielone buraki i fasolkę z puszki (jeśli będzie surowa, to przesrane... kupcie w puszcze).

Na koniec należy wszystko doprawić solą i pieprzem i zabielamy śmietaną. Ale żeby nie porobiły się kluchy śmietanę trzeba hartować w kubeczku dolewając odrobinę gorącej zupy i mieszając energicznie. Dopiero potem wlewamy śmietanę do zupy. Nie dostanie szoku termicznego i nie powstanie obrzydliwy ser.

W moim rodzinnym domu robiono jeszcze inny motyw. Ziemniaki nie były w barszczu tylko ugotowane osobno i polane tłuszczem z przysmażoną cebulką. Brało się na łyżkę tych ziemniaków z cebulką i podtapiało w barszczu jak zaknedlowanego dłużnika. To było bardzo pyszne. Ale bardziej czasochłonne.

1 maja 2011

Intryga w Zdroju


- Lubię jeździć na południe - powiedziałem mojej żonie.
Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Zmierzaliśmy ku nieuchronnym ramionom przeznaczenia nie przeczuwając nawet na jak krętą drogę poprowadzi nas los...

***


Droga E67. Południe Polski. Mała, uzdrowiskowa miejscowość, pogrążona w swoich codziennych sprawach. Na parkingu wita nas starszy mężczyzna.
- Japończyk ? - Zapytał.
Zdezorientowani i zaskoczeni nie odpowiadamy.
- Teraz same węgry jeżdżą.
W mojej głowie zaczyna świtać. Chodzi mu o nasz samochód.
- Mój to japończyk. Ma podgrzewane fotele i przyciski opuszczania szyb na drzwiach - kontynuuje stary.
- Nasz był składany na Węgrzech - odpowiadam.
Nie podoba mi się. Coś knuje. Później dowiadujemy się, że jest malarzem. Nigdy nie ufałem malarzom, a ten wyglądał szczególnie podejrzanie.

***


Obudził mnie dźwięk starych okiennic kołyszących się na wietrze. Chłodny poranek dostał się do naszego pokoju i zbudził mnie jak zwykle o 6:00. Nie budząc żony, wypiłem kubek podłej kawy, którą zalałem wrzątkiem. W tym miejscu nie było takich luksusów jak ekspres. Wyjrzałem na korytarz. Wszystko wskazywało na to, że mieszkaliśmy z podejrzanym malarzem drzwi w drzwi.

***


Na śniadanie zjedliśmy kanapki z mielonką. Napisali, że to szynka delikatesowa, ale miała konsystencję galaretki. Z łatwością rozsmarowała się na chlebie i smakowała podobnie jak wyglądała.
- Co myślisz o tym człowieku ? - Zapytała żona.
- Sam nie wiem - myślałem głośno - jest w nim coś niepokojącego. Podobnie jak w tej mielonce...

***


Obiad postanowiliśmy zjeść w "smażalni". Była to metalowa buda stojąca od lat przy szosie E67. Poszliśmy tam na piechotę drogą prowadzącą przez pola rzepaku. Zaglądali tam tylko tubylcy, kierowcy ciężarówek i podejrzane typy zmierzające ku południowej granicy.

Zamówiliśmy smażone pstrągi. Mając w pamięci moje niedawne doświadczenia z patroszeniem tych ryb, chciałem zobaczyć jak robi się to w tych stronach. Pstrąg był usmażony w panierce. Był pozbawiony oczu i wnętrzności. W środku wypełniony był masłem czosnkowym i ziołami. Podano do tego także kawałek cytryny. I frytki.

- To cholernie dobry pstrąg - pomyślałem.

Ech... gdybym tak umiał tak usmażyć pstrąga...


C.D.N.